Katolicka Agencja Informacyjna

Subskrybuj Kanał Katolicka Agencja Informacyjna
Portal Katolickiej Agencji Informacyjnej
Zaktualizowano: 15 minut 50 sekund temu

Pohulanka

śr., 05/16/2018 - 11:34
„Pohulanka”

Od Autora:

Tadeusz Konwicki  nazwał wileńską  Nowostrojkę ”bandycką dzielnicą”, do której obcemu niebezpiecznie się zapuszczać,  bo można dostać nożem.   Na czas wojny to była wręcz znakomita opinia.  Na tym drewnianym przedmieściu, które okazało się dla nas przyjazne,  my i sporo przyjaciół moich rodziców znalazło schronienie  przed łapankami i wywózkami. Stąd  można było dotrzeć nie wychodząc z lasu do Puszczy Rudnickiej,  matecznika jednej z największych armii partyzanckich w okupowanej Europie.   Wkrótce,  ojciec tam odszedł, a ja,  11-letni mężczyzna,   zacząłem chodzić – niekiedy tymi samymi leśnymi ścieżkami – od wsi do wsi jako  domokrążny handlarz, aby pomoc matce wyżywić rodzinę.

Umiłowane przez jego polskich mieszkańców Wilno  i Wileńszczyzna  były  niezwykłym kalejdoskopem kilku współżyjących ze sobą narodów, kultur, wyznań i tradycji, który wydarzenia wojenne wprawiły w zawrotne wirowanie.

Dla wielu był to taniec śmierci.

Znalazłem się w samym środku  niezwykłych wydarzeń.  Jednak gdyby nie  szereg następujących po sobie zastanawiających zbiegów okoliczności , z których pierwszy wydarzył się na kilkanaście lat przed moim urodzeniem,  ten mój „reportaż wojenny”  nigdy by nie powstał.

Osobiste archiwum wojenne teścia mojej siostry Marii ,  pułkownika Wincentego Chrząszczewskiego, ostatniego dowódcy Wileńskiego Okręgu AK i jednego z byłych dowódców legendarnego Pułku Ułanów Krechowieckich,  spadło mi „jak z nieba” już w trakcie pisania książki. Przywiózł je wnuk Marysi, Michał, który powrócił do Polski z Londynu.

M.in. dzięki takim zbiegom okoliczności  zdarzenia opisane w „Pohulance” dzieją się – jak w filmie – jednocześnie w kilku planach.

 

Jak promować szlaki pielgrzymkowe? Spotkanie branży turystycznej

śr., 05/16/2018 - 10:29
O promocji szlaku pielgrzymkowego wiodącego po polskich i słowackich miejscach kultu Maryjnego rozmawiali 15 maja przedstawiciele branży turystycznej, podczas warsztatów zorganizowanych przez Instytut Dialogu Międzykulturowego im. Jana Pawła II w Krakowie.

Instytut Dialogu Międzykulturowego im. Jana Pawła II w Krakowie jest jednym z partnerów projektu „Szlak Maryjny – Światło ze Wschodu”, realizowanego w ramach programu Interreg Polska-Słowacja. Celem tego przedsięwzięcia jest stworzenie oraz promocja szlaku pielgrzymkowego wiodącego po polskich i słowackich miejscach kultu Maryjnego.

Warsztaty z udziałem przedstawicieli branży turystycznej odbyły się pod hasłem: „Szlak Maryjny jako jeden z czynników rozwoju ruchu pielgrzymkowego i turystycznego na obszarze południowej Polski i Słowacji”. W trakcie spotkania uczestnicy rozmawiali m.in. na temat idei wytyczania i funkcjonowania szlaków w kontekście zmian społeczno-kulturowych oraz o tym, jak rozwijać miejsca kultu religijnego.

Zdaniem dr. hab. Elżbiety Bilskiej-Wodeckiej z Zespołu Geografii Religii w Instytucie Geografii i Gospodarki Przestrzennej Uniwersytetu Jagiellońskiego w Krakowie, o powstaniu szlaków decydują przede wszystkim czynniki społeczne, a dużą rolę odgrywa element tożsamości lokalnej. Ogromne znaczenie mają także czynniki ekonomiczne, dotyczące promocji danego regionu.

Abp Jędraszewski i abp Ryś Małopolanami Roku 2017

W jej ocenie, ważne jest, aby oprócz przeżyć duchowych, turysta mógł skorzystać z oferty gastronomicznej i hotelowej, a także wziąć udział w cyklicznych wydarzeniach odbywających się w rejonie szlaków i poznać okoliczne zabytki. – W promocji szlaków pielgrzymkowych bardzo ważny jest element współpracy instytucji zarządzającej szlakiem z lokalnym samorządem i stowarzyszeniami, które pracują na terenach i w miejscowościach, w których znajdują się punkty szlaku. Istotne jest, aby udało się zorganizować jakieś imprezy towarzyszące, które będą tych pielgrzymów i turystów przyciągać – mówiła dr hab. Elżbieta Bilska-Wodecka.

Jak dodała, obserwujemy obecnie proces sekularyzacji, a wiele osób, które odwiedza miejsca sakralne, deklaruje się jako osoby niewierzące, które przyjechały po to, aby je zobaczyć. – Jeżeli mamy w przypadku Szlaku Maryjnego piękny kościół, mamy dziedzictwo historyczne, a do tego będzie jakieś wydarzenie kulturalne typu wieczory organowe, czy muzyczne, to jest szansa, że to miejsce zostanie odwiedzone też przez osoby, które niekoniecznie są wierzące, a będą chciały jeszcze tam wrócić – wyjaśniała. Według niej, funkcjonowanie szlaków i ich obecność w świadomości turystów zależy w dużej mierze od prężności wspólnot lokalnych, społeczników i pasjonatów historii w danym regionie.

Zdaniem dr hab. Izabeli Sołjan, kierowniczki Zespołu Geografii Religii w Instytucie Geografii i Gospodarki Przestrzennej UJ, nowy Szlak Maryjny, który został wytyczony ma aktywować region na pograniczu polsko-słowackim. Jego zasięg obejmuje kilkadziesiąt sanktuariów, wśród których są sanktuaria greckokatolickie i rzymskokatolickie. W jej ocenie, szlak ten ma potencjał religijny i w jego budowie warto wykorzystać uwarunkowania historycznie.

Z kolei dr Barbara Munk z Instytutu Dialogu Międzykulturowego im. Jana Pawła II podkreśliła, że turystyka pielgrzymkowa odradza się na nowo, a na południu Polski i na Słowacji kult Matki Boskiej jest bardzo widoczny – Dla wielu osób odwiedzanie miejsc świętych wiąże się z doznaniem przeżyć duchowych. Istotne jest także upowszechnianie wiedzy o miejscach pielgrzymkowych oraz prezentowanie walorów historyczno-przyrodniczo-kulturowych danego regionu, aby odwiedzający mogli w pełni korzystać z tego bogactwa – powiedziała.

W ramach projektu realizowanego przez Instytut powstał już m.in. portal www.szlak.maryjny.pl, który zawiera panoramy wirtualne, przedstawiające wybrane miejsca kultu maryjnego na terenie województwa podkarpackiego, małopolskiego oraz kraju preszowskiego na Słowacji.

Zmarł brat Moris Maurin, Mały Brat Jezusa

śr., 05/16/2018 - 10:19
Wczoraj rano w wieku 89 lat zmarł Brat Moris Maurin – francuski zakonnik, członek zgromadzenia Małych Braci Jezusa, były przełożony polskiej wspólnoty. W naszym kraju mieszkał od blisko 30 lat.

Maurice Maurin wstąpił do zgromadzenia w 1955 i przyjął imię Maurice. Śluby wieczyste złożył w 1961, święcenia kapłańskie przyjął w 1973. Był bliskim przyjacielem Jacques`a i Raissy Maritain i prof. Stefana Swieżawskiego. Przez wiele lat mieszkał w Maroku i na Saharze.

W 1978 przyjechał pierwszy raz do Polski. W 1990 zamieszkał na stałe w polskiej wspólnocie Braci, najpierw na warszawskiej Pradze, następnie w Izabelinie, pełniąc służbę przełożonego. Spolszczył swoje imię i przyjął polskie obywatelstwo. Po przejściu na emeryturę był czynnym rekolekcjonistą, pozostając wiernym charyzmatowi „ubogiego pośród ubogich”.

Osoby bezdomne pokazują, czym jest prosta radość życia

Był autorem kilkunastu książek o tematyce duchowej m.in. „Brat Karol de Foucauld” (1997, „Żyć kontemplacją w sercu świata” (2005), „Wierzę w Kościół (2006, dostał za nią Nagrodę im. księdza Józefa Tischnera) oraz autobiografii „Z powodu Jezusa i Ewangelii (2010)”.

Mali Bracia Jezusa jest to chrześcijańska wspólnota, która została założona 8 września 1933 r. przez brata Rene Voillaume na Saharze. Jest jednym z kilkunastu apostolatów powstałych w oparciu o duchowość bł. Karola de Foucauld. Istotę Małych Braci wyrażają słowa Karola de Foucauld: „O czym marzę w sekrecie, to coś bardzo prostego, małego liczebnie, przypominającego pierwsze wspólnoty pierwotnego Kościoła. Mała rodzina, małe ognisko monastyczne, maleńkie i bardzo proste”.

Pierwsze zgromadzenie powstało w 1933 r. pod kierunkiem ks. R. Voillaume w północnej Afryce. Liczyło pięciu członków. Dziś wspólnota na całym świecie liczy ponad 250 osób. Mali bracia nazywani są często „braćmi Karola de Foucauld”. Kanoniczne potwierdzenie ze strony władz kościelnych Instytut otrzymał w 1968 r. Jednym z najbardziej znanych członków Wspólnoty był Jacques Maritain, francuski filozof i teolog.

Do Polski Mali Bracia przybyli w 1977 r. i zamieszkali w Przegorzałach pod Krakowem, a pierwszy dom założyli we wsi Truskaw k. Warszawy. Istnieje także żeński odłam zakonu, Małe Siostry Jezusa.

Prezydent Duda: rolą państwa jest wspieranie rodzin

śr., 05/16/2018 - 10:00
Rolą państwa jest wspierać rodziny. Od prawnej i konstytucyjnej ochrony po bieżącą pomoc w sytuacjach kryzysowych państwo powinno towarzyszyć rodzinom w codziennej egzystencji, pomagać w rozwoju i realizacji planów, zapobiegać wykluczeniu – napisał prezydent Andrzej Duda we wspólnym liście z Agatą Kornhauser-Dudą z okazji obchodzonego dziś Międzynarodowego Dnia Rodzin.

Prezydencka para przypomniała w liście, że tematem tegorocznego Międzynarodowego Dnia Rodzin jest zrównoważony rozwój, pokojowe współistnienie i równe szanse dla wszystkich rodzin, zwłaszcza tych zagrożonych wykluczeniem.

„Rodzina jest najmniejszą wspólnotą. Jest środowiskiem, w którym jesteśmy zakorzenieni, z którego wyrastamy i w którym możemy się najpełniej rozwijać. To w rodzinie znajdujemy oparcie, budujemy najtrwalsze więzi, zawsze możemy na siebie liczyć. Szczęśliwe rodziny to zdrowsze, bardziej przyjazne, otwarte i kreatywne społeczeństwo” – podkreślili Andrzej Duda i Agata Kornhauser-Duda.

„Zwyciężyła mądrość” – rozmowa z autorem pomnika w Jersey City

Jak jednak zaznaczyli, rodzina to także konkretne wyzwania. Problemy wychowawcze, bytowe, brak czasu, a niekiedy również choroba i niepełnosprawność to tylko niektóre przeciwności, z którymi muszą się zmagać rodziny na całym świecie.

„Rolą państwa jest wspierać rodziny. Od prawnej i konstytucyjnej ochrony po bieżącą pomoc w sytuacjach kryzysowych państwo powinno towarzyszyć rodzinom w codziennej egzystencji, pomagać w rozwoju i realizacji planów, zapobiegać wykluczeniu” – napisał prezydent z pierwsza dama.

W swoim liście prezydencka para życzyła wszystkim polskim rodzinom, aby były szczęśliwe; żeby łączyły je coraz trwalsze więzy oraz aby jak najczęściej mogły świętować sukcesy, a także „mogły cieszyć się poczuciem bezpieczeństwa i satysfakcją z własnej pracy”.

Przypadający 15 maja Międzynarodowy Dzień Rodzin został ustanowiony przez Zgromadzenie Ogólne w 1993 r. Celem obchodów Roku jest pogłębienie świadomości społeczeństwa na temat problemów rodziny i zwiększenia zdolności społeczeństw do przezwyciężania tych problemów poprzez realizowanie kompleksowej prorodzinnej polityki społecznej.

W Irlandii trwa walka o życie

śr., 05/16/2018 - 09:55
Już 25 maja Irlandczycy zdecydują, czy ich ustawa zasadnicza będzie dalej chroniła życie i do jakiej Irlandii przyjedzie latem papież Franciszek. Aktualnie toczy się walka o to, czy Ósma Poprawka do Konstytucji chroniąca życie ma zostać zniesiona, czy też nie. Po jej zniesieniu rząd będzie mógł wprowadzić jakiekolwiek prawo aborcyjne.

Dziesiątki tysięcy plakatów, billboardy i wpinki na odzieży już od tygodni rzucają się w oczy na ulicach Dublina. W ubiegłą sobotę w marszu pod hasłem „Kochaj Oboje” (Love Both) wzięło udział kilka tysięcy osób, jego organizatorzy zachęcali Irlandczyków do dania z siebie wszystkiego, by bronić Ósmej Poprawki.

Jak mówi Robert Nugent z ruchu Pro Life Ireland, przedreferendalne sondaże nie pozwalają przewidzieć, jaki będzie wynik głosowania.

– W tym momencie – powiedział Radiu Watykańskiemu Robert Nugent – z naszej strony w kampanię jest zaangażowanych 8 tysięcy osób. Poza Dublinem widzimy, że około 60 proc. będzie głosowało na «nie». Jest to bardzo silny ruch pro-life poza stolicą. W Dublinie natomiast szacujemy, że będzie to około 45 proc. na «nie», ale wciąż wkładamy dużo wysiłku w kampanię. Jest to bardzo trudna walka: media, rząd i organizacje takie jak Amnesty International nawołują do głosowania na «tak».

– Jak wiemy – mówi Nugent – w pytaniach o tak czy nie, ze względów psychologicznych zwykle wygrywa «tak». Dlatego spędzamy dużo czasu, przekonując ludzi o faktach i o tym, że nie można opierać prawa na wyjątkach. Nie możemy pozwolić, żeby trudne przypadki ciążowe, które są mniejszością, usunęły z konstytucji prawo do życia dla każdego poczętego dziecka. Dlatego proszę radiosłuchaczy, żeby zachowali Irlandię w swoich myślach i modlitwach, jest to trudny czas dla praw człowieka. Kiedy raz się je usunie, bardzo ciężko jest je przywrócić.

„O schizmę nie trudno” – ks. Strzelczyk o ruchach charyzmatycznych

śr., 05/16/2018 - 06:48
Zalała nas cała gama słownictwa i praktyk z różnych wspólnot zielonoświątkowych i protestanckich, które nie pokrywają się z terminologią klasycznej duchowości. W związku z tym wydaje się, że mamy do czynienia z nowymi zjawiskami i trzeba znaleźć nowe interpretacje. Jednak to nie do końca jest prawdą – powiedział w wywiadzie dla KAI ks. dr Grzegorz Strzelczyk. Teolog z Uniwersytetu Śląskiego w Katowicach omawiał problemy duszpasterskie i doktrynalne, związane z ruchem charyzmatycznym. Wyraził niepokój przejawami gnostycyzmu i zagrożeniem schizmą.

Dawid Gospodarek (KAI): Dlaczego wydaje się, że teologowie nie interesują się zjawiskiem ruchu charyzmatycznego, który pochłania przecież coraz większe rzesze katolików?

Ks. Grzegorz Strzelczyk: Teologowie „szkolni” przez długi czas w ogóle ignorowali sprawę wymiaru charyzmatycznego. Można było przejść seminarium nie dowiedziawszy się na ten temat kompletnie niczego. Teraz bywa i odwrotnie – zdarzają się rozcharyzmatyzowani przełożeni. Brakuje wyważonej refleksji. Pierwsza rzecz, którą jako teologowie musimy zrobić, to się zmierzyć z kwestią relacji między osobistym doświadczeniem duchowym oraz jego opisem i tym, jak ten opis ma się do wiary Kościoła. Trzeba się pogodzić z tym, że ludzie doświadczają, w związku z tym potrzebują interpretacji tych doświadczeń. Nie abstrakcyjnej, tylko prosto wyjaśniającej, co im się dzieje…

KAI: To nie wydaje się skomplikowane…

– Problem w tym, że zalała nas cała gama słownictwa – ale i praktyk – z różnych wspólnot zielonoświątkowych i protestanckich, które nie pokrywają się z terminologią klasycznej duchowości. W związku z tym wydaje się, że mamy do czynienia z nowymi zjawiskami i trzeba znaleźć nowe interpretacje. Jednak to nie do końca jest prawdą. Zadaniem teologów jest m.in. pokazanie tego, że mamy do czynienia z rzeczami, które w tradycji katolickiej już dawno były ponazywane, są pewne zasady korzystania z nich itd.

KAI: Czyli edukacja.

– Tak. Również teologowie powinni pilnować formacji liderów we wspólnotach charyzmatycznych. Jest mnóstwo takich zadań przyziemnych, które trzeba zacząć podejmować. Oczywiście to oznacza, że trzeba opuścić kanapę i zacząć słuchać ludzi i tego, czego doświadczają. Jeśli tego nie zrobimy, to nie realizujemy naszej misji.

KAI: Co jeszcze mogą robić teologowie?

– Tłumaczyć, pisać bardziej publicystycznie niż naukowo. Wskazywać, że np. pewne doświadczenia w Kościele już zostały zbadane i omówione – zwłaszcza w ramach szeroko rozumianej tradycji duchowości zakonnej. Mamy np. klasyczne nauczanie o „łaskach darmo danych” – bo tak św. Tomasz nazywał charyzmaty – jednak jest ono kompletnie nieznane także wielu liderom wspólnot charyzmatycznych. Kolejna rzecz, którą teologowie mogą zrobić, to prywatne napominanie swoich kolegów (księży i świeckich), którzy w przypływie charyzmatycznej gorliwości idą na ślepo za intuicjami płynącymi wprost z doświadczenia i zaczynają opowiadać głupoty. Wreszcie powinni sygnalizować biskupom, że mamy do czynienia z poważnym problemem duszpasterskim, a w niektórych miejscach nawet doktrynalnym.

KAI: A konkretna ocena pewnych niepokojących zjawisk?

– Tak, w którymś momencie biskupi poproszą o recenzję. Wtedy trzeba będzie dokonać krytycznej oceny nauczania niektórych liderów, księży, niektórych bardzo zaangażowanych w tym nurcie osób. I nazwać czasami rzeczy po imieniu, tzn. powiedzieć „Uwaga, tutaj mamy do czynienia z rzeczami, które nie są spójne z nauczaniem katolickim”.

KAI: Jak Ksiądz się odnajduje w tej rzeczywistości?

– Bardziej czy mniej, ale sam od wielu lat utożsamiam się z doświadczeniem charyzmatycznym, natomiast to mnie nie zwalnia z myślenia. I martwi mnie, że pojawia się coraz więcej dziwactw związanych z absolutyzacją jednostkowych doświadczeń, bezkrytycznym przekonaniem, że to, co nam się zjawia w świadomości na modlitwie, to jest jeden do jeden przemowa Boga, itd. Ekscesy zdarzają się – w mojej ocenie – coraz częściej.

KAI: Kiedy modlitwa staje się takim ekscesem?

– Mamy np. gigantyczny problem z magicznym traktowaniem różnych praktyk religijnych, w tym modlitwy – nie tylko w nurcie charyzmatycznym. Właściwie każdą rzecz, w której Bóg wzywa do nawrócenia, przebiegły człowiek potrafi zmienić w praktykę magiczną. Na przykład praktykę „dziewięciu pierwszych piątków miesiąca”. W ten sposób neutralizujemy wezwanie do nawrócenia, a wytwarzamy rytuał, który ma nam zagwarantować zbawienie. Niedawno na jednym z dużych portali z treściami religijnymi pojawił się wywiad z pewną szlachetną zakonnicą. Mówiła o tym, że według pewnych prywatnych objawień określonego dnia w roku Bóg odpuszcza wszystkie winy i kary za grzechy w sposób wyjątkowy, nie tak, jak w inne dni.

KAI: Taka jest treść tych objawień.

– Nie. Zostało objawione wezwanie do nawrócenia. A nie czary, które można odprawić tego określonego dnia. Jeżeli cofa się wymiar intelektualny wiary, to cofa się zrozumienie objawienia publicznego. Musimy pamiętać, że Bóg objawił się w Chrystusie i to jest miara wiary.

Kościół nie po to ma teologię, żeby utrzymywać teologów na posadach, tylko żeby zachować nienaruszoną pamięć o pierwotnym doświadczeniu, które pozostaje kryterium dla doświadczeń kolejnych. W związku z tym, jeżeli cofa się nam wymiar intelektualny, to zaczynamy mieć poważne kłopoty. Bo doświadczenie podlega interpretacji. Jeśli interpretacje puszczone są samopas, bez odniesienia do rdzenia wiary (dogmatu), to możemy zacząć rozmijać się z prawdą.

KAI: Dlaczego doświadczenie jest takie problematyczne?

– Kiedy na Soborze Watykańskim II powstawała Konstytucja o Objawieniu Bożym, pracowano nad kwestią związaną z tym, w jaki sposób pogłębia się, rozwija Objawienie. W pierwotnym projekcie, nad którym debatowano na obradach, ten punkt był formułowany tak, że pogłębienie następuje poprzez doświadczenie duchowe wierzących.

Paru przenikliwych ojców soborowych zwróciło uwagę na to, że to trzeba skorygować. Bo to nie doświadczenie, które jest ślepe, jest samo w sobie motorem, tylko jego zrozumienie. Tak został skorygowany do postaci dzisiejszej, która brzmi: „Ex intima spiritualium rerum quam experiuntur intelligentia” – poprzez głębokie zrozumienie rzeczy duchowych, których doświadczają. To jest niuans, ale wyraźnie pokazujący czujność ojców Vaticanum II.

Nie wolno wyłączyć elementu zrozumienia z doświadczenia. To też pokazuje nasz problem. Jeśli wyłączymy element intelektualny z naszego doświadczania, to i tak ktoś nam dostarczy jakąś interpretację (czasem nasza własna podświadomość). Ale to już może nie być interpretacja katolicka. To jest niezwykle delikatna rzecz.

KAI: Czyli problemem jest, że do takich wspólnot lgną ludzie niezbyt zainteresowani refleksją teologiczną?

– Nie, oni nie muszą być zainteresowani głębszą refleksją teologiczną, bo to nie jest obowiązek wiernych w Kościele. Oni są zainteresowani głębszym zjednoczeniem z Bogiem, i słusznie. Przy czym mają prawo oczekiwać, że we wspólnocie kościelnej to ich pragnienie zostanie wsparte, oparte na fundamencie zdrowej nauki, a nie poprowadzone na manowce.

Pierwszy problem jest taki, że księża, którym się powierza wspólnoty charyzmatyczne, jako że sami nie bardzo się w tym doświadczeniu odnajdują, po prostu się nie angażują. W związku z tym są tylko pasterzami nominalnymi, a za wspólnoty i za nauczanie w nich faktycznie odpowiedzialni są świeccy. I teraz ci świeccy, którzy są często rozgrzani, pełni dobrej woli, sami sobie stają się żaglarzami i okrętami, sami się formują, co może przynosić różne efekty.

KAI: Skąd ci świeccy czerpią inspiracje do swojej formacji?

– Czasami, jako że nie mają fachowego wsparcia od strony katolickiej, zaczynają ściągać różne rzeczy od wspólnot niekatolickich i zaczyna się zamieszanie. Do tych wspólnot przenikają nie tylko pewne praktyki, ale też elementy doktrynalne, np. myślenie w kategoriach predestynacyjnych, albo przeświadczenie o absolutnym zepsuciu człowieka po grzechu. To nie jest nauka katolicka.

KAI: Pierwszym problemem są więc księża nie wywiązujący się ze swoich obowiązków wobec wspólnoty. A drugim?

– Księża odpowiedzialni za wspólnoty, którzy z kolei są na drugim końcu, czyli ci „odjechani” – zwykle chodzi o postawienie własnego doświadczenia nad nauczaniem Kościoła. I za nimi „odjeżdżają” wspólnoty. Czasem jest to efekt tego, że jak nikt się nie chce zająć jakąś wspólnotą, to się posyła tam ochotnika. Niekoniecznie po rozeznaniu tego, czy on się do tego nadaje i czy jest wystarczająco stabilny i ogarnięty.

Kolejny problem jest związany z tym, że jak już pasterz daje symptomy niezrównoważenia w nauczaniu, to bywa, że brakuje reakcji. Nie reakcji biskupa, bo biskup o tym się dowiaduje prawie zawsze na końcu, tylko jego współbraci. Braterskiego napomnienia brakuje, czyli: „Chłopie, ogarnij się, bo zaczynasz opowiadać głupoty”.

KAI: Skoro problemy są z duszpasterzami, to sprawa jest dość poważna. Przecież ostatni sobór w tej kwestii nakłada na nich istotne zadanie.

– Sobór Watykański II w nauczaniu o charyzmatach mówi, że sąd o ich prawdziwości i o sposobie wprowadzania w życie należy do pasterzy Kościoła. Czyli bez decyzji kompetentnego przełożonego kościelnego nikt nie powinien żadnym charyzmatem publicznie posługiwać. Jeżeli prezbiter zaczyna ogłaszać proroctwa, należy najpierw zapytać, czy on ma zgodę swojego biskupa na posługiwanie tym charyzmatem, swojego przełożonego, a wcześniej jeszcze, czy ten charyzmat został ogóle rozeznany przez kogokolwiek innego niż on sam. Bo sami sobie nie rozeznajemy charyzmatów. Ale niestety mamy samozwańczych proroków, samozwańczych uzdrawiaczy, którzy są dopuszczani do posługi i do nauczania bez żadnej weryfikacji choćby tylko zdolności do rozróżniania co jest dogmatem w Kościele katolickim, a co nie jest.

KAI: Takie osoby bez misji kanonicznej publikują książki (z imprimatur!), prowadzą rekolekcje, dla wielu stanowią autorytet kościelny…

– Tu pojawia się pytanie, w którym momencie przebudzi się odpowiedzialność pasterzy Kościołów lokalnych. Mam nadzieję, że wkrótce.

KAI: Przecież dzieje się dużo: tłumy ludzi przychodzi na charyzmatyczne spotkania, dokonują się uzdrowienia, pojawiają się proroctwa…

– Ja pamiętam poprzednią falę charyzmatyczną, sprzed dwudziestu lat. Też tak było. Pamiętam, że po następnych dziesięciu latach z tych wspólnot, które miały po dwieście, po pięćset osób, zostawało sześć, dziesięć.

KAI: Jak to się stało?

– Kwestią jest to, co ich gromadzi. Dojrzała wiara czy specyficzne doświadczenie, potrzeba emocjonalnego przeżycia czegoś? Przeżycie emocjonalne może prowadzić do dojrzałej wiary, jeżeli za nim idzie systematyczna, porządna, nieefektowna formacja. My często mamy już w tej chwili do czynienia z sytuacjami, że ludzie jeżdżą z eventu na event, bo potrzebują placebo, potrzebują się lepiej poczuć. Czy z tego będzie dojrzała wiara? Wątpię.

Plagą wielu parafii jest to, że jest dwadzieścia zaangażowanych osób, które są w trzydziestu grupach. Wydaje mi się, że na eventach charyzmatycznych robi się nam już podobnie. Na wszystkich są ci sami ludzie. Jeżdżą po Polsce za charyzmatykami i są wszędzie. Jest siedemdziesiąt spotkań, ale w nich uczestniczy podobny zestaw ludzi.

KAI: Przecież mówi się w tym kontekście o nowej wiośnie…

– Doświadczenie charyzmatyczne jest szansą na ożywienie Kościoła, bo Duch Święty nią jest i to dla mnie jest oczywiste, tylko że ono musi pozostać w ramach tego, co my wiemy o Kościele i o działaniu Ducha Świętego. A my to ignorujemy. Ignorujemy Nowy Testament w tej kwestii.

Ja ciągle przeżywam zaskoczenie reakcjami niektórych charyzmatyków, gdy ośmielam się cytować 14 rozdział pierwszego listu św. Pawła do Koryntian, w którym Apostoł mówi: „wolę powiedzieć pięć słów według mego rozeznania, by pouczyć innych, zamiast dziesięć tysięcy wyrazów według daru języków” (1Kor 14,19). On tam wprost stawia rozsądek nad charyzmatem. Niektórzy dziś by pewnie powiedzieli, że św. Paweł ma ewidentnie „demona intelektualizmu”…

KAI: Ojcowie soborowi wyczuwali możliwość takich problemów?

– Nauczanie o charyzmatach na soborze było długo dyskutowane, to był bardzo ostrożnie dopinany tekst. Wbrew temu, co się czasami w legendach o Soborze Watykańskim II opowiada, to nie było tak, że teksty były gotowe i przeforsowała je mniejszość. Oni tam naprawdę spierali się właściwie o każde słowo. Charyzmaty należy przyjmować z dziękczynieniem i ku pociesze. I to jest pierwszy punkt. A dalsza część zdania mówi, że nie należy się pochopnie spodziewać po nich owoców duszpasterskiej działalności.

Tu mamy w zasadzie odpowiedź na Pana pytanie. Tymczasem my często się spodziewamy pochopnie owoców naszego „charyzmatycznego” działania. A ja już trochę żyję na świecie i pamiętam poprzednią falę charyzmatyczną. Byłem młody i rozgrzany, ale na szczęście już wtedy trochę byłem teologiem i usiłowałem jednak mówić – spokojnie, bo pewne rzeczy nam się mogą wymknąć spod kontroli, to są sprawy delikatne. Są moje teksty sprzed dwudziestu lat na ten temat.

KAI: I miał Ksiądz rację.

– Rzeczywiście potem się okazało, że tamta fala się przegrzała. Teraz mamy kolejną. Tamta była przegrzana w takim sensie, że naprawdę spodziewano się po tych charyzmatach wielkich rzeczy, brano się za dzieła ponad siły. Tam też było wiele błędów, niektóre wspólnoty odpadły od katolickiej jedności, ale boję się, że tym razem sytuacja jest groźniejsza.

KAI: Dlaczego teraz jest trudniej?

– Bo wpłynęła nam fala gnostycyzmu, tzn. myślenia w takich kategoriach, że moje doświadczenie wewnętrzne jest absolutnym kryterium prawdy. W związku z tym mamy pełno objawień prywatnych, wszystko jest lepsze, ważniejsze od oficjalnego nauczania Kościoła. O schizmę w takich warunkach nietrudno. No bo co mi tam będzie mówić papież/biskup/proboszcz, jeśli do mnie Bóg mówi bezpośrednio? Albo przynajmniej mówi do lidera mojej wspólnoty?

A jak to się jeszcze połączy z nauczaniem o Polsce jako o mesjaszu i w ogóle myśleniem w kategoriach narodowych, to z tego naprawdę może być mieszanka niebezpieczna. Bo nie daj Boże, że oni sobie znajdą jakiegoś biskupa… Można zrobić też schizmę bez biskupa, ale trudno się jednak pozbyć episkopatu z tradycji. A w pewnych środowiskach podgrzewanie atmosfery kontestujące biskupów lub papieża już jest wyraźne. To są rzeczy groźne dla Kościoła.

KAI: Dlaczego tak ważni są biskupi?

– Gdy w starożytności chrześcijańskiej Kościół sobie radził z gnozą, to Ireneusz z Lyonu, żeby odróżniać gnostyków od chrześcijan, „wynalazł” rzecz niezwykle istotną: teorię sukcesji apostolskiej. My wiemy, od kogo się nauczyliśmy wiary. „Wy twierdzicie, że macie inne nauczanie, to pokażcie, od kogo się nauczyliście!”

Ireneusz pomógł Kościołowi uświadomić sobie rzecz fundamentalną: mamy dostęp do Jezusa dzięki nieprzerwanemu ciągowi świadków, dzięki nieprzerwanej reinterpretacji doświadczeń wewnątrz wspólnoty Kościoła, której to ciągłości gwarantem jest nieprzerwana linia następców apostołów. Naruszanie autorytetu apostolskiego to nie jest kwestia administracyjna. To uderzenie w samo centrum kościelnej wiarygodności. Jeżeli nie jest wiarygodne nauczanie biskupów, to możemy zamknąć wspólnotę zwaną Kościołem katolickim, powołującą się na Jezusa Chrystusa.

KAI: Wracając do charyzmatów – w dokumentach soborowych, gdy mowa o charyzmatach, chyba nigdzie opisuje się zjawisk, które dziś kojarzone są z ruchem charyzmatycznym?

– Bo Sobór nie wymienia poszczególnych charyzmatów. Nie wymienia ich także Katechizm, natomiast one przynależą do Tradycji. Np. całkiem szeroko o proroctwie pisał Tomasz z Akwinu w swojej Sumie Teologicznej, omawiając gratie gratis datae, czyli po naszemu „charyzmaty”. Kwestię glosolalii mamy poświadczoną w Nowym Testamencie. O iubilatio pisali Ojcowie Kościoła, np. Augustyn. Mamy świadectwa o ekstazie i zachwyceniu, podobnych do tzw. spoczynków w Duchu Świętym.

Musimy sobie uświadomić pewną rzecz. Panuje takie przekonanie, także wśród charyzmatyków, że to było w czasach apostolskich, potem nic, i w XX wieku wielkie przebudzenie. To nieprawda. Doświadczenie charyzmatyczne, niekoniecznie używające tego języka, trwało cały czas tam, gdzie żyło się intensywną duchowością, czyli w niektórych zakonach. Wystarczy wziąć żywoty świętych i zobaczymy, że tam to wszystko się cały czas działo, z różną dynamiką, z mniejszym akcentem na dar języków, który nie był szczególnie poważany (bo nie jest też w Nowym Testamencie).

KAI: Czyli nigdy w Kościele nie było okresu bez charyzmatów.

– Tak. Cały ten charyzmatyczny nurt, poczynając od Ojców Pustyni, poprzez choćby Karmel itd., ciągle w Kościele był. W związku z tym, podejmując refleksję nad doświadczeniem duchowym, teologowie opisali całkiem dużo takich doświadczeń. Przede wszystkim wypracowała się jedna świadomość – nieufności do tego, co się zjawia w doświadczeniu. Wystarczy sobie poczytać np. św. Jana od Krzyża. Cokolwiek ci się zjawia, to nie jest Bóg. Jeśli ci się już zjawiło, to nie jest to Bóg. Nie zatrzymuj się nad tym, bo w momencie, kiedy się zatrzymujesz nad tym, przestajesz dążyć do Boga.

KAI: Czy jeśli ktoś nie ma takich charyzmatów, to coś z nim nie tak?

– Charyzmaty są tylko i wyłącznie narzędziami, one nie świadczą o tym, że jestem lepszym chrześcijaninem. Każdy ma jakieś charyzmaty. Może o tym nie wiedzieć, bo to jest mniej spektakularne, mogą być nieuświadomione. Odróżnienie zwyczajnego charyzmatu od zdolności naturalnej jest trudne i tak naprawdę zbyteczne. Jeśli ktoś widzi, że coś umie, to powinien posługiwać, a nie zastanawiać się, skąd ta zdolność.

KAI: Skoro chryzmaty cały czas były w Kościele, dlaczego teraz nagle takie zamieszanie wśród teologów?

– Mamy czasem taki problem, że nie zaglądamy do klasycznych tekstów. Panuje przekonanie, że charyzmaty to jest coś innego, a w „klasycznej” duchowości tego nie było… Zatem niektórzy specjaliści od duchowości nie zajmują się współczesną sferą charyzmatyczną – bo mają to w tradycji w innych nazwach….

Mieliśmy też świadomość tego, że niektóre charyzmaty mogą być symulowane. Św. Teresa pisze, że są takie siostry w klasztorze, które są w stanie cały dzień leżeć i tak się migać od roboty. To jest zdroworozsądkowe uchwycenie tego, że wszystko jest podatne na patologie. To, że coś się wydaje być od Pana Boga, wcale mnie od wypaczeń nie chroni. Wolność człowieka jest trudnym narzędziem i przy nim musi czuwać rozum. Antyintelektualny nurt to gigantyczna pokusa w Kościele.

KAI: Zwracał na to uwagę Benedykt XVI…

– A jego przestrogi też zostały tak naprawdę zneutralizowane. Bo sprowadzono je do tego, czy klękać, czy nie klękać przy komunii. Te główne intuicje, np. postulat większego nacisku na formację filozoficzną przyszłych, zostały podtrzymane przez Franciszka w Veritatis gaudium. Mamy potężny problem z subiektywizacją i indywidualizacją wiary. Oczywiście, grzmimy na indywidualizm, ale nie widzimy go na własnym podwórku. Żyjemy w indywidualistycznej kulturze, wychowujemy się jako indywidualiści.

KAI: A jakiś przykład takiego indywidualizmu?

– Na początku pewnej niedawno wydanej książki-wywiadu ze znanym charyzmatycznym pogromcą demonów, redaktor pyta: „Czuje się ksiądz wojownikiem?” Odpowiedź: „Coraz bardziej czuję się wojownikiem. Jestem co prawda zrzeszony w pewnej drużynie, ale na walkę wyruszam samotnie”. Ojcowie Pustyni na walkę wyruszali z zastępami anielskimi, tabunami świętych, a tu dzielny, samotny wojownik…

KAI: Wspomniał Ksiądz, że charyzmatyczne zjawisko zwane „spoczynkiem w Duchu” w tradycyjnym opisie występuje jako ekstaza i zachwycenie. Można zrównywać te zjawiska?

– Opisy tych fenomenów i owoców są zbliżone. Jest podstawa, by sądzić, że tam, gdzie nie występuje zjawisko indukowane psychologicznie, mamy do czynienia z zachwyceniem, czyli nagle przychodzącym skupieniem na obecności Bożej. Tak intensywnym, że człowiek ogranicza kontrolę nad ciałem, czasem itd. Co ciekawe, w badaniach nad kontemplatykami prowadzonymi metodą obrazowania mózgu potwierdzono, że przy intensywnej kontemplacji obszary mózgu odpowiedzialne za orientację w przestrzeni i czasie wyciszają się. To wyjaśnia ten rodzaj utraty kontroli.

Częstsze są zjawiska związane z utratą poczucia czasu, czyli człowiek wchodzi głęboko w modlitwę i właściwie nie wie, ile czasu upłynęło. Rzadziej się zdarzają przypadki związane z osłabieniem kontroli nad ciałem. Ale w „spoczynkach” chodzi właśnie o to – silne skupienie na jednym aspekcie powoduje brak kontroli nad pozostałymi. Na tym polega zachwycenie. Bóg pochwycił, a reszta puściła. Jeśli doświadczenie to pochodzi od Ducha Świętego, głównym owocem jest przedłużony pokój. Dlatego jestem przekonany, że możemy wskazywać na zbieżności pomiędzy opisami klasycznymi, a tymi związanymi ze współczesnym doświadczeniem charyzmatycznym. To są te same sposoby działania Bożego, tylko my przejęliśmy nomenklaturę od np. zielonoświątkowców. Oni u swoich początków nie czytali Teresy z Avila ani innych klasycznych mistrzów katolickich, w związku z tym wymyślali nowe nazwy dla swoich doświadczeń. Czasem niezbyt szczęśliwie, dodajmy. A my zamiast sięgnąć do własnej tradycji, przejęliśmy nazwy stamtąd i mamy teraz misz-masz. Zamiast odżywania sakramentu bierzmowania mamy chrzest w Duchu Świętym…

KAI: A jak patrzeć na fakt, że takie zjawisko da się wywołać hipnotycznie?

– Nawet nie trzeba hipnozy. Przy bardzo dużym stresie też takie rzeczy mogą się zdarzać. Wtedy jednak nie będzie to owocowało wydłużonym pokojem. Zawsze patrzymy na efekt, na relację do Boga i do ludzi. Bo samo doświadczenie na poziomie zewnętrznego fenomenu może wyglądać podobnie. Ważne jest to, co się dzieje potem. Można znaleźć filmy zachodnich protestanckich radykalnych kaznodziejów, którzy powalają na ziemię ludzi jak domino, a sami nie padają. Możemy mieć do czynienia z sytuacjami manipulacyjnymi. Ja z doświadczenia prowadzenia modlitw wspólnotowych wiem, że wspólnotą można emocjonalnie „zakołysać”. I każdy, kto prowadził chociaż parę razy modlitwę wspólnotową w dużej grupie wie, że ma się bardzo duży wpływ na grupę. Tylko, że odpowiedzialny prowadzący nie korzysta z podpórek emocjonalnych, nie manipuluje temperaturą przeżycia. Bo chodzi o Boga, a nie o przeżycie. Nieodpowiedzialny zrobi show i uczestnicy będą mówili, że była wspaniała modlitwa, bo bardzo ją przeżyli. Tylko co przeżyli?

KAI: A jak to jest z charyzmatem uzdrawiania? Dlaczego modlitwa charyzmatyka jest często skuteczniejsza niż sakrament chorych?

– A kto powiedział, że jest skuteczniejsza? Zacznijmy od tego, że sakrament chorych nie ma na celu uzdrowienia ciała. Już sformułowanie soboru florenckiego z 1439 r. mówi jasno, że skutkiem tego sakramentu jest uzdrowienie duszy. Dopiero jeżeli to jest pożyteczne dla duszy, to może się zdarzyć także uzdrowienie ciała. To nie jest sakrament leczenia z chorób. Ten sakrament wzmacnia chorych w przeżywaniu choroby. To zupełnie coś innego. Natomiast jeśli przyjdzie ekipa, pomodli się nad delikwentem, to każdemu się trochę poprawi – psychologiczny efekt placebo jest już dobrze przebadany. Tyle, że Kościół ma pewne procedury dotyczące uzdrowień. Mamy instrukcję o modlitwie o uzdrowienie, w której jest napisane jasno, że nie wolno ogłaszać uzdrowienia przed przeprowadzeniem procedury zbadania jego autentyczności.

KAI: Ale te świadectwa uzdrowień zaraz po modlitwach są już obowiązkowym punktem programu takich spotkań…

– Prawie zmuszanie ludzi do świadectw na świeżo po modlitwie, co rzeczywiście bywa nagminne, jest przekraczaniem normy, którą daje Kościół. Skąd oni mają wiedzieć, że są uzdrowieni? Oczywiście ktoś będzie argumentował, powołując się np. na nowotestamentalny przypadek kobiety uzdrowionej z krwotoku. Ale jest pewna różnica pomiędzy uzdrowieniem przez Jezusa, a uzdrowieniem przez takiego charyzmatyka. Poza tym istnieje placebo. Dlatego powinniśmy tu zachować ostrożność i uważać na manipulacje. Jedno nieprawdziwe świadectwo bardziej godzi w wiarygodność Kościoła niż przemilczenie znacznie większej ilości prawdziwych.

KAI: Jest też też trochę tak, że te świadectwa i to, że potem ktoś może sobie wrzuca w media społecznościowe informację, że oto podczas mojej modlitwy pani Anita odrzuciła kule, skupiają na osobie charyzmatyka.

– Problem jest gorszy. Jak się ma odnaleźć taki człowiek, który się poczuł lepiej, powiedział już to świadectwo, a po tygodniu objawy choroby wróciły? Co on ma wtedy zrobić? Gdzie on ma wtedy iść? Pójdzie do wspólnoty charyzmatycznej, to mu powiedzą, że ma małą wiarę… Albo że choroba to efekt szatańskiego zniewolenia. Znam takie przypadki. To bywa manipulacyjne. Jeżeli wychodzi człowiek i mówi: „Tak, czuję, że jestem uzdrowiony”, to nakręca wiarygodność uzdrawiaczy. Ale ten człowiek, gdyby po tygodniu nagle poczuł się gorzej, przecież powinien tam wyjść i powiedzieć „Proszę państwa, chciałbym zdementować sytuację z zeszłego tygodnia, jednak wyniki pokazują, że uzdrowienie nie miało miejsca”. Czy ktoś zna choć jeden taki przypadek?

Ja znam ludzi, którzy przeszli różnego rodzaju modlitwy, przez pewien moment byli przekonani, że wszystko już jest lepiej, a potem po badaniach się okazało, że nie jest. I nie potrafią sobie znaleźć miejsca, bo wspólnota przekonana o swojej nieomylności w posłudze szuka winy po ich stronie. Po to Kościół ma pewne normy, żeby nie używać niesprawdzonych informacji do – choćby nieświadomego i w dobrej wierze – manipulowania ludźmi. Jeżeli mamy uzdrowienie i jesteśmy go pewni, to jaki jest problem, żeby się zbadać, zrobić dokumentację medyczną i powiedzieć za pół roku: „Proszę państwa, mija pół roku od tamtej modlitwy, mamy tutaj dokumentację medyczną, Jezus uzdrowił tego człowieka. W świetle obecnego stanu wiedzy medycznej nie ulega wątpliwości, że był chory i jest zdrowy, chwała Panu!”. Kto się jednak przejmuje tymi zasadami?

KAI: Niepokojące nieposłuszeństwo…

– Warto w tym momencie zapytać, czy kiedy wyłączyliśmy posłuszeństwo wobec Kościoła, możemy liczyć rzeczywiście na tak intensywną asystencję Ducha Świętego, jakiej oczekujemy. Wyłączenie posłuszeństwa może być świadome bądź nieświadome. Z pewnością wielu charyzmatyków w ogóle nie wie, że istnieje taka instrukcja – i to jest kolejny kamyczek do ogródka pasterzy. Jeżeli wyłączymy posłuszeństwo w Kościele, to mamy gnozę. Po prostu. Ze wszystkimi możliwymi i paskudnymi konsekwencjami.

Ja jestem starej daty, ja wierzę w posłuszeństwo Duchowi Świętemu poprzez posłuszeństwo kościelnym przełożonym. Wierzę, że ono jest bezpieczniejsze niż posłuszeństwo Duchowi Świętemu w prywatnym doświadczeniu. To moje przekonanie jest zdaje się ugruntowane na dość długiej tradycji kościelnej. Mógłbym wyjść przed kamerę i powiedzieć, że Duch do mnie mówi, bo dość często mi się zdarza, że On coś do mnie prywatnie sobie pogaduje. Z Bogiem gadam dość często. Ale tego nie zrobię, bo nie wolno takich rzeczy robić. Po prostu. Ja mam w Kościele misję głoszenia słowa Bożego, w której to misji mam mówić pięć słów wedle własnego sposobu rozumienia, a nie pięć tysięcy według daru języków czy innego charyzmatu.

KAI: Na nabożeństwach z modlitwą o uzdrowienie spotkać się można z taką praktyką, gdzie prowadzący ma też przy okazji dar poznania i mówi, że czuje iż ktoś właśnie jest uzdrawiany konkretnie z bólu głowy, ręki, jakiejś wady…

– Jeżeli jest charyzmat poznania, to on, jak inne charyzmaty, powinien być rozeznany m.in. przez pasterza. Jeśli to nie zostało zrobione, mamy do czynienia z darem samozwańczym. To może być rzeczywiście dar związany z poznaniem, a może też być to technika manipulacyjna, za pomocą której zarządzamy sobie emocjami wspólnoty. Jak wiadomo, sugestia działa.

Sugestia połączona z placebo może nam dać w niektórych z obecnych na spotkaniu pożądany efekt poczucia uzdrowienia. Dlatego należy bardzo ostrożnie robić tego typu rzeczy, bo jeżeli nie mamy porządnego rozeznania co do autentyczności charyzmatów, możemy wspólnotę oddać w ręce manipulatorów. Nawet nieświadomych, działających w dobrej wierze, ale manipulatorów. To może być bardzo niebezpieczne. Na takie spotkania przychodzi przecież niemało osób z nerwicami, skrupułami czy innymi zaburzeniami i można im poważnie zaszkodzić.

KAI: A taka narracja w nauczaniu, nawet warsztaty temu poświęcone, że charyzmat uzdrawiania jest powszechny, tylko trzeba nauczyć się skutecznie modlić i rozbudzić wiarę…

– Narodowy Fundusz Zdrowia jest bardziej powszechny. Jeżeli traktujemy jeszcze Nowy Testament jako norma normans non normata, to pytamy, gdzie tam jest takie nauczanie. Obawiam się, że nie ma. W Starym Testamencie jest mowa o tym, że jeżeli lekarza Bóg Ci zesłał, to korzystaj z jego zdolności. Tu znowu wchodzi przeświadczenie na granicy ortodoksji, mianowicie że mamy dwa światy, świat łaski i natury. Tymczasem jest jeden świat stworzony przez Boga.

W tym świecie mamy objawienie naturalne i objawienie nadprzyrodzone, zdolności naturalne i zdolności charyzmatyczne. Służba zdrowia przynależy do świata zdolności naturalnych. Z tego korzystamy najpierw celu uzdrowienia ciała. Tam się urządza warsztaty, to jest umiejętność. O charyzmat możemy prosić, ale nie możemy się go „uczyć”. Przeciwstawianie jednego drugiemu jest efektem myślenia w kategoriach dualistycznych. Albo myślenia w takich kategoriach, że cokolwiek po grzechu wychodzi z człowieka jest tylko grzeszne. Nie ma żadnego dobra. To nie jest myślenie katolickie.

KAI: Czyli nie ma sensu modlić się o uzdrowienie?

– Mamy prawo modlić się o zdrowie – ono jest dobre. To normalne, że rodzice się modlą o zdrowie dla dzieci itd. Ale gdyby tak było, że modlitwa o zdrowie jest najważniejszą sprawą i ona jest zawsze skuteczna, to wszyscy ludzie by uzdrawiali. Gdy zaczynamy twierdzić, że trzeba przejść przez „warsztaty”, żeby modlitwa się zrobiła skuteczniejsza, to przepraszam, ale pękałbym ze śmiechu, gdyby nie to, że ludzi się wpycha w ten sposób w myślenie magiczne: że Bóg działa lub nie w zależności od „techniki”, po jaką sięgniemy.

Modlitwa rodziców za chore dziecko jest jedną z najbardziej intensywnych, szczerych i żarliwych modlitw, jakie jestem w stanie sobie wyobrazić. A bywa nieskuteczna. I co, jeśli zaliczą jakieś warsztaty czy przeczytają książkę, to się stanie skuteczniejsza? Mnie się wydaje, że zbyt rzadko sięgamy po redukcję do absurdu. A wiele praktyk i przekonań powinno być czasem sprowadzanych do absurdu, bo dopiero wtedy widać, jak bardzo są niedorzeczne.

KAI: Dlaczego Bóg nie uzdrawia, słysząc takie żarliwe modlitwy?

– Bóg chce naszego dobra. To czasem obejmuje także zdrowie. Ale choroba wcale się z ostatecznym dobrem i szczęściem nie kłóci. Choroba jest sytuacją trudną, bo w chorobie człowiek cierpi, a jak cierpi, może się „fochnąć” na Boga. Dlatego jest potrzebny sakrament chorych. Jeśli podchodzimy do choroby tak, że trzeba ją uzdrowić modlitwą, narażamy chorego na podwójny „foch” – bo już cierpi, a jeszcze modlitwa nie zadziałała. Jakoś rezultaty działania naszych braci charyzmatyków są mierne. Gdyby rzeczywiście wyglądało to tak, jak opisują, to w ciągu właściwie kilku tygodni powinni rozwiązać problemy polskiej służby zdrowia…

KAI: Ale przecież w raju nie było choroby. Jak to choroba nie jest zła?

– My nie wiemy, co było w raju. Odróżniamy natomiast zło metafizyczne od zła moralnego. Niedoskonałość świata to jest coś, co jest ceną za jego istnienie. To podstawy z metafizyki. Świat nie może być doskonały, bo gdyby taki był, byłby Bogiem. W raju nie było choroby? Zwierzęta chorowały na długo przed pojawieniem się człowieka na ziemi. Choroba jest częścią porządku biologicznego. Może to być niemiłe z naszego punktu widzenia, ale wirusy i bakterie już czekały u bram raju.

KAI: Często mówi się, że modlitwa w formie jest zła albo wiary za mało, skoro nie ma pożądanych efektów…

– Już św. Jakub mówił: źle się modlicie troszcząc się tylko o zaspokojenie waszych żądz (Jk 4, 3). Pragnienie zdrowia też jest żądzą. Skuteczność modlitwy nie polega na tym, że są efekty. Modlitwa nie jest do tego. Modlitwa jest narzędziem zjednoczenia z Bogiem. Nie służy do załatwiania naszych doczesnych interesów.

KAI: Jak to?

– Jezus pytał retorycznie: „Kto mnie uczynił sędzią i rozjemcą w waszych sprawach?” Bóg zostawił człowieka w ręku rady jego. To jest tłumaczenie ks. Wujka trzeciego opisu stworzenia świata w Księdze Mądrości, do którego prawie nie sięgamy. Tam jest mowa o sumieniu. Biblia Tysiąclecia tłumaczy: „On na początku stworzył człowieka i zostawił go własnej mocy rozstrzygania” (Mdr 15, 14). Tym, co mamy zrobić w sprawie zdrowia, jest dobra organizacja służby zdrowia.

Jeśli przesuwamy modlitwę i czynimy z niej narzędzie do uzyskiwania efektów w życiu doczesnym, ona nas odwraca od Boga. To augustyńska definicja grzechu: aversio a Deum, conversio ad creaturam [odwrócenie od Boga, zwrócenie ku stworzeniu]. Jeżeli my przesuwamy znaczenie modlitwy z bycia środkiem zjednoczenia z Bogiem w stronę bycia środkiem do uzyskiwania pewnych bonusów doczesności, robimy bardzo niebezpieczną rzecz. Strukturalnie odtwarzamy istotę grzechu. Wiem, że to może się wydawać ósmym poziomem abstrakcji, ale teologia jest też po to, żeby ostrzegać przed takimi rzeczami.

***

Ks. dr Grzegorz Strzelczyk – prezbiter archidiecezji katowickiej i teolog (adiunkt Katedry Teologii Dogmatycznej i Duchowości Wydziału Teologicznego Uniwersytetu Śląskiego w Katowicach). Odpowiada za formację do diakonatu stałego w archidiecezji katowickiej.

Coraz bliżej beatyfikacji kard. Augusta Hlonda

śr., 05/16/2018 - 06:41
Pozytywną opinię na temat heroiczności cnót i życia Sługi Bożego kard. Augusta Hlonda wyraziła dziś w Watykanie Komisja Kardynałów i Biskupów z Kongregacji Spraw Kanonizacyjnych. Oznacza to, że do formalnego zakończenia procesu beatyfikacyjnego Prymasa Polski w latach 1926–1948 pozostanie tylko podpisanie przez papieża dekretu o heroiczności życia i cnót.

„Bardzo się cieszę, że postać prymasa Hlonda, wielkiego patrioty zostaje przypomniana Polakom i Kościołowi właśnie w roku obchodów 100. rocznicy odzyskania niepodległości” – powiedział KAI ks. Bogusław Kozioł, wicepostulator procesu beatyfikacyjnego.

Przekazanie papieżowi dokumentacji związanej z kard. Hlondem, w tym konkluzji z dzisiejszych obrad, nastąpi prawdopodobnie w ciągu najbliższych tygodni. Po promulgowaniu dekretu przez Franciszka, formalny etap procesu beatyfikacyjnego zostanie zakończony, a do beatyfikacji potrzebny będzie jeszcze cud. Słudze Bożemu będzie przysługiwał tytuł „Czcigodny Sługa Boży”.

Podczas dzisiejszych obrad Komisja Kardynałów i Biskupów dyskutowała nad wnioskami przedstawionymi 9 marca 2017 r. przez Komisję Teologów na temat heroiczności życia i cnót Augusta Hlonda.

Proces beatyfikacyjny toczy się od 9 stycznia 1992 roku. Jego postulatorem jest z urzędu postulator generalny salezjanów, ks. Pierluigi Cameroni, zaś wicepostulatorem chrystusowiec ks. Bogusław Kozioł.

Uczelnie katolickie mają w sobie ogromny potencjał

W rozmowie z KAI ks. Kozioł zauważył, że po podpisaniu dekretu przez papieża, sprawa kard. Hlonda będzie formalnie na tym samym etapie co sprawa kard. Wyszyńskiego, to znaczy w obydwu wypadkach do beatyfikacji niezbędny będzie uznany przez Kościół cud.

„To wielka radość” – powiedział KAI ks. Kozioł komentując dzisiejsze obrady Komisji Kardynałów i Biskupów. Zwrócił uwagę, że wieści z Rzymu nadeszły w w miesiącu maryjnym, zaś prymasa Hlonda, który poświęcił Polskę Niepokalanemu Sercu Maryi, wyraźnie cechował kult Matki Bożej.

„Cieszę się, że nieco zapomnianą dotąd osoba prymasa Hlonda, wielkiego patrioty, obrońcy Polski i Polaków zostanie przywrócona Polsce i Kościołowi właśnie w roku obchodów 100. rocznicy odzyskania niepodległości” – powiedział ks. Kozioł. Zwrócił też uwagę, że coraz więcej osób sięga do nauczania i tekstów Prymasa. „To była wielka postać Polski i Kościoła, i tworzy piękną triadę wraz z Janem Pawłem II i kard. Wyszyńskim” – podkreślił wicepostulator.

August Hlond urodził się w 1881 r. w Brzęczkowicach, należących obecnie do Mysłowic, w rodzinie dróżnika kolejowego. Jako 12-letni chłopiec opuścił rodzinny dom i rozpoczął naukę w salezjańskim kolegium misyjnym w Turynie. W 1896 r. wstąpił do zgromadzenia salezjanów, w 1905 r. przyjął święcenia kapłańskie. Pracował m.in. w Krakowie, Przemyślu i Wiedniu.

W 1922 r. został administratorem apostolskim polskiej części Górnego Śląska, a potem pierwszym biskupem diecezji katowickiej. W 1926 r. papież Pius XI mianował go arcybiskupem gnieźnieńskim i poznańskim, co było równoznaczne z objęciem funkcji prymasa. W 1927 r. abp Hlond został kardynałem. Po śmierci Piusa XI wymieniany był jako kandydat na papieża lub watykańskiego sekretarza stanu.

Wojna zastała go w Warszawie, potem przeniósł się do Lublina. Wkrótce udał się na emigrację; nie przyjął propozycji objęcia stanowiska pierwszego premiera polskiego rządu na emigracji. Mieszkał w Rzymie, potem w Lourdes, a następnie – na żądanie rządu Vichy – w benedyktyńskim opactwie w Sabaudii.

W 1944 r. został aresztowany przez gestapo i namawiany do kolaboracji. Był internowany we Francji i w Niemczech. Po zakończeniu wojny odebrał od papieża nadzwyczajne pełnomocnictwa, na mocy których ustanowił organizację kościelną na Ziemiach Odzyskanych. Odmawiał współpracy z komunistycznymi władzami Polski.

Zmarł 22 października 1948 r., przeżywszy lat 67, w tym 25 lat w zgromadzeniu salezjańskim, 21 w kapłaństwie, 22 w biskupstwie, i 21 lat jako kardynał. Ciało prymasa Hlonda złożono w ruinach warszawskiej katedry. Taka była jego ostatnia wola. Jego pogrzeb był wielką religijną i patriotyczną manifestacją.

Dziś 361. rocznica męczeńskiej śmierci św. Andrzeja Boboli

śr., 05/16/2018 - 06:40
Dziś, w święto św. Andrzeja Boboli, przypada 361. rocznica męczeńskiej śmierci tego kapłana i męczennika, patrona Polski i metropolii warszawskiej. Eucharystii w Sanktuarium św. Andrzeja Boboli w Warszawie przy relikwiach świętego o godz. 18.00 przewodniczyć będzie nuncjusz apostolski w Polsce, abp Salvatore Pennacchio.

W środę 16 maja przypada uroczystość św. Andrzeja Boboli, kapłana i męczennika, patrona Polski i metropolii warszawskiej. Główne obchody będą miały miejsce w Sanktuarium św. Andrzeja Boboli w Warszawie. Eucharystii przy relikwiach świętego o godz. 18.00 przewodniczyć będzie nuncjusz apostolski w Polsce, abp Salvatore Pennacchio.

W sanktuarium św. Andrzeja Boboli na warszawskim Mokotowie, które ma charakter narodowy, spoczywają zachowane w całości relikwie tego męczennika. Sanktuarium, którym opiekują się jezuici, szerzy kult św. Andrzeja Boboli we współpracy ze wszystkimi świątyniami, parafiami i organizacjami pod jego wezwaniem, znajdującymi się na terenie Polski. Rozwija ono szczególną współpracę z ośrodkami duszpasterskimi znajdującymi się w miejscach urodzenia (Strachocina, Archidiecezja Przemyska obrządku łacińskiego) i męczeńskiej śmierci św. Andrzeja Boboli (Janów Poleski, Diecezja Pińska, Białoruś).

Abp Jędraszewski i abp Ryś Małopolanami Roku 2017

Św. Andrzej Bobola urodził się 30 listopada 1591 r. w Strachocinie koło Sanoka. Pochodził ze szlacheckiej rodziny. Wstąpił do jezuitów, w 1622 r. przyjął święcenia kapłańskie. Pracował jako kaznodzieja, spowiednik, wychowawca młodzieży w Wilnie, Połocku, Warszawie, Łomży, Pińsku. Podejmował szczególne wysiłki na rzecz pojednania prawosławnych z katolikami. Jego gorliwość przyniosła mu określenie „łowcy dusz – duszochwata”. Budziła jednak niechęć wśród wielu ortodoksów.

W czasie wojen kozackich przerodziła się w nienawiść i miała tragiczny finał. W maju 1657 r. Kozacy napadli na Janów Poleski i dokonali rzezi wśród katolików i Żydów. Andrzeja Bobolę pochwycili w pobliskiej wiosce. Został bestialsko okaleczony, a następnie zamordowany.

Św. Andrzej Bobola został kanonizowany w 1938 r. przez Piusa XI, a w 2002 r. został ogłoszony patronem Polski. W 2007 r. Episkopat nadał kościołowi, w którym znajdują się jego relikwie, tytuł sanktuarium narodowego. Oficjalne ogłoszenie tego tytułu miało miejsce 16 maja 2008 r. podczas uroczystości ku czci świętego.

Nowy ośrodek Caritas w Wawrzenku

wt., 05/15/2018 - 23:10
W południe w Ośrodku Szkoleniowo-Kolonijnym Caritas w Warzenku odbyło się uroczyste otwarcie nowego budynku. Poświęcił go abp Sławoj Leszek Głódź, metropolita gdański. W uroczystej gali wzięli udział przedstawiciele duchowieństwa, władz wojewódzkich, samorządowych, wolontariusze i przyjaciele gdańskiej Caritas.

– Siłą nośną nowego dzieła Caritas jest miłość. Ona daje mocny impuls do działania. Ten ośrodek, to przede wszystkim, wyjście naprzeciw osobom, które w wielu codziennych sprawach potrzebują wsparcia – ze względu na wiek czy niepełnosprawność. Nowy budynek to nasz wyraz troski i konkretna pomoc skierowana w ich stronę – mówił abp Głódź.

Metropolita dodał też, że najważniejsze w działaniach podejmowanych przez Caritas jest to, że nie stoją w miejscu. – Nie uprawiamy jakiegoś sztucznego „ideologizmu” – świadczą o tym czyny i tempo realizowanych przedsięwzięć.

– Dotychczasowa nasza działalność typowo kolonijna okazuje się być niewystarczająca. Potrzeb w samej działalności Caritas jest więcej, stąd konieczność stworzenia obiektu, którego brakowało w rejonie Trójmiasta. Funkcjonalność nowego obiektu pozwoli nam gościć osoby starsze oraz niepełnosprawne – stwierdził ks. Janusz Steć, dyrektor Caritas Archidiecezji Gdańskiej.

Zgromadzeni na uroczystości goście wysłuchali też pięknego koncertu w wykonaniu orkiestry „Vita, Activa”, która od 1995 roku działa w Polskim Stowarzyszeniu na Rzecz Osób z Upośledzeniem Umysłowym – Oddział w Gdańsku. To szczególna orkiestra złożona z 35 osób dorosłych, gdzie większość stanowią osoby z niepełnosprawnością intelektualną.

Nowy budynek Caritas w Warzenku urządzony został w nowoczesnym stylu. Do dyspozycji odwiedzających oddane zostały 23 pokoje z łazienkami, winda, a także duża sala szkoleniowo-konferencyjna z możliwością podziału na dwie
mniejsze. Całość cechuje brak barier architektonicznych. Budynek znajduje się przy jeziorze Tuchomskim, gdzie w niedługim czasie powstanie małe molo.

Lublin: debata na temat zastosowania nowych technologii w katechezie

wt., 05/15/2018 - 23:10
Na temat możliwości i zagrożeń jakie niosą za sobą nowe technologie wykorzystywane w nauczaniu religii w Pedagogicznej Bibliotece Wojewódzkiej w Lublinie dyskutowali ks. prof. Janusz Lekan, prodziekan Wydziału Teologii KUL, ks. dr hab. Piotr Goliszek, adiunkt w Katedrze Katechetyki Szczegółowej KUL oraz dr Beata Boguszewska, teolog i katechetka. Wydarzenie było częścią promocji „Ilustrowanego słownika katechetycznego” autorstwa dr Boguszewskiej, wydanego przez lubelskie towarzystwo JUT.

– Żyjemy w świecie, który jest trochę antyintelektualny. Jest ucieczką od tego, aby się nad czymś zatrzymać, pogłębić wiedzę dla siebie – mówił ks. prof. Lekan pochylając się nad obecną sytuacją młodych ludzi. Zwrócił uwagę, że poprzez bezkrytyczne zapatrzenie w media bardzo łatwo jest nimi manipulować.

-Przy inwazji mediów, mamy dzisiaj problem nie tylko dydaktyczny i katechetyczny, ale wręcz duszpasterski. Często mam obawy, czy podczas Mszy św. Słowo trafia do odbiorców. To samo dzieje się na katechezie. Pod wpływem bodźców elektronicznych dzieci nie potrafią dzisiaj słuchać – zauważył ks. dr hab. Piotr Goliszek.

Odnosząc się do „Ilustrowanego słownika katechetycznego” wykładowca zwrócił uwagę, iż mimo prostej formy i podstawowych treści pozycja ta będzie uczyła również katechetów, jak w sposób syntetyczny przekazywać informacje. Stanowi on również cenną pomoc i daje możliwość wielorakiego zastosowania podczas lekcji religii.

Dr Beata Boguszewska opowiedziała o własnym doświadczeniu pedagogicznym, według którego nadmiar bodźców jest być może atrakcyjny, jednak przysłania katechizowanym Boga i najważniejszy przekaz katechezy.

– Słowni daje możliwość rozmowy również w rodzinach. Mogą go czytać rodzice, albo rodzice z dziećmi co stwarza pole do rozmowy na tematy wiary – powiedziała o słowniku jego autorka.

Podczas dyskusji końcowej, w której głos zabrali również przybyli na spotkanie katecheci zwrócono uwagę, że uczniowie otoczeni współcześnie przez media potrzebują powrotu do podstawowych, tradycyjnych metod nauczania, które zapewniają im kontakt i możliwośc zbudowania osobistej relacji z nauczycielem.

Kraków: wyżsi przełożeni zakonów męskich o wyzwaniach stojącymi przed osobami konsekrowanymi

wt., 05/15/2018 - 21:24
Nad wyzwaniami współczesności, stojącymi przed osobami konsekrowanymi dyskutują w Krakowie wyżsi przełożeni zakonów męskich i rektorzy zakonnych seminariów duchownych. „To moment zatrzymania, by na nowo odkryć swoje piękno, bogactwo i z powrotem pójść do świata, do którego jesteśmy posłani” – mówił przewodniczący Komisji ds. Instytutów Życia Konsekrowanego i Stowarzyszeń Życia Apostolskiego KEP, bp Jacek Kiciński CMF.

W spotkaniu uczestniczył nuncjusz apostolski w Polsce abp Salvatore Pennacchio. „Nie ma dobrego zakonnika, jeśli nie jest on dobrym człowiekiem. Nie ma dobrego zakonnika, jeśli nie uszanuje się jego walorów ludzkich” – mówił. Przypomniał słowa papieża Franciszka, że w życiu zakonnym bardzo ważne są trzy filary: modlitwa, ubóstwo i cierpliwość.

Punktem wyjścia do dyskusji polskich przełożonych zakonów męskich był referat abp José Rodrigueza Carballo, sekretarza watykańskiej Kongregacji Instytutów Życia Konsekrowanego i Stowarzyszeń Życia Apostolskiego. Był on refleksją inspirowaną dokumentem Kongregacji „Dla młodego wina nowe bukłaki. Od Soboru Watykańskiego II: Życie konsekrowane i wyzwania jeszcze otwarte. Wytyczne”.

Sekretarz Kongregacji napisał, że jeśli zakony chcą, aby ich charyzmaty pozostały aktualne i by ich życie przemawiało do ludzi współczesnych, to charyzmaty te i życie muszą znaleźć nowe struktury instytucjonalne. Zachęcał do przyjmowania w wierze przyszłości z nadzieją i apelował, aby wsłuchiwać się w znaki czasu i miejsc, w wyzwania, jakie docierają do zakonników ze strony współczesnej ludzkości, i aby udzielać na nie odpowiedzi płynącej z Ewangelii.

„Życie konsekrowane ma podwójny charakter. Z jednej strony osoby konsekrowane są w świecie, z drugiej żyją we wspólnotach. Refleksja zmierza w tym kierunku, jak budować dzisiaj wzajemne relacje w życiu wspólnotowym, jak na nowo przeżywać charyzmat i jak na nowo odpowiadać na znaki czasu” – mówił podczas spotkania z dziennikarzami bp Jacek Kiciński CMF, przewodniczący Komisji ds. Życia Konsekrowanego i Stowarzyszeń Życia Apostolskiego KEP.

Jak podkreślił, dokument Kongregacji zachęca zakonników do tego, by się na chwilę zatrzymali. „Bardzo wiele zgromadzeń zakonnych podejmuje bardzo dużo dzieł. Mówimy nawet o presji dzieł. Z drugiej strony maleje liczba powołań. Kongregacja mówi: zastanówcie się, czy to, co teraz robicie, zgodne jest z waszym posłannictwem” – tłumaczył hierarcha.

„Niekiedy próbuje się kojarzyć zgromadzenia zakonne z różnego rodzaju instytucjami charytatywnymi, a to nie tylko zewnętrzna działalność, ale to, co jest wewnątrz, kształtuje naszą postawę na zewnątrz” – wyjaśniał dziennikarzom. „To moment zatrzymania, by na nowo odkryć swoje piękno, bogactwo i z powrotem pójść do świata, do którego jesteśmy posłani” – dodał.

Prowincjał krakowskich karmelitów bosych o. Tadeusz Florek OCD podkreślał rolę „formacji serca”. „Chodzi o to, by być wystarczająco wolnym, aby w wolności przyjąć ograniczenia związane z życiem w zgromadzeniu zakonnym i wystarczająco wolnym, aby pójść do świata i dawać siebie ludziom, wśród których Bóg chce, żebyśmy byli” – mówił. „Trzeba zastanowić się, jak być w świecie mądrze, aby ludzie mogli się od nas uczyć, czerpać nową nadzieję i siłę do przezwyciężania wielorakich trudności” – dodał.

Prowincjał polskich dominikanów o. Paweł Kozacki OP zauważył z kolei, że dokument Kongregacji odnosi się m.in. do kwestii stylu sprawowania władzy. Wyjaśniając, że każdy zakon oparty jest na ślubach posłuszeństwa i relacjach między przełożonymi a podwładnymi, podkreślał, iż wiąże się to z możliwymi do przezwyciężenia tendencjami do autorytaryzmu i skupiania władzy w jednej osobie, do wykorzystywania ludzi i tłamszenia indywidualności. „Z drugiej strony jest zaproszenie do poszanowania indywidualności każdego człowieka, wsłuchania się w jego pragnienia, towarzyszenia mu w kryzysach” – mówił dominikanin.

Jego zdaniem, prawdziwym wyzwaniem jest być przełożonym, który ma autorytet, choć nie idzie w autorytaryzm. Jest to taki przełożony, który potrafi jasno komunikować swoje decyzje a jednocześnie rozpoznać indywidualne możliwości i zdolności każdego z braci oraz całych wspólnot. Według niego, zakony muszą też wpatrywać się w rzeczywistość i zmiany, które zachodzą, i umieć reagować na nie w sposób adekwatny, czyli odpowiadać na wyzwania, zachowując jednocześnie to, co jest fundamentalne dla życia zakonnego i dla charyzmatów poszczególnych wspólnot.

Przewodniczący Konferencji Wyższych Przełożonych Zakonów Męskich w Polsce o. Janusz Sok CSsR podkreślał, że wyzwaniem są stabilne i sprawdzone struktury zakonne. „Urok i mądrość zakonów polega na tym, że nie chcemy być na siłę atrakcyjni i bujać się w rytm muzyki zgodnie z modą, tylko chcemy mieć swój styl, mądrość i stabilność” – opisywał. Dodał jednak, że to grozi, iż w pewnym momencie zakonnicy obudzą się i odkryją, że tak mocno przyzwyczaili się do struktur i schematów, że są niezrozumiani, żyją sami dla siebie, wygodni i bezpieczni, ale niepotrzebni. „Być może nasze struktury są za ciężkie a my jako zakonnicy powinniśmy być bardziej dyspozycyjni i łatwiej podejmować decyzje” – ocenił.

Wyżsi przełożeni zakonni będą w środę rozmawiać m.in. o nowych przepisach dotyczących ochrony danych osobowych w Kościele katolickim w Polsce w świetle prawodawstwa UE.

Dwudniowe zebranie plenarne zakończy Msza św. pod przewodnictwem metropolity krakowskiego abp. Marka Jędraszewskiego.

W Polsce jest 59 zakonów męskich, w których żyje ok. 11 600 zakonników.

Kielce: zmarła Urszula Radziszewska – znana działaczka społeczna

wt., 05/15/2018 - 20:31
W wieku 80 lat zmarła Urszula Radziszewska – działaczka społeczna, filantrop, twórczyni i prezeska reaktywowanego w 1990 r. Towarzystwa Dobroczynności w Kielcach, założonego przez bp. Macieja Majerczaka. Pogrzeb odbędzie się w bazylice katedralnej w Kielcach, w czwartek, 17 maja, o godzinie 12.00.

W latach 80. XX wieku śp. Urszula Radziszewska zaangażowała się w struktury Solidarności, współpracowała m.in. z Biskupim Komitetem Pomocy Osobom Uwięzionym i Internowanym, a od 1990 do 1998 r. była kielecką radną.

Urszula Radziszewska była znana i lubiana w środowisku ludzi chorych, ubogich i niepełnosprawnych. Ściśle współpracowała z Miejskim Ośrodkiem Pomocy Rodzinie w Kielcach, gdzie pomagała m. in. w organizowaniu sprzętu rehabilitacyjnego dla niepełnosprawnych. Miała także duże zasługi w likwidacji barier miejskich.

Współpracowała również z Caritas Diecezji Kieleckiej, organizowała wsparcie dla osób potrzebujących w tym samotnych matek i bezrobotnych.

Jej zasługą było utworzenie wypożyczalni sprzętu rehabilitacyjno-pielęgnacyjnego i ortopedycznego oraz Zespołu Opiekuńczo-Leczniczo-Pielęgnacyjnego „ARKA Plus”, który świadczy usługi medyczne dla osób z dysfunkcją ruchu. Była inicjatorką zbiórek celowych na zabiegi medyczne, rehabilitację leczniczą oraz zakup sprzętu dla dzieci, młodzieży i dorosłych.

W 2003 r. została laureatką ogólnopolskiego konkursu Barwy Wolontariatu, a także m.in. otrzymała nagrodę wojewody świętokrzyskiego „Laur Świętokrzyski”. Za całokształt działalności społecznej na rzecz osób biednych, starszych i niepełnosprawnych w 2004 r. przyznano jej Nagrodę Miasta Kielce.

Zostanie pochowana w grobowcu rodzinnym na Cmentarzu Starym w Kielcach.

Pierwsza w Polsce aplikacja mobilna KSM Siedlce

wt., 05/15/2018 - 18:43
Z okazji 25-lecia istnienia Katolickie Stowarzyszenie Młodzieży Diecezji Siedleckiej uruchomiło specjalną aplikację mobilną. Można w niej znaleźć m.in. artykuły o najnowszych działaniach KSM-u oraz wydarzeniach, w których biorą udział członkowie Stowarzyszenia.

Duszpasterz Młodzieży Diecezji Siedleckiej ks. Wojciech Sobieszek zaznaczył, że aplikacja ma pomóc lepiej zrozumieć misję Katolickiego Stowarzyszenia Młodzieży. Zawiera ona informacje dotyczące statutu KSM-u, jego struktur, oraz członków Diecezjalnego Zarządu KSM i Komisji Rewizyjnej. Umieszczono tam także hymn, znaki i modlitwę KSM-owicza.

Korzystając z aplikacji będzie się również można zapoznać z artykułami o najnowszych działaniach KSM-u oraz wydarzeniach, w których biorą udział członkowie Stowarzyszenia.

W aplikacji znalazła się także mapa i lista oddziałów KSM-u z uwzględnieniem podziału na dekanaty.

Katolickie Stowarzyszenie Młodzieży Diecezji Siedleckiej jest aktywne również na Facebooku, Snapchacie i Instagramie.

Piekary Śląskie: 27 maja pielgrzymka mężczyzn i młodzieńców do Matki Sprawiedliwości i Miłości Społecznej

wt., 05/15/2018 - 17:59
Tegoroczna pielgrzymka mężczyzn i młodzieńców do Sanktuarium Matki Bożej Piekarskiej odbędzie się w niedzielę 27 maja. Gościem specjalnym będzie kard. Zenon Grocholewski, legat papieski. Będzie przewodniczył uroczystej Mszy św. i wygłosi homilię.

Zapraszając do udziału w pielgrzymce w ostatnią niedzielę maja metropolita katowicki abp Wiktor Skworc zwrócił uwagę: „Nasze pielgrzymowanie wpiszemy w historyczny kontekst, bowiem 700 lat temu, w 1318 roku, w miejscu dzisiejszej bazyliki dokonano poświęcenia pierwszego kościoła dedykowanego św. Bartłomiejowi Apostołowi. Tak rozpoczęła się historia kościoła, który stał się na przestrzeni wieków szczególnym miejscem kultu Matki Najświętszej”.

Abp Skworc zwrócił się do parafialnych rad duszpasterskich z prośbą o współpracę w zorganizowaniu wyjazdu pielgrzymów, aby każda wspólnota parafialna była reprezentowana w piekarskim sanktuarium. „Pielgrzymowanie do Matki Bożej Piekarskiej zawsze łączyło pokolenia: zapraszam więc ojców z synami i dziadków z wnukami; zapraszam gimnazjalistów i maturzystów, osoby pracy fizycznej i nauczycieli akademickich; zapraszam harcerzy i Rycerzy Kolumba oraz nadzwyczajnych szafarzy Komunii św., służbę liturgiczną, mężczyzn i młodzieńców z Ruchu Światło-Życie oraz Domowy Kościół. Zapraszam samorządowców z naszej górnośląskiej metropolii i tych, którzy mają zaszczyt reprezentować nas w parlamencie” – napisał w zaproszeniu.

Wiernych, którzy z różnych przyczyn nie mogą uczestniczyć w pielgrzymce, metropolita katowicki zachęcił do duchowej łączności i modlitwy dzięki transmisjom w Telewizji Polonia, TVP Katowice, Radiu eM, Radiu Katowice i Radiu Piekary.

Abp Skworc: kapłan nie powinien sobą zasłaniać Boga

wt., 05/15/2018 - 17:52
Metropolita katowicki w katedrze Chrystusa Króla w Katowicach przewodniczył Eucharystii w intencji księży przeżywających swoje 25-lecie kapłaństwa. W homilii zachęcał ich to tego, by byli „obywatelami nieba, kochającymi wszystkich ludzi”, by „nie zasłaniali sobą Boga”.

Przytaczając fragment starożytnego Listu do Diogneta, metropolita katowicki mówił kapłanom rocznika święceń 1993, że „powinni być, bardziej niż inni, obywatelami nieba, kochającymi wszystkich ludzi, oddającymi za nich i dla nich życie, ubogimi i niosącymi błogosławieństwo Boga”.

– Kapłan nie jest z tego świata, kiedy upodabnia się do Jezusa Chrystusa, kiedy staje się bardziej alter Christus. Kapłan jest podobny do Pana, kiedy staje się przeźroczysty, kiedy sobą nie zasłania Boga – mówił abp Skworc zgromadzonym w katedrze prezbiterom.

Metropolita katowicki odwołał się także do nauczania papieża Franciszka stwierdzając, że na srebrny jubileusz kapłani otrzymują prezent w postaci adhortacji apostolskiej „Gaudete et exsultate”. – Niech będzie waszym przewodnikiem w realizowaniu powołania do świętości na drugim etapie kapłańskiego życia, prowadzącym do jubileuszu złotego – mówił kaznodzieja.

Hierarcha zacytował też fragment adhortacji mówiący o wewnętrznej wytrwałości, która jest dziełem łaski i prowadzi do świętości. – Święty nie marnuje swoich sił, by narzekać na błędy innych, potrafi zachować milczenie w obliczu wad braci i unika przemocy słownej, która niszczy i poniewiera, ponieważ nie uważa siebie za godnego, by być surowym dla innych, ale postrzega ich „jako lepszych od siebie” – cytował za papieżem Franciszkiem.

Razem ze srebrnymi jubilatami w katedrze modlił się także abp senior Damian Zimoń, który 25 lat temu udzielił im święceń prezbiteratu. W katedrze zgromadzili się także najbliżsi oraz przyjaciele kapłanów.

32 katowickich księży obchodziło dzisiaj swój srebrny jubileusz kapłaństwa. Posługują oni na terenie archidiecezji katowickiej oraz w Belgii, Wielkiej Brytanii, Kanadzie i Czechach. Wśród jubilatów jest też kanclerz katowickiej kurii oraz dyrektor Wydziału Katechetycznego.

Abp Jędraszewski i abp Ryś Małopolanami Roku 2017

wt., 05/15/2018 - 17:50
Abp Marek Jędraszewski i abp Grzegorz Ryś odebrali 14 maja w auli Collegium Novum UJ w Krakowie tytuły Małopolan Roku 2017. Wyróżnienie przyznaje Stowarzyszenie Gmin i Powiatów Małopolski.

Przewodniczący Stowarzyszenia Gmin i Powiatów Małopolski Kazimierz Barczyk podkreślał podczas uroczystości, że wyróżnienia zostały przyznane metropolicie krakowskiemu „na powitanie”, a łodzkiemu – „na pożegnanie”. Mówił, że dzieje Małopolski i Wielkopolski są ze sobą splecione, a Kościół stanowi ważną część tożsamości duchowej i kulturowej regionu.

Kraków to „mały Rzym”, uznawany za jedno z najważniejszych biskupstw w Europie. Do Krakowa przybywali prominentni Wielkopolanie i w takiej roli przybył metropolita krakowski abp Marek Jędraszewski, szlakiem wielu prymasów i biskupów gnieźnieńskich oraz poznańskich” – podkreślał Barczyk.

Odbierając wyróżnienie małopolskich samorządowców, abp Jędraszewski wyznał, że zdaje sobie sprawę, „jak bardzo ten tytuł zobowiązuje wobec Krakowa i Małopolski, ziemi, która od ponad roku jest mi szczególnie droga i ważna”. „Dziękuję za zwrócenie uwagi na wielką rolę Kościoła” – dodał metropolita krakowski.

W Krakowie zakończyły się uroczystości odpustowe św. Stanisława

Abp Ryś mówił o tym, ile zawdzięcza Małopolsce, swojej „małej ojczyźnie”, w której spędził 30 lat kapłaństwa. „Ta nasza ojcowizna małopolska jest mistrzynią o wielu twarzach. Ta wielość twarzy powstrzymuje nas przed wieloma uproszczonymi sądami. Być może ta nagroda jest potwierdzeniem tego co Kościół mówi sam osobie, o tym co jest jego funkcją w świecie: być skutecznym narzędziem jednoczenia z Bogiem i jedności całego rodzaju ludzkiego” – zaznaczył.

Podczas uroczystości wręczono również tytuły Człowieka Roku, które otrzymali Zofia Romaszewska i Andrzej Wielowieyski.

Tytuł Małopolanina Roku przyznaje od 1995 r. Stowarzyszenie Gmin i Powiatów Małopolski. Pierwszym uhonorowanym Małopolaninem był papież Jan Paweł II. Wśród obdarzonych tym tytułem są też kardynałowie Franciszek Macharski, Stanisław Dziwisz i Kazimierz Nycz, abp Wiktor Skworc, abp Ignacy Tokarczuk oraz wybitni ludzie kultury, nauki i sportu, m.in. Andrzej Wajda, Wisława Szymborska, Jerzy Trela czy Adam Małysz, Justyna Kowalczyk i Kamil Stoch.

Paradyż: spotkanie grupy kontaktowej Episkopatów Polski i Niemiec

wt., 05/15/2018 - 17:48
Małżeństwo i rodzina, migracje, Światowe Dni Młodzieży w Panamie to tematy spotkania grupy kontaktowej Episkopatów Polski i Niemiec, które odbywa się w dniach 14-16 maja. W tym roku członkowie grupy spotkali się w Paradyżu na zaproszenie bp. Tadeusza Lityńskiego, ordynariusza zielonogórsko-gorzowskiego.

Na tegorocznym spotkaniu grupy kontaktowej Episkopatów Polski i Niemiec poruszone zostały kwestie m.in. małżeństwa i rodziny, migracji, Światowych Dni Młodzieży w Panamie, Synodu o Młodzieży, 100. rocznicy odzyskania przez Polskę niepodległości, polsko-niemieckiego projektu dotyczącego uchodźców opracowywanego przez Caritas Deutschland i Caritas Polska.

Ponadto obie strony ustaliły, że nadal chcą rozwijać działalność Fundacji Maksymiliana Kolbe. Ma ona na celu umacnianie wysiłków prowadzących do pojednania w Europie.

W spotkaniu grupy kontaktowej udział wzięli: ze strony polskiej – metropolita warszawski kard. Kazimierz Nycz, ordynariusz gliwicki bp Jan Kopiec, ordynariusz zielonogórsko-gorzowski bp Tadeusz Lityński oraz ks. prał. dr Jarosław Mrówczyński – zastępca Sekretarza Generalnego KEP i sekretarz grupy ze strony polskiej, a ze strony niemieckiej – kard. Rainer Maria Woelki, arcybiskup Kolonii, ordynariusz Bambergu abp Ludwig Schick, bp Wolfgang Ipolt, ordynariusz diecezji Görlitz oraz dr Jörg Lüer – sekretarz grupy ze strony niemieckiej.

Grupa kontaktowa Episkopatów Polski i Niemiec pracuje regularnie od 1995 roku. Jej zadaniem jest wymiana doświadczeń Kościoła w obydwu krajach, wspólne inicjatywy konferencji episkopatów i poszczególnych ich gremiów.

Czechowice-Dziedzice: wystawa pamiątek związanych z św. Andrzejem Bobolą

wt., 05/15/2018 - 17:26
W Czechowicach-Dziedzicach, w jedynym na świecie mieście, które ma w swoim herbie św. Andrzeja Bobolę, otwarto wystawę „Bobolików” – pamiątek związanych z kultem XVII-wiecznego jezuity – z kolekcji Jerzego Gizy. W przededniu wspomnienia liturgicznego męczennika i niecały miesiąc przed 80. rocznicą przywiezienia relikwii świętego do Czechowic-Dziedzic na centralnym placu miejskim pojawiły się także wielkoformatowe reprodukcje zdjęć archiwalnych z 11 czerwca 1938 r.

Wystawa w czechowickim MDK zgromadziła kilkaset obiektów – obrazów, rysunków, rzeźb, wycinków z gazet, medali, odznak, monet, kart pocztowych, reprodukcji i kopii prac artystycznych i innych eksponatów – poświęconych św. Andrzejowi Boboli, jego życiu i męczeństwu oraz kultowi. Jerzy Giza uczynił zbieranie „Bobolików” prawdziwą pasją kilkudziesięciu lat swojego życia.

W rozmowie Giza przyznał, że najcięższym, ale i najbardziej fascynującym zadaniem jest zdobywanie kolejnych rzeczy do swej kolekcji. „Cieszy mnie każdy przedmiot, który zdobywam. Szczególnie cenię sobie te stare przedmioty, oryginały. To szperanie po giełdach i jarmarkach staroci, antykwariatach, dopytywanie, kontakty z ludźmi jest bardzo ciekawe. Podobnie jak odkrywanie historii, ukrywającej się za konkretnym przedmiotem” – zaznaczył i podkreślił, że kolekcjonowanie takich rzeczy pogłębiło jego wrażliwość na historię.

Jednym z najcenniejszych przedmiotów, jaki Giza ma swej kolekcji, to stary, niewielki portret (27 na 30 cm) z postacią św. Andrzeja Boboli w ramie ze złoceniami. Został wykonany w Rzymie w okresie kanonizacji. Czechowicki kolekcjoner nabył go w Rawie Mazowieckiej. Szybko odkrył ciekawy zapis na odwrocie obrazu, świadczący o tym, że portret należał do ks. Wacława Zienkowskiego (1885-1940), proboszcza i dziekana rawskiego. W czasie II wojny światowej kapłan działał w AK. Brał udział w tajnym nauczaniu, pomagał w ucieczce więźniów z obozu jenieckiego, który Niemcy założyli w 1939 r. w rawskim parku. Po aresztowaniu w 1940 r. został wywieziony obozu w Sachsenhausen. Zmarł wkrótce zabity metalowymi pałkami przez niemieckich esesmanów i kapo.

Jerzy Giza jest także autorem książki pt. „Śladami św. Andrzeja Boboli po Czechowicach-Dziedzicach”, jaka ukazała się staraniem Towarzystwa Przyjaciół Czechowic-Dziedzic. W publikacji znalazły się m.in. reprodukcje fotografii z 11 czerwca 1938 roku, gdy do miasta przybyły relikwie św. Andrzeja Boboli a na dzisiejszym Placu Jana Pawła II odbyła się uroczysta Msza św. pod przewodnictwem biskupa. W miejscu tym od kilku dni stoją plansze z wielkoformatowymi zdjęciami z tamtego, historycznego wydarzenia.

Po wernisażu wystawy odbyło się spotkanie z Elżbietą Polak, autorką książki gromadzącej świadectwa skutecznego wstawiennictwa św. Andrzeja Boboli. Pisarka opisała w niej przypadki niezwykłych uzdrowień i nawróceń.

„Św. Andrzej Bobola, jako jezuita, jest bardzo konkretny. Ja tego doświadczyłam. Ze świętymi trzeba normalnie rozmawiać, prosić ich o wstawiennictwo, ale także dziękować. Nawet, gdy nie dowierzamy, zastanawiając się, czy to przypadek czy łaska, warto dziękować” – powiedziała w rozmowie.

W wernisażu wystawy „Boboliki” w MDK, która potrwa do 3 czerwca, udział wzięli m.in. przedstawiciele władz miasta, członkowie Zarządu Towarzystwa Przyjaciół Czechowic-Dziedzic oraz reprezentujący biskupa bielsko-żywieckiego, ks. dr Szymon Tracz. Obecny był także proboszcz jezuickiej parafii w Czechowicach-Dziedzicach o. Andrzej Baran SJ.

Autor kolekcji „Bobolików” otrzymał pamiątkowy medal z okazji jubileuszowych uroczystości 80. rocznicy sprowadzenia do Czechowic-Dziedzic relikwii patrona miasta.

Św. Andrzej Bobola poniósł śmierć męczeńską 16 maja 1657 w Janowie Podlaskim. Beatyfikacja odbyła się 30 października 1853 r. w Rzymie, zaś kanonizacja tamże 17 kwietnia 1938 r. 11 czerwca 1938 r. pierwszy postój pociągu, w którym po kanonizacji świętego przewożono jego relikwie z Rzymu do Warszawy, odbył się na dworcu kolejowym w Dziedzicach. W uroczystej procesji przeniesiono wtedy relikwie do kościoła pw. NMP Królowej Polski na Lesisku. Bp Stanisław Adamski z Katowic przewodniczył tam Mszy św. Po trzech godzinach trumnę ze szczątkami męczennika odprowadzono na dworzec kolejowy. Specjalny pociąg z relikwiami, w asyście kompanii honorowej Wojska Polskiego i tłumów wiernych, odjechał w dalszą drogę do Warszawy – przez Oświęcim, Kraków, Katowice, Poznań, Kalisz i Łódź.

Od 1999 r. św. Andrzej Bobola jest patronem Czechowic-Dziedzic.

Ruszyła rozbudowa Bronickiego Centrum Caritas

wt., 05/15/2018 - 17:14
Chcemy, by w tym domu znalazł pomoc każdy, kto tej pomocy potrzebuje – powiedział bp Wiesław Śmigiel podczas inauguracji prac związanych z modernizacją i rozbudową Bronickiego Centrum Caritas. Prace realizowane są w ramach projektu: „Zwiększony dostęp do usług społecznych”.

We wtorek 15 maja w Brodnickim Centrum Caritas Diecezji Toruńskiej zgromadzili się przedstawiciele inwestorów, władz parlamentarnych, samorządowych i miejskich, by zainaugurować prace związane z rozbudową Centrum Caritas. Uczestnicy spotkania zapoznali się z działalnością podejmowaną przez Brodnickie Centrum Caritas oraz z planami modernizacji obiektu.

Po okolicznościowych przemówieniach w symbolicznym geście wkopania łopat rozpoczęto budowę nowego budynku, w którym znajdować się będą Bursa Szkolna i Środowiskowy Dom Samopomocy. – Dziś nie rozpoczynamy budowy budynku, ale budujemy dom, w którym każdy będzie mógł czuć się bezpiecznie i znaleźć potrzebną pomoc – powiedział biskup toruński Wiesław Śmigiel. Podkreślił, że pomoc niesiona przez Caritas skierowana jest do każdego człowieka. – Caritas nie jest dedykowana tylko dla ludzi wierzących. Pomagamy wszystkim, którzy tej pomocy potrzebują. W udzielaniu pomocy nie mamy żadnego kryterium oprócz jednego: człowiek potrzebujący pomocy – dodał bp Śmigiel.

Przewodniczący Sejmiku Województwa Kujawsko-Pomorskiego Ryszard Bober podkreślił, że dzięki działalności Caritas Diecezji Toruńskiej wielu ludzi otrzymuje pomoc, która nie tylko doraźnie, lecz trwale zmienia ich życie.

Dotychczasowe zadania związane z prowadzeniem przez Centrum Bursy Szkolnej i Środowiskowego Domu Samopomocy realizowane były w starym budynku dyktowo-drewnianym o przestarzałej i nienadającej się do modernizacji konstrukcji. – Przez ostatnie 3 lata na bieżące remonty i naprawy oraz instalacje m.in. systemu ostrzegania pożarowego wydaliśmy blisko 150 tys. zł. Okazuje się, że dalsze remonty są nieadekwatne i nie spełniają podstawowego zadania budynku jakim jest bezpieczeństwo podopiecznych – mówi ks. kan. Grzegorz Bohdan, dyrektor placówki. Istnieje poważne ryzyko, że w przeciągu dwóch, trzech lat realizowanie zadań może być niemożliwe z powodu złego stanu budynku. W związku z tym Centrum złożyło wniosek o dofinansowanie w konkursie na inwestycje w infrastrukturę społeczną.

Projekt zyskał dofinansowanie i w maju tego roku rozpoczęły się prace modernizacyjne. Nowy budynek powstający w ramach projektu ma być w pełni dostępny dla osób niepełnosprawnych oraz będzie spełniał wszystkie standardy związane z prowadzonymi działaniami. W nowym budynku znajdować się będzie Bursa Szkolna, która pomieści 30 dwuosobowych pokoi z łazienkami, pokoje pracy indywidualnej, nowa świetlica, aneks kuchenny i pomieszczenia wychowawców. Będzie tam również miejsce na działalność Środowiskowego Domu Samopomocy dla ok. 50 osób.

Całkowita wartość projektu to prawie 7, 5 mln zł z czego dofinansowanie z Regionalnego Programu Operacyjnego wynosi blisko 6,3 mln zł. Pozostałe środki to wkład własny. Koniec inwestycji planowany jest na koniec 2018 i początek 2019 r.

Ks. Grzegorz Pawłowski honorowym obywatelem Lublina

wt., 05/15/2018 - 16:38
Ks. infułat Grzegorz Pawłowski, duszpasterz wspólnot języka hebrajskiego i Polonii w Izraelu, który jako dziecko został uratowany przez Zagładą, otrzymał tytułu honorowego obywatela miasta Lublin. Uroczystość odbyła się w siedzibie dawnego Trybunału Głównego Koronnego.

Laudację na cześć nowego honorowego obywatela wygłosił ks. prof. Mirosław Wróbel, kierownik Instytutu Nauk Biblijnych KUL. Biblista zwrócił uwagę, że w życiorysie ks. Pawłowskiego znaleźć można tragiczną historię polskich Żydów. „Nie brak w nim łez, samotności, goryczy porażki, bolesnej śmierci najbliższych, tułaczki i ofiary” – wymieniał ks. Wróbel.

W imieniu mieszkańców Lublina głos zabrał prezydent miasta Krzysztof Żuk. Wskazując na postać ks. Pawłowskiego, nazwał go ambasadorem Lublina i Lubelszczyzny. „Jest Ksiądz dowodem na możliwość współistnienia obok siebie różnych kultur i tradycji, nawet jeśli ich historia jest niezwykle dramatyczna. Chcemy, aby to wyróżnienie było wyrazem naszego szacunku dla patriotycznej postawy, poprzez którą przez tyle lat opiekował się Ksiądz polskimi emigrantami i pielgrzymami w Ziemi Świętej” – tłumaczył Żuk.

Dziękując za szczególne wyróżnienie, ks. inf. Grzegorz Pawłowski przyznał, że niewielu jest katolickich duchownych pochodzenia żydowskiego. „Jestem unikatowy, ponieważ na świecie żyje bardzo niewielu księży-żydów. Jestem unikatowy, bo jestem księdzem, który nosi w sobie dwa światy: chrześcijański i żydowski. Tak, jestem Polakiem i Żydem, kapłanem i żydem, sługą Mesjasza” – powiedział o sobie duchowny.

Infułat wyraził też wdzięczność za opiekę, jaką przez wszystkie lata doświadczył ze strony różnych instytucji kościelnych i osób duchownych: „Pragnę podziękować za to dobro jakiego doświadczyłem jako sierota i przybłęda. Uczyłem się kochać od ludzi, którzy nie bali się otworzyć serca dla samotnego żydowskiego chłopca” – wspominał ks. Pawłowski.

Na zakończenie głos zabrał abp Stanisław Budzik, który wyraził podziw dla bogatego życia kapłańskiego: „Dla mnie ksiądz infułat jest kapłanem według łacińskiego terminu „pontifex”, co oznacza budowniczy mostów. Jest pomostem pomiędzy Polską a Izraelem, chrześcijanami a Żydami” – powiedział metropolita lubelski.

Ks. Grzegorz Pawłowski, urodził się 23 sierpnia 1931 roku w rodzinie zamojskich ortodoksyjnych Żydów jako Jakub Hersz Griner. Miał zaledwie 8 lat, gdy wybuchła wojna, w czasie której stracił swoich najbliższych. Ojciec został rozstrzelany w Zamościu, a matka z córkami podczas likwidacji getta w Izbicy. Małemu Jakubowi udało się stamtąd zbiec. Przeżył Holokaust dzięki Polakom, którzy udzielili mu schronienia i aby go ocalić, nadali mu nowe nazwisko. Wychowywany w atmosferze wiary chrześcijańskiej, przyjął ją jako własną.

Po zdaniu matury wstąpił do Lubelskiego Seminarium Duchownego. W 1958 r. otrzymał święcenia kapłańskie. Kolejne lata wypełnione były gorliwą pracą duszpasterską w parafiach archidiecezji lubelskiej. W latach 1968-1970 odbył studia specjalistyczne z biblistyki na Katolickim Uniwersytecie Lubelskim. Po odnalezieniu ocalonego z Zagłady brata, w 1970 r. wyjechał do Izraela, gdzie podjął posługę jako katolicki duszpasterz wspólnot języka hebrajskiego i Polonii, którą w swoim czasie stanowiło kilkanaście tysięcy Polaków, wśród nich wielu z Lublina.

W ostatnich latach ks. Grzegorz Pawłowski napisał wiele książek o tematyce autobiograficznej i religijnej. Promocje jego publikacji, takich jak: „Sługa Mesjasza” – wywiadu rzeki, opowiadającej o tragicznym losie, barwach kapłańskiego życia i pięknie przyjaźni, jak również drugiej pt. „Ocalały z Zagłady w służbie Mesjasza” odbyły się w Lublinie.

Strony