Katolicka Agencja Informacyjna

Subskrybuj Kanał Katolicka Agencja Informacyjna
Portal Katolickiej Agencji Informacyjnej
Zaktualizowano: 31 minut 6 sekund temu

Już 2,3 mln Wenezuelczyków opuściło kraj

37 minut 33 sekundy temu
Około 2,3 mln mieszkańców Wenezueli opuściło pogrążony w kryzysie kraj. Uciekli oni głównie do Kolumbii, Ekwadoru, Peru i Brazylii. Dane te, obejmujące okres do czerwca br., ogłosiła Organizacja Narodów Zjednoczonych.

Jej rzecznik Stephane Dujarric powiedział, że uciekinierzy twierdzą, iż głównym powodem ich emigracji jest brak żywności w ich ojczyźnie. Według ONZ, 1,3 mln spośród tej grupy cierpi na niedożywienie.

Wcześniejsze dane mówiły o 700 tys. emigrantów w 2015 r. i o 1,6 mln w 2017 r., z czego 885 tys. mieszkało w Ameryce Południowej, 308 tys. w Ameryce Północnej, 78 tys. w Ameryce Środkowej, a 21 tys. na Karaibach. Oznacza to eksodus Wenezuelczyków bardzo nasilił się w ciągu minionego roku.

W związku z napływem Wenezuelczyków rząd Ekwadoru ogłosił stan wyjątkowy w trzech przygranicznych prowincjach. Według tamtejszego ministerstwa spraw zagranicznych codziennie 4 tys. Wenezuelczyków próbuje przekroczyć granicę Ekwadoru.

Kard. Bagnasco spotkał się z rodzinami ofiar zawalenia się wiaduktu

Z kolei w Kolumbii ustępujący prezydent Juan Manuel Santos przyznał 2 sierpnia 440 tys,. uchodźcom wenezuelskim karty czasowego pobytu na dwa lata.

Wenezuela, która posiada olbrzymie złoża ropy naftowej, przeżywa od kilku lat coraz bardziej narastający kryzys gospodarczy i polityczny. Według Międzynarodowego Funduszu Walutowego, hiperinflacja może do końca roku sięgnąć tam miliona (!) procent. Powszechny jest brak produktów żywnościowych i lekarstw. W związku z upadkiem służby zdrowia na nowo pojawiają się i szerzą choroby, dawno uznane za zwalczone w tym kraju: odra, malaria, gruźlica i dyfteryt.

Do zapaści gospodarczej doprowadził spadek cen ropy naftowej, ale także socjalistyczne rządy prezydentów Hugo Chaveza (zmarłego w 2013 r.) i Nicolasa Maduro. Tymczasem Maduro przypisuje problemy Wenezueli „wojnie gospodarczej”, jaką miały wydać temu krajowi Stany Zjednoczone i Europa.

Jednocześnie w kwietniu 2017 r. wybuchły w Wenezueli gwałtowne protesty społeczne spowodowane ogłoszeniem przez prezydenta wyborów do Narodowego Zgromadzenia Konstytucyjnego. Miała ono przyjąć nową ustawę zasadniczą, umacniającą jego władzę i znacząco ograniczające demokratyczne prawa obywateli. Protesty są krwawo tłumione przez wojsko i inne zbrojne oddziały prorządowe – dotychczas zginęło już ponad 120 osób.

Zanim odbyły się te wybory, zdominowane przez opozycję Zgromadzenie Narodowe rozpisało na 16 lipca referendum, w którym 98 proc. Wenezuelczyków opowiedziało się przeciw zwołaniu Konstytuanty.

Mimo to wybory do Konstytuanty odbyły się 30 lipca. Według Krajowej Rady Wyborczej, w głosowaniu wzięło udział tylko 41,53 proc. uprawnionych. Tymczasem opozycja twierdzi, że było ich zaledwie 13 proc., gdyż do urn nie poszło aż 87 proc. wyborców. Wyborów do Konstytuanty nie uznała prokurator generalna Wenezueli Luisa Ortega Díaz. Nazwała je „kpiną z narodu i jego suwerenności”. Dodała, że są one wyrazem „dyktatorskich ambicji” prezydenta. W sierpniu Konstytuanta usunęła z urzędu prokurator generalną i ogłosiła, że przejmuje uprawnienia Zgromadzenia Narodowego.

Także biskupi katoliccy odrzucili samą ideę Konstytuanty, uznając ją za bezużyteczną i szkodliwą dla narodu, gdyż w jej skład mają wejść jedynie przedstawiciele oficjalnie działających partii. Będzie ona „narzędziem stronniczym”, które „nie rozwiąże, a tylko pogorszy poważne problemy”, które Wenezuela przeżywa.

Na początku lipca ówczesny arcybiskup Caracas kard. Jorge Urosa Savino stwierdził, że rząd prowadzi „wojnę przeciwko narodowi”, a w wydanym z okazji święta państwowego 5 lipca liście biskupi napisali, że w kraju panuje sytuacja notorycznego „łamania praw człowieka i wartości demokratycznych”.

Pomimo społecznego niezadowolenia z rządów Maduro, wygrał on w maju br. przedterminowe wybory prezydenckie. Opozycja uznała wynik głosowania za sfałszowany. Nie uznały wyborów także – jeszcze przed ich przeprowadzeniem – Unia Europejska, USA oraz Grupa z Limy, złożona z 14 państw Ameryki Łacińskiej.

Kard. Bagnasco spotkał się z rodzinami ofiar zawalenia się wiaduktu

45 minut 59 sekund temu
Arcybiskup Genui kard. Angelo Bagnasco spotkał się z rodzinami ofiar zawalenia się wiaduktu w tym mieście. W katastrofie, do której doszło 14 sierpnia, zginęło co najmniej 39 osób.

Kardynał przyjechał 15 sierpnia wieczorem do szpitala św. Marcina w Genui, by odwiedzić jedną z osób rannych. Następnie w szpitalnym kościele pokropił wodą święconą trumny ze zwłokami ofiar. Od chwili, gdy zaczęły być tam umieszczane, modlą się przy nich siostry zakonne, odmawiając wraz w rodzinami ofiar różaniec.

“Wstyd i smutek” – Watykan po raporcie z Pensylwanii

Arcybiskup Genui modlił się też w kostnicy szpitalnej, gdzie znajdują się zwłoki kolejnych ofiar. Po wyjściu z kostnicy zwrócił się ze słowami pocieszenia i zachęty do czuwających tam rodzin.

– Genua jest przygnieciona i zagubiona, ale nie złamana. Dziś jako chrześcijanie powinniśmy modlić się za zmarłych i być blisko ich rodzin – stwierdził hierarcha.

Państwowy pogrzeb ofiar zaplanowano na sobotę 18 sierpnia. Ma w nim wziąć udział prezydent Sergio Mattarella. Uroczystości na terenie Targów Genueńskich będzie przewodniczył kard. Bagnasco.

“Wstyd i smutek” – Watykan po raporcie z Pensylwanii

1 godzina 2 minuty temu
Dyrektor Biura Prasowego Stolicy Apostolskiej, Greg Burke wydał komunikat w związku z ogłoszeniem we wtorek 14 sierpnia 1300-stronicowego raportu stanowiącego wynik prawie dwuletniego śledztwa prowadzonego przez wielką ławę przysięgłych Pensylwanii.

“W odniesieniu do raportu opublikowanego w tym tygodniu w Pensylwanii, istnieją dwa słowa, które mogą wyrazić uczucia w obliczu tych strasznych przestępstw: wstyd i smutek” – wskazał w komunikacie rzecznik prasowy Watykanu. “Stolica Apostolska traktuje z wielką powagą pracę Śledczej Wielkiej Ławy Przysięgłych Pensylwanii i wytworzony przez nią obszerny Raport Tymczasowy. Stolica Apostolska jednoznacznie potępia molestowanie seksualne nieletnich” – podkreślił.

Greg Burke zaznaczył, że nadużycia opisane w raporcie są przestępcze i moralnie naganne. “Akty te były zdradą zaufania, które ograbiło ofiary z ich godności i wiary. Kościół musi wyciągnąć trudne lekcje z przeszłości i konieczne jest rozliczenie zarówno sprawców, jak i ludzi, którzy pozwolili, aby zaistniały nadużycia” – czytamy w oświadczeniu.

USA: ponad tysiąc dzieci-ofiar pedofilii w Kościele

Przedstawiciel Watykanu zwraca uwagę, że większość dyskusji w raporcie dotyczy nadużyć przed rokiem 2000. Nie stwierdzając niemal żadnych przypadków po roku 2002, konkluzje Wielkiej Ławy Przysięgłych są zgodne z wcześniejszymi badaniami pokazującymi, że reformy Kościoła katolickiego w Stanach Zjednoczonych radykalnie zmniejszyły liczbę przypadków wykorzystywania dzieci przez duchownych. “Stolica Apostolska zachęca do nieustannej reformy i czujności na wszystkich szczeblach Kościoła katolickiego, aby pomóc w ochronie nieletnich i dorosłych niepełnosprawnych przed krzywdą. Stolica Apostolska pragnie również podkreślić potrzebę dostosowania się do prawa cywilnego, w tym konieczności obowiązkowego zgłaszania przypadków wykorzystywania dzieci” – napisano.

“Ojciec Święty dobrze rozumie, jak bardzo te przestępstwa mogą wstrząsnąć wiarą i duchem ludzi wierzących i ponawia wzywa do podjęcia wszelkich starań, aby stworzyć bezpieczne środowisko dla nieletnich i dorosłych niepełnosprawnych w Kościele i w całym społeczeństwie. Ofiary powinny wiedzieć, że Papież jest po ich stronie. Ci, którzy cierpią, są dla niego priorytetem, a Kościół chce ich słuchać, aby wykorzenić tą tragiczną makabrę, która niszczy życie niewinnych osób” – oświadczył rzecznik prasowy Stolicy Apostolskiej.

Komunikat Watykanu nawiązuje do opublikowanego we wtorek raportu przysięgłych stanu Pensylwania. Mowa w nim, że w sześciu, spośród ośmiu diecezji katolickich, istniejących w tym amerykańskim stanie 301 księży katolickich dopuściło się w ciągu 70 lat nadużyć seksualnych na ponad tysiącu dzieci. Ofiarami przestępstw w większości byli chłopcy.

Francuzi pielgrzymowali do Lourdes

4 godziny 41 sekund temu
W czwartek 16 sierpnia zakończyła się Narodowa Pielgrzymka Francuzów do sanktuarium maryjnego w Lourdes. Wzięło w niej udział około 10 tys. pątników, wśród których było około 800 chorych i niepełnosprawnych z całej Francji. Przewodniczył jej arcybiskup Montpellier, Pierre-Marie Carré. Motywem przewodnim tegorocznych rozważań były słowa Maryi z Ewangelii św. Jana „Uczyńcie wszystko, cokolwiek wam powie”.

Przyrównując Lourdes do Kany Galilejskiej, o. Vincent Cabanac, dyrektor pielgrzymki, powiedział: „Co nam proponuje Niepokalana przez zawsze żywy i trwały znak, gdy zjawia się w grocie? Przyjdźcie, napijcie się ze źródła i obmyjcie! To źródło obficie zaspokaja nasz głód, nasze oczekiwania, ono oczyszcza nasze ciała i serca”.

Program pielgrzymki wypełniony był wspólnymi nabożeństwami i konferencjami, w czasie których zastanawiano się m.in. nad problemami związanymi z dialogiem islamu z chrześcijaństwem, a także nad tym, czy można przyjąć wszystkich uchodźców i emigrantów.

“Małżeństwom brak wzorców” – liderzy Focolari przed spotkaniem rodzin

W niedzielę wieczorem odbyło się czuwanie młodzieży, a nazajutrz celebrowano sakramenty pokuty i chorych. Kulminacją sześciodniowej pielgrzymki była Eucharystia w samą uroczystość Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny i popołudniowa procesja z Najświętszym Sakramentem, której towarzyszyła modlitwa w intencji Francji i całego świata. Pielgrzymkę zakończono 16 sierpnia poranną Mszą dziękczynną w Grocie Massabielskiej, a następnie wszyscy wyruszyli w drogę powrotną do swoich domów.

Organizatorem Narodowej Pielgrzymki Francuzów jest Zakon Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny, czyli księża asumpcjoniści, którzy w tych dniach zapewniali pielgrzymom opiekę duchową.

Zauważmy „mateczniki”

4 godziny 11 minut temu
„Mateczniki” – zjawisko kulturowe nowe i zarazem stare, niedostrzeżone przez wielkie instytucje i decydentów. Placówki, animowane przez prywatne osoby, z ich funduszy, o zasięgu lokalnym, niekiedy na bardzo wysokim poziomie. Warto je dostrzec i wspierać – przekonuje w wywiadzie dla KAI socjolog kultury, prof. Andrzej Tyszka, autor nowo wydanego tomu studiów – „Kultura małych ojczyzn i wielkiej Ojczyzny”.

Alina Petrowa-Wasilewicz (KAI): Jakie wnioski płyną ze spojrzenia z „lotu ptaka” na mapę kulturalną Polski?

Prof. Andrzej Tyszka: Na oficjalnej mapie kulturalnej Polski dostrzegamy przede wszystkim wielkie instytucje. Wielkie kompleksy zabytkowe, szczególnie czternaście obiektów dziedzictwa kulturowego i przyrodniczego, wpisanych na listę UNESCO. Są także wielkie muzea, filharmonie, teatry narodowe… Na te obiekty wskazuje np. Mapa turystyczna Polski z 2001 r., która zawiera bardzo dużo informacji kulturowych. Ona daje bardzo szeroki wgląd w nasze dziedzictwo, jednym rzutem oka mogę ogarnąć kraj i działające w nim instytucje. W tym wielkie, znane zabytki, często klasy światowej lub europejskiej.

KAI: Czy jest jakaś specyfika, coś, co wyróżnia Polskę?

– Tak. Dwie trzecie, 1,3 tys. zabytkowych obiektów to obiekty sakralne – katedry, bazyliki, kościoły, kaplice, cmentarze, kalwarie. Dominują jednak opisy obiektów świeckich i można to tłumaczyć zeświecczeniem społeczeństwa, choć zabytki sakralne są starsze, większej rangi, bardziej odnoszące się do sedna i fundamentu naszej kultury narodowej – do chrześcijaństwa. Istotnym czynnikiem w tej przewadze obiektów sakralnych nad świeckimi jest ciągłość własności. Zawiłe polskie dzieje nie pozwalały na utrzymywanie konkretnych obiektów przez stulecia, podczas gdy Kościół zachował ciągłość posiadania i dbał o budynki i przyległości.

KAI: Co jeszcze widzimy na mapie kultury?

– Warto spytać, czego nie widzimy, choć z punktu widzenia poznawczego to bardzo wartościowa mapa. Niemniej ma dotkliwe luki. Trzeba patrzeć na polską mapę kultury nie tylko makroskopowo, ale też mikroskopowo, przez szkło powiększające. Każdą jednostkę trzeba zauważyć, bo każda ma swoje znaczenie kulturotwórcze, swoją historię, a nawet legendę. Tylko że jedne oddziałują na skalę ogólnopolską, europejską, często światową, a inne tylko na skalę lokalną, regionalną lub tylko gminną.

Od dłuższego czasu przyglądam się uczestnictwu w kulturze i widzę, że ten oddolny punkt widzenia jest bardzo wartościowy i – bardzo zaniedbany.

KAI: Kultury lokalnej prawie nie widać?

– Nie ma właściwego spojrzenia, „góra” nie widzi lokalnych szczegółów, a one są bardzo ważne w swojej masie. Bo z ogólnopolskiego punktu widzenia wiadomo, że coś dzieje się na Podlasiu czy Podkarpaciu. Poszczególne inicjatywy w małych ośrodkach wydają się skromne, ale w swojej masie one są potężną i wartościową siłą. Gdybyśmy mieli gęstą sieć małych „mateczników” kultury, mielibyśmy bardziej kulturalne społeczeństwo, bardziej kulturotwórcze, tworzące, a nie tylko konsumujące kulturę. Nie tylko spektatorskie, czekające na imprezy, które ktoś przywiezie z „wielkiego świata”. Tymczasem w małych ośrodkach ludzie mają ambicję tworzenia kultury, a niektóre „mateczniki” mają tak wysokie osiągnięcia, że swoją jakością przewyższają „warszawkę” i „krakówek”. Nie tylko jakością, która często jest wysmakowana, wysublimowana i ambitna, ale wnosi też element nieobecny w kulturze wielkomiejskiej, tej, którą bezpośrednio zawiaduje resort kultury. Bo ma ona koloryt lokalny.

KAI: Co to jest „matecznik” kultury?

– To zjawisko, dostrzeżone dawniej przez takich badaczy jak Józef Burszta, Jerzy Damrosz, czy Seweryn Wisłocki. Dostrzegli oni to zjawisko, ściślej – nowe i stare zarazem, bo nazwane już w latach 20. XX w. przez Władysława Orkana „kulturą małych ojczyzn”. Jerzy Damrosz pisał, że „matecznik” odnosi się do źródłowości, czyli oryginalności i określa „różne źródła i źródełka tworzące kulturę w wymiarze lokalnym i regionalnym, są źródłem animacji kultury oraz dopływem nowych energii do zjawiska zwanego tożsamością” – lokalną i narodową.

KAI: Jakie są cechy „matecznika”?

– Mają „mateczniki” wspólny mianownik: autentyczne zaangażowanie liderów, znawstwo organizatorów, talent animatorów, energię i wysokie kwalifikacje gospodarzy „mateczników”, wysoką jakość i niepowtarzalną swoistość produktu kulturowego, jaki wytwarzają oraz promieniowanie tej jakości na środowisko. Ich cechą kapitalną jest wytworzony lub zastany “genius loci”, często połączenie zaszczytnych dawnych i nowych tradycji. Charakteryzuje je także łączenie wysokiego poziomu i profesjonalizmu organizatorów z pracą społecznikowską wolontariatu.

Najważniejsi są tu gospodarze „mateczników”. To ludzie z ambicjami i kwalifikacjami, ale przede wszystkim z pasją, wizją, poczuciem misji, z czymś, czego inni nie mają. Dają nie tylko swój pomysł i wysiłek organizacyjny, ale także swój majątek. Większość tych „mateczników” to prywatne domy, ich siedziby. Często są to domy mieszkalne, dworki, jakieś zabytkowe budowle, zagrody chłopskie, ale pozostające w rękach prywatnych. Ich różnorodność jest bardzo duża i w tym tkwi poważny kłopot poznawczy i koncepcyjny.

KAI: Dlaczego?

– Są trudne do zakwalifikowania, ponieważ rozbieżność między wspaniałością i ubóstwem niektórych mateczników jest tak duża, że jedni patrzą na drugich z dystansu i nie widzą wspólnego mianownika. A tym wspólnym mianownikiem jest osoba gospodarza, który na własną rękę, nie oglądając się na żadne instrukcje, rozdzielniki, dotacje, zrobił coś na swoją miarę.

KAI: I Pańskim zdaniem po 1989 r., wraz z odzyskaniem wolności, można takie inicjatywy tworzyć i wiele powstało?

– Na przykład państwo Janina i Bogdan Szczerbowscy w Śmiłowie na Kielecczyźnie, niedaleko Opatowa i Sandomierza. To odległa prowincja, dojeżdża się tam drogami trzeciej kolejności odśnieżania. Oni kupili XVIII-wieczny dwór, który miał wielu właścicieli, po wojnie został zdewastowany, była w nim szkoła, która opustoszała i w 1986 został wystawiony przez gminę na sprzedaż. I państwo Szczerbowscy od 40 lat wkładają w ten dwór cały swój majątek i tym żyją. Zrobili generalny remont, ale remont to za mało powiedziane. Wyremontowali budynek, który był w ruinie, ale zrobili to nie byle jak, a na wysoki połysk, wszystko w najwyższym standardzie. Dwór nawet w czasach swej największej świetności tak wspaniale nie wyglądał. To standard pałacowy Wilanowa czy Łańcuta. W każdym z kilku pokoi jest prezentowany inny styl mebli – biedermeir, ludwiki, empiry, całe komplety, w najwyższej jakości i elegancji. A do tego obrazy, broń, porcelana, srebra. Ogromna wartość i majątek kulturowy. Funkcjonuje to jako muzeum wnętrz. Gospodarze oprowadzają zwiedzających, trzeba tylko zatelefonować i się umówić. Wszystko utrzymują z własnych funduszów, pewnie niemałych. Organizują też koncerty, biesiady, spotkania towarzyskie. Z właścicielami sąsiednich dworów założyli Towarzystwo Upowszechniania Kultury Staropolskiej. Z wielu znanych mi obiektów Śmiłów to najwyższa półka wśród „mateczników”.

Porównywalny z nim jest dwór Biniszewicze koło Grodziska Mazowieckiego. Pani Aleksandra Biniszewska własnym sumptem zorganizowała tam Muzeum Lwowa i Kresów Południowo-Wschodnich. Dworek naładowany jest oryginalnymi eksponatami pochodzącymi ze Lwowa.

KAI: Dwory były kiedyś „matecznikami”, były kulturotwórcze. Czy nie jest to nawiązanie do tej tradycji?

– Oczywiście. Nieopodal Podkowy Leśnej, gdzie mieszkam, jest w Stawisku dwór Anny i Jarosława Iwaszkiewiczów, które kiedyś też było „matecznikiem”. Teraz przeszło pod starostwo, funkcjonuje jako muzeum, jest instytucją samorządową. Dwory były niewątpliwie takimi miejscami, ale ponieważ istnieje też drugi sektor kultury narodowej – kultura chłopska, kultura wsi, powstały także „mateczniki” ludowe. Przykład – Zagroda Guciów na Roztoczu, prywatne muzeum Kaczorów w Piórkowie, lub mini skansen u pp. Krawczyków w Adamowie w województwie świętokrzyskim.

W 2016 mieliśmy kongres założycielski federacji „mateczników” w Tumlinie na Kielecczyźnie. Z Adamowa przyjechał pan Krawczyk, który ma we własnym gospodarstwie nowy i stary dom. W nowym mieszka, w starym – z obejściem, stodółką, spichlerzem, studnią – zgromadził z całej wsi i okolicy sprzęty i własnym pomysłem zorganizował mały skansen. Wszystko jest skatalogowane, podpisane, każdy eksponat. Przyjeżdżają tam wycieczki szkolne.

Po drugiej stronie Grodziska Mazowieckiego, na obrzeżach miasta, istnieje Galeria Instrumentów Folkowych im. Antoniego Kani. To jest prywatny dom, obok duża drewniana hala, ponad 100 metrów powierzchni, a jej ściany obwieszone są ludowymi instrumentami, z których wiele na pewno nie posiada żadne muzeum państwowe – liry korbowe, skrzypce ludowe, katarynki… Galerię powołał do życia własnym kosztem Antoni Kania, a po jego śmierci córka i zięć, Anna i Paweł Stróżewscy, przejęli ją i teraz prowadzą. Tam jest także przedszkole, które uczy dzieci wydobywania dźwięków z różnych instrumentów. Są też zabawki muzyczne dla dzieci.

KAI: Ile jest takich obiektów na Pańskiej liście?

– Różnorodność tych inicjatyw jest ogromna, a ja doszedłem do wspólnego mianownika dzięki obserwacji uczestniczącej, jak mówią socjolodzy. To, co widzę na własne oczy, notuję i kwalifikuję jako „matecznik”. Jeżdżąc po Polsce dostrzegam obecność coraz większej liczby takich „mateczników”. Nie jest to metoda ściśle naukowa.

W moim rejestrze jest ich koło setki. Większość widziałem lub ktoś wiarygodny mi o nich opowiedział. Na przykład – Boroniówka, stara osada młynarska i tartak wodny w Ojcowskim Parku Narodowym. Para architektów wykupiła stary młyn, uruchomiła dawne urządzenia. Organizowane są tu warsztaty i plenery. Można przyjeżdżać i zobaczyć, jak się mełło mąkę. Pieką chleb. Za kilka złotych od dziecka i dwanaście od dorosłego można zwiedzić coś, co działało się 150 lat temu.

„Mateczniki” tego rodzaju to zjawisko, które zaistniało, ale nie zostało zauważone. A także docenione. Poza zasięgiem radarów, w ogóle nie wchodzi pod kompetencje resortu kultury, nie ma promocji.

KAI: Gdyż w czasach komunizmu zapomniano o nich, niszczono przecież wszelkie „mateczniki”. Czy ich roli nie przejęły wtedy parafie, np. kościół na Żytniej, gdzie Andrzej Wajda wystawił „Wieczernik” Ernesta Brylla?

– Ta rola była szczególnie widoczna w stanie wojennym, bo nie było wówczas innych instytucji, które mogłyby tę funkcje podjąć. A Kościół miał status prawny i świątynie, w których można było się gromadzić. Kościół pełnił swą misję sakralną, a funkcją dodatkową było skupianie ludzi, np. organizowanie Dni Kultury Chrześcijańskiej. Teatrzyki domowe, koncerty, recitale, konferencje, dyskusje polityczne o nastawieniu opozycyjnym, były organizowane przy parafiach. I głodówki były. W Podkowie np. była słynna na cały kraj głodówka w obronie drukarzy drugiego obiegu. Ks. Leon Kantorski twierdził, że od tej słynnej głodówki, na wiosnę 1980 r., wszystko się zaczęło. Potem były Lublin i Gdańsk. I cała Polska poszła w ślad za Podkową.

KAI: Jak wobec „mateczników” powinni zachowywać się decydenci z ministerstwa kultury? Dofinansowywać? Wspomagać?

– Co do aspektu finansowego, to sprawa jest dyskusyjna. Działa od niedawna Instytut Wolności, który powinien wspierać działalność mniejszych stowarzyszeń, fundacji, uniwersytetów ludowych, zapewne też „mateczników” na prowincji, małymi grantami, na przykład sumą do 10 tys. zł. To nie są duże pieniądze. Mogłyby takie fundusze pomóc niejednej inicjatywie. Ale pytanie, czy „mateczniki” potrzebują i czy życzą sobie takiej pomocy? One powstały przecież bez dotacji, z własnego wysiłku finansowego i utrzymują się z własnych, choć niewielkich prywatnych funduszy.

Przytoczę zdanie, które znalazłem na łamach prawicowej prasy redaktora Dominika Zdorta: „Organizacje pozarządowe, które biorą pieniądze od rządu, stają się rządowe, a społeczeństwo obywatelskie staje się społeczeństwem państwowym”. Dotacje są obosieczne, bo kto daje pieniądze i staje się mecenasem, stawia też swoje wymagania. Bardzo ważną cechą „mateczników” jest to, że one są programowo niezależne i autonomiczne.

KAI: Może chociaż władze oświatowe mogłyby regularnie z nimi współpracować?

– Tak, gdyby ktoś zaproponował “modus vivendi” między nimi a państwową kasą, (która w istocie jest naszą własnością, a państwo tylko ją redystrybuuje). Tu są znaki zapytania – czy dałoby się połączyć dotacje z niezależnością?

KAI: Jakie były konkluzje kongresu założycielskiego „mateczników”?

– Bardzo wielu uczestników przyjechało, ale i bardzo wielu nie przyjechało, ponieważ „mateczniki” są samodzielne i nie wszystkie czują potrzebę federacji. Wiedzą, że dadzą sobie radę same, jeżeli nikt nie będzie im przeszkadzał. Może niektórzy boją się sfederowania, czy sieciowania, że staną się zależni, ktoś zacznie im mówić, co mają robić lub nie.

KAI: Może dobrze, żeby władze edukacyjne regionu wpisały kontakty z „matecznikami” do kalendarza planowych wydarzeń?

– To jest sprawa rozwojowa. Niektórzy twórcy ”mateczników” adresują swoją działalność do osób starszych. Co do młodszych – można organizować lekcje muzealne, poglądowe. Wtedy potrzebne byłoby np. tysiąc złotych dla referenta czy prezentera, żeby można było mu zapłacić, wtedy sprawa ruszyłaby naprzód. Lub dofinansować autokar dla uczniów. Bez naruszania autonomii. Będziemy o tym dyskutować podczas konferencji 28 września br., rozesłaliśmy około dwustu zaproszeń, spotkanie ma odbyć się w Centralnej Bibliotece Rolniczej w Warszawie.

Samo zjawisko nie zaniknie. Chyba, że ktoś zechce je zaorać, pewne kręgi polityczne z pewnością zrobiłyby to z wielką chęcią. Ale prywatną własność zaorać trudniej. Dlatego dotacji lepiej się wystrzegać, przyjmować co najwyżej wsparcie. Bo ci, którzy prowadzą „mateczniki”, i tak będą to robić dalej. Tylko niektórzy twórcy martwią się, co będzie z ich dziełem, gdy odejdą, czy znajdą następców? Ale wiele „mateczników” prowadzą młodzi ludzie, oni tam są i długo będą trwać.

***

Prof. Andrzej Tyszka – absolwent Akademii Wychowania Fizycznego, Wydziału Filozofii i Socjologii Uniwersytetu Warszawskiego. Autor licznych badań i publikacji, ostatnio wydał w Oficynie Volumen książkę pt. „Aksjologia społeczna między PRL o IV RP”. Mieszka na stałe w Podkowie Leśnej.

Wspominamy św. Jacka Odrowąża

11 godzin 12 minut temu
17 sierpnia przypada liturgiczne wspomnienie św. Jacka Odrowąża, założyciela pierwszych na ziemiach Polskich dominikańskich klasztorów w Gdańsku, Chełmie, Elblągu i Toruniu. Święty jest jednym z patronów Polski oraz patronem polskiej prowincji Zakonu Kaznodziejskiego.

Św. Jacek Odrowąż urodził się w 1183 r. na Śląsku Opolskim, prawdopodobnie w Kamieniu Śląskim. Pochodził z możnego rodu Odrowążów. Nauki początkowe przyszły święty zdobył zapewne w krakowskiej szkole katedralnej, o której poziom dbał wówczas mistrz Wincenty.

Po studiach na uniwersytetach w Paryżu i Bolonii w 1221 r. wraz z bł. Czesławem przyjął habit dominikański z rąk św. Dominika w rzymskim klasztorze św. Sabiny. Wkrótce potem założyciel Zakonu Kaznodziejskiego, jak brzmi pełna nazwa dominikanów, wysłał go do Polski.

Jak podaje Jan Długosz, do Krakowa dotarli na Wszystkich Świętych 1221 r. Po kilku miesiącach biskup Iwo Odrowąż przekazał zakonnikom kościół Świętej Trójcy, który stał się kolebką polskich dominikanów. Klasztor bardzo szybko się rozwijał, a wielu młodych mężczyzn przyjmowało biały habit.

W 1228 r. wyruszył na Ruś, gdzie założył klasztory w Kijowie i Haliczu. Legendy mówią, że działalność misyjna Jacka na Rusi była zauważalna, a jego kult na tamtych terenach dotrwał do dziś. Najprawdopodobniej w 1232 r. Jacek wyruszył z misją do Prus. Według tradycji, z jego inicjatywy powstały klasztory w Gdańsku, Chełmnie, Elblągu, Toruniu, a także w Rydze, Dorpacie i Królewcu.

Przez pewien czas przebywał zapewne w Płocku, a w 1238 r. odwiedził Gniezno. Przez ostatnie lata swojego życia mieszkał w klasztorze krakowskim. Jak podaje najstarsza biografia św. Jacka, umarł w uroczystość Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny, 15 sierpnia 1257 r. Jego ciało zostało złożone w dominikańskim kościele Świętej Trójcy w Krakowie.

Jacek Odrowąż był siódmym dominikaninem i piątym Polakiem wyniesionym na ołtarze. W 1594 r. kanonizował go papież Klemens VIII. Jego wizerunek, jako jedynego Polaka, został uwieczniony wśród rzeźb przedstawiających 140 świętych, stojących na kolumnadzie wokół placu św. Piotra w Rzymie.

“Małżeństwom brak wzorców” – liderzy Focolari przed spotkaniem rodzin

W 1686 roku papież Innocenty XI ustanowił świętego głównym patronem Królestwa Polskiego i Wielkiego Księstwa Litewskiego. Święty Jacek jest patronem archidiecezji katowickiej i diecezji opolskiej, a także Krakowa, Kijowa i Wrocławia. Jest również patronem polskiej prowincji Zakonu Kaznodziejskiego.

Opiece świętego kaznodziei poświęconych jest w Polsce wiele świątyń, a także dwa dominikańskie konwenty – w Warszawie i Rzeszowie. Jednak jego kult jest popularny nie tylko nad Wisłą. We Włoszech Jacek Odrowąż był w XVII wieku jednym z najczęściej malowanych świętych.

W ikonografii święty Jacek jest przedstawiany w habicie i czarnym płaszczu z kapturem. Jego atrybutami są monstrancja – symbol szczególnego kultu do Eucharystii, posąg Najświętszej Maryi Panny – znak kultu maryjnego oraz księga, która nawiązuje do kaznodziejstwa. W nawiązaniu do legend święty bywa przedstawiany jako ten, który chodzi po wodzie, albo gdy ratuje chłopca przed utonięciem.

Jacek Odrowąż przyczynił się do rozwoju kultu maryjnego. Obecnie w Polsce są dwie figury nazywane “Matką Bożą Jackową”. Jedna z nich znajduje się w Krakowie, druga w Przemyślu. Oba wizerunki zasłynęły licznymi cudami.

Z osobą św. Jacka związany jest też istniejący do dziś zwyczaj święcenia kłosów. Według opowiadań, po powrocie z Prus do Krakowa ujrzał on w okolicznych wsiach spustoszenia jakiego dokonał grad. Poruszony łzami rolników modlił się przez całą noc. O wchodzie słońca wieśniacy znaleźli swoje zboże stojące prosto i pełne ziarna.

Miejscem stałego kultu św. Jacka, oprócz Krakowa, jest Kamień Śląski, w którym Święty się urodził. Dla mieszkańców okolicznych terenów ten święty jest bardzo bliski. Mówią o nim jako o “naszym Jacołszku”, a sierpniowy odpust przyciąga do Kamienia tysiące wiernych. Jeszcze na długo przed kanonizacją Jacka, w kościele parafialnym miejscowa ludność modliła się za jego wstawiennictwem.

“Małżeństwom brak wzorców” – liderzy Focolari przed spotkaniem rodzin

czw., 08/16/2018 - 22:40
Włoskie małżeństwo Anna i Alberto Friso, odpowiedzialne w ruchu Focolari za Dzieło Nowych Rodzin, brało udział we wszystkich dotychczasowych Światowych Spotkaniach Rodzin. W tym roku wybierają się także na IX takie wydarzenie do Dublina, aby dać tam świadectwo swojego życia małżeńskiego i rodzinnego. W rozmowie z Radiem Watykańskim zauważyli, że dziś powszechnie brakuje wzorców zgody i jedności małżonków.

Oboje zwrócili uwagę na największe zmiany, jakie zaszły w życiu rodzinnym w ostatnich 25 latach. Zaznaczyli, że dziś z powodu indywidualizmu i relatywizmu naszych czasów młodzi ludzie mają wielki problem z uwierzeniem w to, że wyłączna miłość do współmałżonka może być na zawsze. Brak jest wzorców ukazujących harmonię i jedność małżonków, wyzwaniem staje się więc takie ukazanie miłości, która jest wyjątkową częścią życia i tworzy źródło szczęścia.

Na Jasną Górę dotarło 66 tys. pielgrzymów pieszych

Państwo Friso podzielili się także swoimi spostrzeżeniami, które – jak uważają – warto przekazywać młodym parom pragnącym zawrzeć związek małżeński. „Pamiętajcie, że miłość, którą poczuliście od pierwszej chwili zakochania, jest uczuciem, mającym niezwykły wymiar, jest wieczna!” – powiedział Alberto Friso. Podkreślił, że jest to “iskierka o najgłębszej wartości, która położy fundament pod całe wasze życie, także wtedy, gdy przyjdą burze, bo to jest miłość Boga. A zatem oznacza to, że nie pobieracie się we dwoje, ale w troje, ponieważ Jezus będzie z Wami!”.

„Wyzwaniem jest to, aby nie ulec wpływom panującej kultury, głoszącej prymat uczuć lub indywidualnych praw przed drugą osobą i nad wartością małżeństwa” – zauważyła z kolei Anna Friso. Dodała, że “należy dostrzec to, iż wewnątrz, w obrazie małżeństwa jest zawarte to szczególne znamię szczęścia, które można realizować właśnie dlatego, że stanowi część ludzkiego przeznaczenia, nie wiem, jak to powiedzieć, może ludzkiego DNA”.

Bp Balcerek: Domowy Kościół jest darem dla naszej Ojczyzny

czw., 08/16/2018 - 18:49
Domowy Kościół jest darem Ducha Świętego dla naszej Ojczyzny i także dla wielu poza nią – mówi bp Grzegorz Balcerek. Poznański biskup pomocniczy uczestniczył w Dniu Wspólnoty Domowego Kościoła Ruchu Światło-Życie.

W sanktuarium św. Urszuli Ledóchowskiej w Pniewach k.Poznania zgromadziły się rodziny archidiecezji poznańskiej, a także goście z Warszawy, Rzeszowa i Gdańska. Przyjechały również rodziny, które pragną stworzyć wspólnotę Domowego Kościoła w Irlandii.

Bp Balcerek dziękował uczestnikom spotkania za to, że we wspólnotach Ruchu Światło-Życie „krok po kroku uczą się i pomagają odkrywać to fundamentalne powołanie męża i żony, ojca i matki, syna i córki do tworzenia wyjątkowych więzi, które opisujemy jako Domowy Kościół”.

„Jak dobrze, że modlicie się o dary Ducha Świętego. Niech Wasze małżeństwa, wasze rodziny i wasze parafie dzięki tej modlitwie i apostolskiemu zaangażowaniu będą żywym Kościołem” – mówił bp Balcerek.

Biskup pomocniczy archidiecezji poznańskiej z troską zauważył, że w świecie nazywanym ponowoczesnym odrzuca się prawdę i wartości, a hołduje się „chwilowym nastrojom i ulotnym oraz szybko zmieniającym się poglądom na świat”.

„W takim świecie nie ma już dobra i zła, grzechu i łaski Bożej, jest tylko różnorodność i inność, która sama w sobie ma być wartością symbolizowaną przez tęczową flagę. O ile jednak piękno tęczy jest niezaprzeczalne, bo jest Bożym stworzeniem, o tyle odniesienie tego symbolu dla akceptacji i promowania rożnych ludzkich postaw i idei, bez rozróżniania dobra i zła, jest niebezpieczne” – podkreślił bp Balcerek.

Poznański biskup pomocniczy zachęcał uczestników spotkania, by tworzyli wspólnotę Ducha i byli świadkami Bożej prawdy we współczesnym świecie. „Pierwszym i szczególnym miejscem, gdzie człowiek doświadcza obecności Boga i gdzie przekazywana jest wiara ‒ jest rodzina” – zauważył bp Balcerek.

Uczestnicy Dnia Wspólnoty dziękowali Bogu za rodziny i za dar rodzicielstwa. „Kochający rodzice są wielkim darem dla swoich dzieci. To dzięki ich miłości i trosce młody człowiek poznaje świat i swoje w nim miejsce” – mówił bp Balcerek.

Domowy Kościół to gałąź rodzinna Ruchu Światło-Życie, założonego przez ks. Franciszka Blachnickiego, kandydata na ołtarze. Ruch pomaga małżonkom czerpać z łaski i mocy sakramentu małżeństwa, uczy nim żyć i celebrować go przez całe życie.

Mikstat: bp Łukasz Buzun poświęcił zwierzęta w uroczystość św. Rocha

czw., 08/16/2018 - 16:57
16 sierpnia biskup pomocniczy diecezji kaliskiej Łukasz Buzun z okazji uroczystości ku czci św. Rocha poświęcił w Mikstacie zwierzęta. Obrzęd święcenia odbył się po porannej Mszy św. wotywnej i zgromadził nie tylko mieszkańców parafii, ale także gości z różnych stron Polski, a nawet zagranicy. Centralnym punktem uroczystości odpustowych była suma pod przewodnictwem biskupa, który nazwał św. Rocha człowiekiem miłosierdzia i zachęcał do jego naśladowania.

Początkowo na błogosławieństwo przyprowadzano wyłącznie inwentarz – zwierzęta, które pomagały ludziom w pracy bądź stanowiły dla nich źródło utrzymania. W latach 80-tych na święceniu zaczęły pojawiać się dzieci ze swoimi zwierzątkami hodowanymi w domu.

Niezmiennie od setek lat obchody odpustowe w Mikstacie rozpoczynają się w Uroczystość Wniebowzięcia NMP. Po wieczornej Mszy św. z kościoła parafialnego Świętej Trójcy wyrusza procesja z Najświętszym Sakramentem i relikwiami świętego do kościoła św. Rocha, gdzie trwa całonocna adoracja. O północy odprawiana jest pasterka maryjna – koncelebrowana przez kapłanów pochodzących z parafii.

Tradycją jest, że do uroczystości odpustowych ku czci św. Rocha wierni przygotowują się poprzez udział we Mszy św. połączonej z nowenną. W tym roku konferencje, podczas których omawiano błogosławieństwa głosili kapłani z dekanatu mikstackiego. – Niedziela poprzedzająca uroczystości poświęcona była chorym, czyli tym, nad którymi pochylał się św. Roch. W tym roku miała ona szczególny wymiar, ponieważ modlitwie przewodniczył kapelan kaliskiego szpitala ks. kan. Arkadiusz Hajdasz, który przywiózł relikwie Hanny Chrzanowskiej ogłoszonej niedawno błogosławioną. W swoim słowie duchowny pokazał jak wiele cech wspólnych mieli św. Roch i bł. Hanna Chrzanowska – mówi w rozmowie z KAI ks. kan. Krzysztof Ordziniak.

Przed siedmiu lat kustosz mikstackiego sanktuarium wpadł na pomysł, aby przez kilka dni w godzinach przedpołudniowych zorganizować spotkania dla dzieci, które zostały nazwane „Szkołą Świętego Rocha”. – Jest to szkoła niezwykła, łącząca modlitwę z nauką, pracą i zabawą. Jest w niej czas na codzienną wspólną nowennę, śpiew, spotkania z ciekawymi ludźmi, wyjazdy, ale co równie ważne i cenne na pochylenie się nad życiem naszego patrona. To element niezwykle ważny w czasach współczesnych, gdy poszukujemy wzorów osobowych dla młodych ludzi. Szkoła ta uczy szacunku dla ludzkiej pracy, wrażliwości i otwartości na potrzeby ludzi chorych i starszych, szacunku dla pracy, chleba oraz właściwego stosunku do zwierząt – tłumaczy duchowny.

Centralnym punktem uroczystości odpustowych była uroczysta suma sprawowana o godz. 11:00, której przewodniczył dzisiaj bp Łukasz Buzun.

W homilii celebrans przybliżył sylwetkę św. Rocha nazywając go człowiekiem miłosierdzia.

Wskazał, że św. Roch jest opiekunem aptekarzy, lekarzy, szpitali, więźniów, a także zwierząt domowych. – Swoją opieką ogarnia ludzi, którzy są powołani do tego, aby być świadkami miłosierdzia, czyli mieć dobre serce. Wiemy, że na przestrzeni dziejów gospodarze przyprowadzali do św. Rocha zwierzęta domowe, które były żywicielami rodziny – powiedział kaznodzieja.

Ubolewał, że we współczesnych czasach miłosierdzie jest traktowane jako słabość. – Dzisiaj imponują osoby, które potrafią się przebić. Miłosierdzie i współczucie w dużej mierze wyszły z mody. Dzisiaj preferuje się ludzi, którzy nie mają sumienia, nie są wrażliwi, nie są miłosierni. Człowiek staje się igraszką w rękach żądzy pieniądza, która człowieka zniewala i czyni z tego sztandarowe zachowanie – wskazywał hierarcha.

Zachęcał wiernych do refleksji nad własnym życiem i podkreślał, że Bóg inspiruje człowieka do przemiany i nawrócenia. – Miłosierdzie nie może być obok nas. Ono ma stać się naszym doświadczeniem. Otwieramy się na nie na drodze wiary i jednocześnie jesteśmy powołani do tego, żeby być jego świadkami i misjonarzami. Owocem Bożego miłosierdzia jest zobaczyć drugiego człowieka w prawdzie – stwierdził biskup pomocniczy diecezji kaliskiej.

Tegorocznym obchodom towarzyszyła XIV Sesja Popularno-Naukowa z cyklu „Siła kultu, tradycji, wiary”. Jak co roku do Mikstatu przybyła pielgrzymka lekarzy i służb weterynaryjnych.

Od 2007 r. św. Roch jest patronem miasta Mikstat, a w 2011 r. ówczesny biskup kaliski Stanisław Napierała kościół św. Rocha pochodzący z 1773 r. ustanowił Diecezjalnym Sanktuarium św. Rocha. W 2015 r. odpust ku czci św. Rocha z obrzędem błogosławienia zwierząt został wpisany na Krajową Listę Niematerialnego Dziedzictwa Kulturowego.

Mieszkańcy ziemi mikstackiej szczególną czcią otaczają św. Rocha. Na początku XVIII w. mieszkańcy Mikstatu uznali, że św. Roch, patron chorych i rolników, ocalił ich przed panującą wówczas zarazą. W dowód wdzięczności zbudowali przy miejscowym cmentarzu kościółek i ustanowili odpust połączony ze święceniem zwierząt gospodarskich, a z czasem również domowych.

Obecny kościół drewniany znajdujący się na cmentarzu został wybudowany w 1773 r. jako wotum dziękczynne za uratowanie mieszkańców od panującej wówczas zarazy. W ołtarzu głównym znajduje się obraz św. Rocha namalowany w 1707 r. przez Borantesa. Święty przedstawiony jest jako pielgrzym, w brązowej szacie, w ogromnym kapeluszu na głowie, z lewą nogą poranioną strzałą.

Od 2006 r. proboszczem parafii Świętej Trójcy w Mikstacie jest ks. kan. Krzysztof Ordziniak, który rozsławia kult św. Rocha.

Galeria zdjęć (19 zdjęć)

„Różaniec na wodzie” w Diecezjalnym Sanktuarium Maryjnym w Studzienicznej

czw., 08/16/2018 - 14:44
Coroczny „Różaniec na wodzie” odbył się w środę 15 sierpnia w Sanktuarium Maryjnym w Studzienicznej, w diecezji ełckiej. Proboszczem tej parafii jest ks. kan. Arkadiusz Pietuszewski. Wydarzenie zgromadziło ok. trzech tys. pielgrzymów z terenu całej diecezji ełckiej i nie tylko.

Uroczystość rozpoczęła się Mszą św. w kaplicy na wyspie, którą celebrował i homilię wygłosił bp Jerzy Mazur. W czasie trwania Mszy św. zostały poświęcone wianki i wiązanki sporządzone z tegorocznych zbóż i kwiatów. „Dzisiaj wraz z całym Kościołem przeżywamy największe i najstarsze święto Maryi, bo sięga V wieku. W tradycji polskiej, w języku naszych Ojców, jest to Święto Matki Boskiej Zielnej. Przynosimy do świątyń ziele, kłosy zbóż, owoce – to, co ziemia urodziła w tym roku, żeby pokazać Bogu i podziękować Mu za nowe zboże, z którego będzie chleb” – mówił bp Mazur.

Biskup ełcki wskazał, że droga do nieba to na wzór Maryi droga pełnienia woli Ojca w codziennym życiu, to droga służby drugiemu człowiekowi. „Życie człowieka jest służeniem, jest służbą drugiemu człowiekowi, jest służbą dobru wspólnemu, jest służbą Ojczyźnie, jest służbą Bogu i ludziom. Kiedy małżonkowie przestają sobie służyć, wówczas umiera miłość i rozpadają się domy. Kiedy rodzice przestają służyć dzieciom, wówczas rodzą się samotnicy, egoiści i sieroty. Kiedy obywatele nie służą Ojczyźnie, wówczas ją zdradzają. Kiedy politycy przestają służyć obywatelom, wówczas zaczyna się bieganina za władzą, pieniądzem, wtedy rodzi się niesprawiedliwość, krzywda, nierówność. Kiedy człowiek nie służy Bogu i Kościołowi, wówczas staje się niewolnikiem samego siebie lub innych spraw” – tłumaczył biskup.

Dzisiejszy dzień, to także kolejna, 98. rocznica „Cudu nad Wisłą”, wielkiego wydarzenia, któremu przypisywane jest szczególne wstawiennictwo Matki Bożej. „O wielkim „Cudzie nad Wisłą” przez całe lata trwała zmowa milczenia. Dlatego dzisiaj jest to nasz obowiązek, by podtrzymywać pamięć tego wielkiego wydarzenia w dziejach naszego narodu i całej Europy. Było to wielkie zwycięstwo, które poprzedziła żarliwa modlitwa całego narodu i akt oddania Najświętszemu Sercu Jezusa wraz z oddaniem przez Episkopat Polski Ojczyzny pod opiekę Maryi Królowej Polski. Dziękujmy za dar wolności naszej Ojczyzny i módlmy się o opiekę Maryi nad nią” – przypomniał kaznodzieja.

Mszę św. poprzedził występ Katarzyny Chudzik i Zespołu Uwielbienia Effatha z Sejn.

Po Eucharystii odbyło się wyjątkowe nabożeństwo różańcowe na jeziorze Studzieniczne. Na oświetlonych lampionami, pochodniami, świecami i zniczami jednostkach pływających, wierni odmawiali różaniec. Nabożeństwo zakończył Apel Jasnogórski, wspólna agapa i występy zespołów muzycznych.

„Jestem zachwycona klimatem uwielbienia Pana Boga i Matki Najświętszej w tym miejscu. Tu chce się być, wzrastać i trwać w ramionach Ojca” – mówi p. Maria z Piątnicy.

„Różaniec na wodzie” staje się wspólną tradycją na malowniczym jeziorze Studzienicznym położonym wśród borów Puszczy Augustowskiej, gdzie jest niepowtarzalny klimat tego urokliwego zakątka. Od lat przybywa tu corocznie kilka tysięcy osób. Wiele z nich na swoich łódkach, kajakach, tratwach, żaglówkach, statkach i katamaranach uczestniczą we wspólnej modlitwie różańcowej. Ci, którzy nie posiadali jednostek pływających modlili się na brzegu.

Organizatorem wydarzenia była miejscowa parafia pw. MB Szkaplerznej.

Bp Piotrowski prosi o pomoc w organizacji obozu dla syryjskich dzieci

czw., 08/16/2018 - 14:36
W odpowiedzi na prośbę maronickiego biskupa Lattaki i Tartous w Syrii, bp Jan Piotrowski zachęca diecezjan do pomocy w organizacji obozu misyjnego dla pięciuset dzieci zamieszkałych tereny ogarnięte wojną w Syrii. Diecezja Lattaki zamierza zabrać dzieci z rejonu walk do spokojnych zakątków kraju, aby pod opieką duszpasterzy i psychologów mogły odpocząć od ciągłego lęku o przetrwanie kolejnego dnia.

W komunikacie, który będzie odczytywany w najbliższą niedzielę, biskup kielecki przypomina, że wymarzone wakacje nie są udziałem wszystkich dzieci.

„Wakacje przypominają wszystkim o potrzebie oderwania się od codziennych zajęć, aby chociaż na krótki czas zadbać o odpoczynek i zebranie sił do dalszej pracy. Szczególnie z radości wakacyjnego czasu korzystają dzieci. Trzeba jednak pamiętać, że jest na świecie wiele dzieci, które nie tylko nie mają szczęśliwej rodziny i wymarzonych zabawek, ale nawet nie mają dość jedzenia i spokojnego dachu nad głową” – pisze biskup.

Z danych przekazanych przez maronickiego biskupa Lattaki i Tartous w Syrii wynika, że jeden dzień pobytu syryjskiego dziecka na takim turnusie będzie kosztował około 5 Euro, co dla 500 dzieci z tego rejonu czyni wydatek 17500 Euro za 7- dniowe turnusy. Organizacja tego rodzaju turnusu przekracza możliwości zrujnowanej wojną diecezji, gdzie „brakuje na chleb, światło i inne podstawowe środki do życia”.

„Dlatego zwracam się do mieszkańców Kielc i najbliższej okolicy, abyście zechcieli wspomóc to dzieło na miarę swoich możliwości. Wysiłek ten łączymy z innymi działaniami miasta Kielce zapoczątkowanymi naszym wspólnym Apelem podpisanym z Prezydentem Kielc pod koniec maja br. Razem z Papieskim Stowarzyszeniem Pomoc Kościołowi w Potrzebie pragniemy pospieszyć z pomocą udręczonym braciom żyjącym w Syrii, która tak dramatycznie została doświadczona w ostatnich latach” – apeluje bp Jan Piotrowski.

Celem trwającej w Kielcach kampanii jest zbiórka funduszy głównie na pomoc edukacyjną dla syryjskich dzieci i młodzieży. W Syrii, w ciągu ponad 7 lat wojny zginęło niemal 400 tys. ludzi, w tym ponad 20 tys. dzieci.

Wyruszyła 26. Pielgrzymka z Białegostoku do Wilna

czw., 08/16/2018 - 13:44
Blisko 400 osób wyruszyło z Białegostoku w 26. Ekumenicznej Pieszej Pielgrzymce Wilna. Zainaugurowała ją uroczysta Msza św., której przewodniczył metropolita białostocki abp Tadeusz Wojda. Hasłem tegorocznej pielgrzymki są słowa „Mocni w Duchu”. Wraz z pielgrzymami na pątniczy szlak wyruszył bp Henryk Ciereszko.

W homilii metropolita białostocki podkreślał, że pielgrzymka jest to czas rekolekcji, skupienia, wyciszenia; sprzyjający czas na spotkanie się z Bogiem, pogłębienia wiary, ale także odkrywania na nowo piękna i radości życia.

Abp Wojda zwrócił również uwagę na znaczenie świadectwa dawanego przez pielgrzymów w czasie wędrówki.

Polecał modlitwie pątników, oprócz ich intencji osobistych, także sprawy archidiecezji, powołań kapłańskich i misyjnych, a także osób chorych, cierpiących i samotnych. Prosił również o modlitwę w swojej intencji i zapewniał o swojej modlitwie w intencji pielgrzymów.

Ks. dr Łukasz Żuk, kierownik pielgrzymki podkreśla, że białostocka pielgrzymka do Ostrej Bramy nabrała charakteru nie tylko ogólnopolskiego, ale i międzynarodowego. Wielu pielgrzymów w tym roku przybyło m.in. z Austrii, Anglii, Francji, Białorusi, Ukrainy i Rosji. „Jest to bardzo dynamiczna grupa. Z roku na rok mówi się o spadku liczby pielgrzymów. U nas jest wręcz odwrotnie, co dla organizatorów stanowi niemałe wyzwanie” – stwierdza.

„Pomimo że pielgrzymka wyrusza z Białegostoku nie możemy mówić, że jest to tylko białostocka pielgrzymka, gdyż z roku na rok przybywa pątników z różnych stron Polski. Nosi ona nazwę ekumenicznej, dlatego, że przemierza trzy kraje, ale także, że na trasie goszczą nas ludzie różnych wyznań, katolicy i prawosławni, dzieląc się z nami dosłownie wszystkim co mają” – mówi ks. kierownik.

„Jako pielgrzymi staramy się im odwdzięczyć i ze swej strony wspomóc spotykanych za wschodnią granicą ludzi. Jadąc na Białoruś, robiąc objazd trasy robimy rozeznanie, co tam jest potrzebne w parafiach, w szkołach. W tym roku np. spółka INCO z Warszawy, która współpracuje z Civitas Cristiana przekazała 1,5 tys. ton środków czystości dla szkół na Białorusi – w Nowym Dworze, w Raduniu i w Butrymańcach. Dla parafii przekazujemy wsparcie głównie w postaci paramentów liturgicznych, takich jak ornaty, kapy, chorągwie, jedna z parafii dostanie baldachim” – dodaje.

Pan Ryszard z okolic Łącka w Małopolsce pielgrzymuje już od kilku lat: przeszedł całą Polskę, a teraz zaczyna pielgrzymować zagranicę. Jego pierwszą pielgrzymką jest właśnie Wilno. Wędruje rozpowszechniając Nowennę pompejańską, dzięki której „wymodlił” – jak mówi – uzdrowienie córki, która cierpiała na ostrą celiakię: „W grudniu 2012 r. poszedłem do kościoła, uklęknąłem przed obrazem Matki Bożej o obiecałem odmówić 9 nowenn pompejańskich o uzdrowienie córki. Po czwartej moja córka została uzdrowiona. Przeszła szereg badań, a ich wyniki były takie, jakby nigdy nie chorowała. Dlatego ja w dowód wdzięczności Matce Bożej wędruję po świecie i rozpowszechniam tę nowennę, dając świadectwo Bożego działania w moim życiu, w życiu mojej rodziny” – opowiada.

Ks. Witold jest proboszczem w jednej z poznańskich parafii. W ubiegłych latach pielgrzymował do Wilna z Suwałk. W tym roku po raz pierwszy wyrusza z Białegostoku. „Niosę do Matki Bożej wszystkie sprawy mojej parafii… Myślę, że ten trud i modlitwa wyproszą wiele Bożego błogosławieństwa” – stwierdza.

Agnieszka pielgrzymuje od kilku lat, aby umocnić swoją wiarę. „Idę, aby zobaczyć ten najpiękniejszy dla mnie wizerunek Matki – Ostrobramskiej. Jej zanieś te wszystkie intencje, i te «globalne» – za naszą Ojczyznę, w stulecie odzyskania niepodległości, i za nasz lokalny białostocki Kościół, ale też moje osobiste prośby – o zdrowie rodziców, o opiekę Bożą nad rodzeństwem, o potrzebne dla mnie samej łaski” – mówi.

Dzieląc się doświadczeniem pielgrzymowania w latach ubiegłych zauważa, że spotykani po drodze ludzie dzielą się z pielgrzymami wszystkim, co mają. „Idąc przez Polskę jesteśmy przyzwyczajeni, że ludzie dobrze nas przyjmą, że będzie dobry obiad, np. w Supraślu czy w Podsokołdzie, że w Stójce dadzą nam borówkę amerykańską… A na Białorusi? Tam ludzie są jeszcze bardziej gościnni. Zawsze wzruszały mnie bochny chleba przynoszone nam na starych, haftowanych obrusach i stoły przyozdobione kwiatami… To naprawdę piękne. Kiedyś po drodze nawiedzaliśmy cerkwie, teraz już tego zwyczaju nie ma, ale spotykamy na trasie wielu prawosławnych, również wiele osób niewierzących. Spotykając się z nimi pokazujemy, że jesteśmy otwarci na drugiego człowieka, który trochę inaczej wierzy w Boga niż my” – podkreśla.

Odnosząc się do hasła tegorocznej pielgrzymki „Mocni w Duchu” ksiądz. Żuk wyjaśnia, że pielgrzymi w drodze zastanawiać się będą przede wszystkim nad rolą Ducha Świętego w Kościele, w rodzinach i w życiu każdego chrześcijanina – wszystkie rozważania, konferencje, świadectwa są poświęcone tej tematyce.

Pątnikom towarzyszy w drodze 13 kapłanów, 6 kleryków i 10 sióstr zakonnych. Najstarszy pielgrzym ma 88 lat, a najmłodszy 6. Dwa etapy pielgrzymki prowadzą przez Polskę, cztery dni pielgrzymi idą przez Białoruś i trzy przez Litwę. Najkrótszy etap pielgrzymki wynosi 21 km i obejmuje trasę z Kuźnicy Białostockiej do Grodna, najdłuższy odcinek – 44 km – pokonają pielgrzymi na Białorusi, z Nowego Dworu do Radunia. Po przekroczeniu granicy, do pielgrzymów dołączy blisko 100-osobowa grupa z Grodna.

Po 9 dniach wędrówki i pokonaniu blisko 300 kilometrów 24 sierpnia po południu pielgrzymi dotrą do Ostrej Bramy, gdzie uroczystą Mszę św. dla pielgrzymów odprawi bp Henryk Ciereszko. Oficjalnie pielgrzymka zakończy się 25 sierpnia Mszą św. w katedrze wileńskiej. Do pątników dołączą w tym dniu pielgrzymi archidiecezji białostockiej, którzy do Wilna dotrą autokarami lub własnymi środkami transportu.

800-lecie przybycia bł. Wincentego Kadłubka do Jędrzejowa

czw., 08/16/2018 - 13:04
Abp Marek Jędraszewski w asyście biskupów kieleckich i zaproszonych hierarchów z innych diecezji oraz opatów i kapłanów będzie przewodniczył uroczystej Sumie w niedzielę 26 sierpnia, wieńczącej ważny dla cystersów jubileusz – 800 lat przybycia do miasta bł. Wincentego Kadłubka. Ówczesny mąż stanu i wybitny hierarcha Kościoła przyszedł tu na pieszo, został mnichem i jest pochowany w jędrzejowskim archiopactwie.

Niedzielną uroczystość poprzedzi triduum, z codziennymi Mszami św., różańcem w alejach klasztornych, terenową Drogą Krzyżową i procesją do Kopca Spotkania, gdzie 800 lat temu francuscy mnisi witali biskupa Wincentego.

Triduum rozpoczyna się w czwartek 23 sierpnia, wieczorną Mszą św., której będzie przewodniczył kanclerz kieleckiej Kurii ks. Adam Perz. – Będzie odmawiana litania do bł. Wincentego Kadłubka, będzie możliwość ucałowania relikwii, procesja z relikwiami po klasztornych alejach – zapowiada o. Edward Stradomski, opat cysterski w Jędrzejowie. Dodaje, że następnego dnia (w piątek 24 sierpnia) uroczystościom i wieczornej Drodze Krzyżowej przewodniczy ks. Dariusz Gącik – wikariusz generalny w Kielcach, a w sobotę 25 sierpnia – Mszy św. i procesji do Kopca Spotkania – bp Marian Florczyk.

Ostanie miesiące w Jędrzejowie z okazji jubileuszu były bogate w wydarzenia poświęcone bł. Wincentemu.

8 marca 2018 r. w rocznicę śmierci bł. Wincentego w Jędrzejowie odbyła się konferencja naukowa “Dziedzictwo Wincentego Kadłubka. Cystersi – miasto – region od średniowiecza do współczesności”, dedykowana Patronowi miasta i duchowości cysterskiej. Poprzedziła ją Msza św., której przewodniczył bp Andrzej Kaleta. Konferencję organizowali: Jędrzejowskie Towarzystwo Kulturalno-Naukowe oraz Urząd Miejski w Jędrzejowie.

Kolejne wydarzenie to III Ogólnopolski Konkurs Plastyczno-Literacki „Bł. Wincenty Mistrz Kultury Polskiej”, na który wypłynęło ponad 150 prac uczniowskich z 10 województw. W maju zorganizowano wystawę, której atrakcją stały się m.in.: najstarsze wydanie „Kroniki polskiej” bł. Wincentego Kadłubka z 1612 r. oraz biografia błogosławionego z 1642 r. Wystawę swoim patronatem objął prezydent Andrzej Duda.

Kilka tysięcy widzów zgromadził Tryptyk o św. Wincentym – widowisko teatralne pokazano 1 czerwca, a odbyło się ono w nocnym klimacie archiopactwa cystersów. Dzieje mistrza Wincentego zostały przypomniane w monumentalnym spektaklu, łączącym elementy teatru, sztuki filmowej, recytację, partie chóralne i solowe.

Ponadto 24. tegoroczna edycja Międzynarodowego Festiwalu Muzyki Organowej i Kameralnej, przypominała w wielu artystycznych odsłonach mistrza Wincentego.

Biskup Kadłubek – a od czasu przybycia do Jędrzejowa także mnich cysterski – był największym autorytetem swoich czasów i takim pozostał przez następne stulecia. Do jego grobu w klasztorze pielgrzymowali królowie i książęta, dlatego kościół i klasztor stały się jednym z najważniejszych centrów polskiego życia patriotycznego. Przybywali tu m.in Kazimierz Wielki, Władysław Jagiełło, Kazimierz Jagiellończyk wraz z matką królową Zofią, Władysław IV Waza, Jan Kazimierz. Król Jan III Sobieski zatrzymał się w archiopactwie w drodze pod Wiedeń.

Wincenty Kadłubek przyszedł na świat ok. 1150 r. w Karwowie k. Opatowa. Uczył się w pobliskiej Stopnicy, w katedralnej szkole krakowskiej, a studia w Paryżu i Bolonii zakończył tytułem magistra. Był kapelanem i doradcą panujących, scholastykiem katedralnej szkoły krakowskiej i kolegiaty w Sandomierzu. W 1208 r. został biskupem krakowskim w czasach burzliwych walk sukcesyjnych. Był prawdziwym synem ówczesnej Europy, światłym, wykształconym historiografem i kronikarzem, zwolennikiem reform w Kościele polskim i w kraju. Brał udział w Soborze Laterańskim IV i wcielał jego reformy. Admirator św. Bernarda, czciciel św. Floriana i Stanisława Szczepanowskiego, był zarazem człowiekiem wielkiej maryjności.

Jego niespodziewana rezygnacja z biskupstwa, beneficjów i zaszczytów wzbudziła wiele emocji. Kadłubek znał opactwo w Brzeźnicy (Jędrzejowie), gdyż to on dokonał konsekracji kościoła (trzeciej z kolei) w 1210 r. Cystersi byli poruszeni jego decyzją. W miejscowości Sudół powitał go opat Teodoryk wraz z francuskimi współbraćmi. Miejsce to upamiętnia Kopiec Spotkania.

Ostatnie lata spędził w opactwie w Jędrzejowie. Tu zmarł 8 marca 1223 r. i tu przechowywane są jego relikwie, przeniesione w 1633 r. do specjalnie wzniesionego mauzoleum.

Bracia zaczęli szerzyć cześć dla Wincentego tuż po jego śmierci, czego wyrazem stał się wyjątkowy u cystersów osobny pochówek. Został beatyfikowany 18 lutego 1768 r. Jego relikwie znajdują się w ponad 140 kościołach i parafiach, m.in. w Norwegii, Francji, Stanach Zjednoczonych, we Włoszech czy na Białorusi.

Starania o kanonizację zostały wznowione w październiku 2012 r., w związku z przypadającą w 2014 r. 200. rocznicą beatyfikacji.

Cystersi szacują, że do sanktuarium bł. Wincentego w Jędrzejowie przybywa w skali roku ponad 20 tys. pątników.

Wenezuelczyk nowym substytutem ds. ogólnych

czw., 08/16/2018 - 12:48
Ojciec Święty mianował nowym substytutem ds. ogólnych w Sekretariacie Stanu Stolicy Apostolskiej dotychczasowego nuncjusza w Mozambiku, 58-letniego abp. Edgar Peña Parra. Zastąpi kardynała Angelo Becciu, który od września pokieruje Kongregacją Spraw Kanonizacyjnych.

Abp Edgar Peña Parra urodził się 6 marca 1960 r. w Maracaibo. Święcenia kapłańskie przyjął ćwierć wieku później, 23 sierpnia 1985 roku. Po studiach na uczelniach kościelnych w swej ojczyźnie udał się do Rzymu, gdzie kontynuował swą formację w Papieskiej Akademii Kościelnej i na Papieskim Uniwersytecie Gregoriańskim. Obok kościelnych licencjatów z teologii i filozofii uzyskał także doktorat z prawa kanonicznego ze specjalnością prawa międzynarodowego. 1 kwietnia 1993 roku podjął pracę w dyplomacji watykańskiej: kolejno w przedstawicielstwach Stolicy Apostolskiej w Kenii, Serbii, w biurze ONZ w Genewie, w nuncjaturach w Afryce Południowej Hondurasie i Meksyku.

Stanisław Kostka jest wzorem dla polskiej młodzieży

8 stycznia 2011 roku Benedykt XVI mianował go arcybiskupem tytularnym Telepte i nuncjuszem apostolskim w Pakistanie. Sakrę biskupią przyjął z rąk tego papieża 5 lutego 2011 roku. Po 13 latach pracy w Pakistanie, od 21 lutego 2015 roku był nuncjuszem apostolskim w Mozambiku. Obok hiszpańskiego, włoskiego, angielskiego, francuskiego i portugalskiego zna także język serbsko-chorwacki.

Zadaniem substytuta do spraw ogólnych jest kierowanie pracą pierwszej sekcji watykańskiego Sekretariatu Stanu. Nadzoruje on sprawy związane z codzienną posługą kierowania Kościołem powszechnym, odpowiada za koordynację działań poszczególnych dykasterii Kurii Rzymskiej a także kwestie związane z dokumentami papieskimi i ich oficjalnymi tłumaczeniami, korespondencją Ojca Świętego, informacją oraz zarządzaniem watykańskimi mediami. W tym charakterze będzie regularnie spotykał się z papieżem.

Warszawa: Na Jasną Górę wyruszyła Praska Pielgrzymka Piesza Pomocników Maryi Matki Kościoła

czw., 08/16/2018 - 12:42
Nie wolno marnotrawić daru Bożego Miłosierdzia – podkreślił bp Romuald Kamiński. Uroczystą Mszą św. w konkatedrze Matki Bożej Zwycięskiej na stołecznym Kamionku rozpoczęła się Praska Pielgrzymka Piesza Pomocników Maryi Matki Kościoła, będąca najstarszą warszawską pielgrzymką wyruszającą na Jasną Górę. Podąża ona na przypadające 26 sierpnia święto Matki Bożej Częstochowskiej. W tym roku pątnikom przyświecają słowa „Za Twoją miłość macierzyńską dziękujemy Ci, Maryjo”.

Przywołując w homilii postać proroka Ezechiela bp Kamiński powiedział, że pielgrzymka skłania otoczenie do refleksji nad istotą ludzkiego życiem. – Bez względu jakie reakcje będziecie budzić w sercach innych na trasie, zawsze będziecie pewnym znakiem zapytania, czy swego rodzaju katechezą – powiedział do pątników biskup warszawsko-praski.

Życzył im by czas wędrówki na Jasną Górę stał się okazją odkrywania i właściwego wykorzystywać Bożych darów. Zwrócił uwagę, że prawdziwa mądrość nakazuje uszanowanie tego co się otrzymuje od innych. – Bóg ofiarowuje nam swoje Miłosierdzie pokazując jak mają wyglądać nasze wzajemne relacje. Nie wolno nam tego zlekceważyć czy zmarnować – podkreślił duchowny.

Na zakończenie biskup warszawsko-praski poprosił pielgrzymów o modlitwę w intencji nawrócenia ludzkich serc. – Obserwujemy obecnie wśród ludzi ogromny deficyt wiary. Tymczasem jedynie na niej można prawdziwie i trwale budować swoje życie. Stąd to jest najcenniejszy skarb, jaki możemy innym wyprosić – powiedział bp Kamiński.

W tym roku pielgrzymom przyświeca hasło „Za Twoją miłość macierzyńską dziękujemy Ci, Maryjo”. – W sposób szczególny chcemy dziękować Bogu za dar odzyskania przez Polskę niepodległości zastanawiając się, jak dziś każdy z nas może służyć Ojczyźnie. Pomogą nam w tym sylwetki Polaków, którzy w znaczący sposób poprzez swoje oddanie Bogu i ludziom przyczynili się do powrotu Polski na mapę Europy – powiedział przewodnik pielgrzymki ks. Rafał Goliński.

Pątnicy będą również dziękować Bogu za dar peregrynacji Kopii Jasnogórskiego Wizerunku, który nawiedził wszystkie parafie diecezji warszawsko-praskiej. – Każdy z nas miał szansę nie tylko spotkać się z Matką, ale również otrzymał wiele łask, za które dziś jako wspólnota chcemy podziękować – dodał ks. Goliński.

W czasie pielgrzymi pojawią się również akcenty związane z Ruchem Pomocników Maryi Matki Kościoła. W przyszłym roku będzie on świętował swój złoty jubileusz. Z tej okazji pątnicy będą mieli szansę nie tylko poznać bliżej historię ruchu, ale również wysłuchać świadectw ludzi, którzy żyli tą duchowością. Zostały one nagrane i będą odtwarzane na szlaku w kolejnych dniach – zapowiedział ks. Goliński. Wspomniał, że pątników nawiedzą również członkowie ruchu z innych diecezji, którzy będą się dzielić swoim doświadczeniem przeżywania charyzmatu.

Największym atutem Praskiej Pielgrzymki Pieszej jest inny termin i rodzinna atmosfera – podkreślali pątnicy.

Praska Pielgrzymka Piesza Pomocników Maryi Matki Kościoła podzielona jest na dwie grupy: żółtą i niebieską, w której jest zdecydowanie więcej modlitwy, zwłaszcza tej tradycyjnej jak chociażby “godzinki”, cztery części różańca, czy codzienna Droga Krzyżowa. W jej ramach od pięciu lat idą także członkowie Żywego Różańca.

Praska Pielgrzymka Piesza jest najstarszą pielgrzymką wyruszającą ze stolicy do Częstochowy. Po raz pierwszy wyszła w 1657 roku. Wznowiona w 1984 roku po 67 latach przerwy idzie zupełnie inną trasą niż pozostałe wychodzące z Warszawy.

Na Jasną Górę pątnicy dotrą 25 sierpnia, czyli w przeddzień uroczystości Najświętszej Maryi Panny Częstochowskiej. Zgodnie z tradycją wieczorem po Apelu Jasnogórski w kaplicy Cudownego Obrazu Pomocniczy Maryi Matki Kościoła poprowadzą modlitewne czuwanie, które zwieńczy o północy uroczysta Mszą św.

25 lat ślubów zakonnych Sióstr Kanoniczek Ducha Świętego de Saxia

czw., 08/16/2018 - 12:41
„W misji miłosierdzia siostry są przedłużeniem słów i czynów Jezusa” – mówił w homilii bp senior Antoni Długosz, który 16 sierpnia przewodniczył Mszy św. w kaplicy pw. Najświętszego Serca Pana Jezusa w Domu Księży Emerytów im. Jana Pawła II w Częstochowie, z okazji 25-lecia ślubów zakonnych s. Leticji Lechoszest, przełożonej domu i s. Katarzyny Lenart ze Zgromadzenia Sióstr Kanoniczek Ducha Świętego de Saxia. Jubileusz ten wpisał się także w 45 lat obecności Zgromadzenia w Domu Księży Emerytów w Częstochowie.

Mszę św. z bp. Długoszem koncelebrowali m.in. ks. prał. Czesław Mendak, dyrektor Domu Księży Emerytów, ks. prał. Marian Szczerba, kanclerz Kurii Metropolitalnej w Częstochowie, ks. prał. Stanisław Iłczyk, dziekan regionu częstochowskiego, ks. kan. Tadeusz Mikołajczyk, proboszcz parafii p.w. Św. Michała Archanioła w Pińczycach oraz kapłani mieszkający w Domu Księży Emerytów.

Na Mszy św. obecne były siostry ze Zgromadzenia Sióstr Kanoniczek Ducha Świętego de Saxia oraz pracownicy Domu Księży Emerytów.

– Gromadzi nas dzisiaj na Eucharystii wdzięczność wobec Boga i ludzi. Dziękujemy Bogu za dar 25-letniej wiernej służby Kościołowi naszych sióstr jubilatek. Dziękujemy za trud ich pracy ofiarnej, oddanej dla tego domu i dla tej wspólnoty – mówił na początku Mszy św. ks. prał. Czesław Mendak.

Następnie w homilii bp Długosz podkreślił, że „ najważniejszą księgą, która towarzyszy nam od dnia narodzin aż po dzień naszej śmierci jest Pismo Święte.” – Dzisiaj Biblię możemy nazwać księgą powołań. Bóg okazując swoją miłość wobec każdego z nas posługuje się ludźmi, co ukazują nam autorzy biblijni. Przypominają nam oni o obecności Boga w historii, ale także o roli jaką odgrywają w tej historii ludzie – mówił bp Długosz.

– Także w Kościele Jezus powołuje ludzi do wyjątkowej roli kapłanów i osób życia konsekrowanego – kontynuował biskup.

Biskup senior wskazał też na charyzmat Zgromadzenia Sióstr Kanoniczek Ducha Świętego de Saxia – Specyfika tego zakonu jest głęboko zakorzeniona w misji Jezusa miłosiernego. Siostry są przedłużeniem słów i czynów Jezusa, by przez nie mógł okazywać swoje miłosierdzie. Ta misja mówi nam o tym, aby w każdym człowieku widzieć dziecko Boże – przypomniał biskup senior.

– Ta szczególna misja to nieść miłość kapłanom chorującym i realizować uczynki miłosierne – podkreślił biskup, dziękując siostrom jubilatkom za ich wierność Chrystusowi.

Przed końcowym błogosławieństwem słowa wdzięczności wypowiedziała s. Leticja Lechoszest. – Dziękujemy Bogu, który jest hojnym dawcą łask za Jego miłość. Dziękujemy kapłanom, którzy nas otaczają swoją modlitwą i ofiarą – mówiła s. Leticja i zwracając się do sióstr dodała: „Dziękujemy Wam drogie siostry, że razem z wami możemy być we wspólnocie, modlić się, pracować i kroczyć razem za Jezusem”.

Siostry Leticja Lechoszest i Katarzyna Lenart śluby zakonne w Zgromadzeniu Sióstr Kanoniczek Ducha Świętego de Saxia złożyły w 1993 r.

Zgromadzenie Sióstr Kanoniczek Ducha Świętego de Saxia jest żeńską gałęzią Zakonu Ducha Świętego, który powstał w XII wieku we Francji. Założycielem Zakonu jest bł. Gwidon z Montpelier. W 1198 papież Innocenty III zatwierdził zakon, a w 1204 powierzył mu Szpital de Saxia w Rzymie, czyniąc dom rzymski domem generalnym Zakonu. Z czasem bracia i siostry Zakonu Ducha Świętego rozprzestrzenili się na inne kraje, służąc chorym, ubogim i porzuconym dzieciom w zakładanych przez siebie szpitalach. Już w XII w. liczba szpitali zakonnych wynosiła: we Francji 32, Włoszech 38, Niemczech 6, Hiszpanii 6, Anglii 1, Austrii 2, Polsce 1 i na Sycylii 13. Do Polski zakonnicy Ducha Świętego przybyli w 1220 r.

W 1741 r. prowincja polska została wyjęta spod władzy generała rzymskiego, a linia żeńska otrzymała w Polsce autonomię, przyjmując nazwę “Siostry Kanoniczki Ducha Świętego de Saxia”. Siostry rozpoczęły wówczas samodzielną działalność charytatywną, służąc chorym, ubogim, wychowując dzieci.

Od 1973 r. siostry podjęły posługę miłosierdzia wobec chorych i starszych kapłanów w Częstochowie za zgodą ówczesnej przełożonej generalnej Zgromadzania Sióstr Kanoniczek Ducha Świętego m. Redempty Śledzińskiej.

Dom Księży Emerytów archidiecezji częstochowskiej mieści się przy ul. 3 Maja 6/8 w Częstochowie. Inicjatorem jego budowy był pierwszy biskup częstochowski Teodor Kubina. Był to w Polsce kolejny, ósmy ośrodek, dla księży emerytów. Pierwszy zbudowano we Włocławku w 1919 r., natomiast częstochowski 5 lat później. Nowa dobudowana część powstała w latach 1979-82. Kamień węgielny dla budynku poświęcił Ojciec Święty 4 czerwca 1979 r., a wmurował go 19 sierpnia 1980 r. bp Stefan Bareła. Od tego dnia dom ten nosi nazwę: Dom Księży Emerytów im. Jana Pawła II w Częstochowie.

Przez ponad 30 lat Domem Księży Emerytów w Częstochowie kierował ks. prał. Ludwik Warzybok. Od 2003 r. funkcję dyrektora Domu Księży Emerytów pełni ks. prał. Czesław Mendak.

USA: ponad tysiąc dzieci-ofiar pedofilii w Kościele

czw., 08/16/2018 - 11:59
W sześciu, spośród ośmiu diecezji katolickich, istniejących w amerykańskim stanie Pensylwania, 301 księży katolickich dopuściło się w ciągu 70 lat nadużyć seksualnych na ponad tysiącu dzieciach. Mówi o tym przeszło 1300-stronicowy raport – wynik dwuletniego śledztwa prowadzonego przez wielką ławę przysięgłych tego stanu. 

Przysięgli prowadzili swe dochodzenie od 2016 w 6 diecezjach: Harrisburg, Allentown, Pittsburgh, Greensburg, Erie i Scranton, podczas gdy w dwóch pozostałych diecezjach tego stanu: Filadelfia i Altoona-Johnstown podobne badania przeprowadzono już w okresie wcześniejszym.

Autorzy dokumentu zwrócili uwagę, że wprawdzie już wcześniej ogłaszano materiały nt. nadużyć seksualnych w Kościele amerykańskim, ale ten raport jest wyjątkowy pod względem rozmiarów i zasięgu śledztwa. Członków wielkiej ławy wybrano, zgodnie z ustawodawstwem amerykańskim obowiązującym w tej dziedzinie, spośród zwykłych obywateli. Musieli oni wysłuchać kilkudziesięciu świadectw i zapoznać się z ponad pół miliona stron dokumentacji dostarczonej z diecezji. Przesłuchaniami objęto ponad połowę z ok. 3,2 mln katolików Pensylwanii. Pracę ławników wspierali w niektórych przypadkach agenci Federalnego Biura Śledczego (FBI).

Stanisław Kostka jest wzorem dla polskiej młodzieży

Z raportu wynika, że większość ofiar stanowili chłopcy, ale były też dziewczęta, niektórzy nastolatkowie byli w wieku przed okresem dojrzewania. Nadużycia obejmują szeroki zakres działań: od molestowania po gwałty, ale w każdym z tych przypadków zwierzchnicy kościelni „woleli przede wszystkim chronić sprawców i samą instytucję” – stwierdzili autorzy opracowania. Podkreślili, że niedawno dwaj księża – jeden z diecezji Greensburg i drugi z Erie – zostali pociągnięci do odpowiedzialności za czyny popełnione w ciągu ostatnich 10 lat.

Dokument wymienia najważniejsze braki i zaniedbania władz kościelnych w obliczu tego zjawiska. Były to, po pierwsze, stosowanie eufemizmów i określeń zastępczych zamiast właściwych słów dla opisania przestępstw seksualnych w dokumentach diecezjalnych, np. nie mówi się tam o gwałcie, ale używa się określenia „niewłaściwy kontakt” lub „sprawa graniczna”; po drugie, nie przeprowadzono prawdziwego śledztwa przy pomocy fachowo przygotowanego personelu, ale były to tylko dyskretne rozmowy; po trzecie, wysyłano winnego księdza do kościelnego ośrodka psychiatrycznego, a przy ustalaniu, czy jest on pedofilem, opierano się głównie na oświadczeniu samego zainteresowanego; po czwarte, w wypadku odwołania takiego duchownego z parafii nie wyjaśniano prawdziwych przyczyn takiej decyzji, ale mówiono parafianom, że nastąpiło to „z powodów zdrowotnych” lub „wyczerpania nerwowego”; po piąte, jeśli winny został ujawniony, nie suspendowano go, ale przenoszono na nowe miejsce, gdzie nikt nie będzie wiedział, że wykorzystywał on nieletnich i po szóste, nie informowano o tym policji.

Przysięgli przyznali, że w ostatnich 15 latach dużo się mieniło pod tym względem i Kościół podjął wiele działań, aby położyć kres tym praktykom. „Zgodziliśmy się wysłuchać każdej strony tak, aby mogły nas poinformować o postępie w działaniach prawnych” – stwierdza raport. Wyjaśniono, że pięciu biskupów przysłało im odpowiednie wyjaśnienia, a jeden rządca diecezji – bp Lawrence T. Persico z Erie przybył na przesłuchanie osobiście, jego zeznanie zrobiło duże wrażenie właśnie dlatego, że było szczere i bezpośrednie.

Zdaniem ławników, Kościół powiadamia obecnie szybciej władze cywilne, gdy ujawniane są nowe fakty, przeprowadził kontrole wewnętrzne, a ofiary nadużyć nie są już „niewidzialne”. Jednocześnie jednak „obraz całościowy nie jest jeszcze jasny” i „wiemy, że wykorzystywanie nieletnich w Kościele nie zanikło i że mogą być nowe ofiary, które nie podjęły jeszcze działań, aby mówić o tym policji i Kościołowi”. Dotychczasowe doświadczenie wskazuje, że wszystko to wymaga czasu – głosi raport. Wyraża przy tym nadzieję, że jego ogłoszenie zachęci innych do mówienia.

Autorzy przypomnieli i podkreślili, że przez całe dziesięciolecia wielu zamieszanych w ten proceder hierarchów było chronionych przed pociągnięciem do odpowiedzialności, a wielu z nich w tym czasie nawet awansowało na wyższe stanowiska. „Dopóki to się nie zmieni, uważamy, że będzie za późno, aby zamknąć rozdział skandali seksualnych w Kościele katolickim” – ostrzegli ławnicy stanowi.

W odpowiedzi na to opracowanie Konferencja Biskupów Katolickich Stanów Zjednoczonych wyraziła „wstyd i ubolewanie”, przypominając jednocześnie, że w 2002 episkopat USA uchwalił Kartę Ochrony Dzieci i Młodzieży, która zobowiązuje biskupów „do odpowiadania natychmiast i ze zrozumieniem ofiarom, do ujawniania nadużyć, usuwania sprawców i podejmowania nieustannych inicjatyw, aby zapobiegać takich czynom”. Zapewniono również o ciągłym dążeniu do tego, aby „Kościół był środowiskiem bezpiecznym dla dzieci i rodzin”.

Oświadczenie episkopatu, podpisane przez jego przewodniczącego, kard. Daniela DiNardo i przewodniczącego komisji ds. ochrony nieletnich, bp. Timothy’ego L. Doherty’ego, mówi o „bólu tych, którzy stali się ofiarami zbrodni nadużyć seksualnych ze strony naszych księży i tych, którzy ukrywali sprawców, sprzyjając w ten sposób złu, ciągnącemu się przez lata, a nawet dziesięciolecia”. Biskupi podziękowali osobom, które pomogły w śledztwie, “dzieląc się osobistymi historiami o doznanych nadużyciach”. Zobowiązali się do dalszej współpracy, aby takie zło „już nigdy się nie wydarzyło”.

Wspomniana Karta z 2002 została zaktualizowana w latach 2011 i 2018 i potwierdza zaangażowanie Kościoła w USA do przejrzystości w działaniach, odsuwania sprawców od posługi duchownej. Biskupi zapewnili ponadto o modlitwie za ofiary nadużyć, aby znalazły one uzdrowienie, pociechę i siłę płynącą z pełnej miłości obecności Boga, podczas gdy Kościół zobowiązuje się do dalszego przywracania zaufania przez towarzyszenie ofiarom, wspólnotę, odpowiedzialność i sprawiedliwość.

Najpiękniejsze zdjęcia z odpustu w Kalwarii Zebrzydowskiej

czw., 08/16/2018 - 11:46
Uroczyste Msze święte, procesja Współcierpienia NMP z bazyliki do Domku Matki Bożej, czuwania i modlitwy w intencji Ojczyzny – tak wygląda coroczny odpust Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny w Kalwarii Zebrzydowskiej . Zamieszczamy fotorelację w odpustowych wydarzeń. Galeria zdjęć (25 zdjęć)

 

Stanisław Kostka jest wzorem dla polskiej młodzieży

czw., 08/16/2018 - 10:35
„Niech św. Stanisław uczy Was tej wolności, która nie jest biegiem na oślep, ale zdolnością rozeznawania celu i obierania najlepszych dróg postępowania i życia. Niech Was uczy szukać zawsze i nade wszystko przyjaźni z Jezusem” – napisał papież do biskupa płockiego Piotra Libery w 450 rocznicę śmierci patrona polskiej młodzieży.

“W osiemnastym zaledwie roku życia, z powodu ciężkiej choroby, zakończył bieg ziemskiej wędrówki ten alumn jezuickiego nowicjatu w Rzymie, jeden z najwybitniejszych synów Towarzystwa Jezusowego, jakich wydała Wasza Ojczyzna” – napisał papież. Wspominając śmierć Świętego do chwały Pana, papież wyraził jedność w dziękczynnej modlitwie z wiernymi diecezji płockiej i całego Kościoła w Polsce, którzy w Rostkowie, miejscu urodzin Świętego, będą niebawem celebrować centralne uroczystości Roku jemu poświęconego.

Franciszek przypomniał zdanie, jakie wypowiedział św. Jan Paweł II w kościele św. Andrzeja na Kwirynale, podczas nawiedzenia relikwii św. Stanisława: „Jego krótka droga z Rostkowa na Mazowszu przez Wiedeń do Rzymu była jak gdyby wielkim biegiem na przełaj, do tego celu życia każdego chrześcijanina, jakim jest świętość”.

Papież modli się za ofiary katastrofy w Genui

“Drodzy młodzi Przyjaciele, wielu z was podejmuje we wrześniu pieszą pielgrzymkę z Przasnysza do Rostkowa, z miejsca jego chrztu do miejsca narodzin. Jest to niejako pierwszy etap tego Stanisławowego „biegu na przełaj” do świętości. Zachęcam Was, abyście pamiętali, nie tylko podczas tej wędrówki, ale również na innych drogach waszej codzienności, że i wy możecie zdobyć się na taki „bieg”” – podkreślił Franciszek.

“I was przynagla miłość Chrystusa i umacnia Jego łaska. Miejcie odwagę! Świat potrzebuje Waszej wolności ducha, waszego ufnego patrzenia w przyszłość, Waszego pragnienia prawdy, dobra i piękna. Niech św. Stanisław uczy Was tej wolności, która nie jest biegiem na oślep, ale zdolnością rozeznawania celu i obierania najlepszych dróg postępowania i życia. Niech Was uczy szukać zawsze i nade wszystko przyjaźni z Jezusem, czytać i medytować Jego słowo, i przyjmować w Eucharystii Jego miłosierną i pełną mocy obecność, abyście potrafili oprzeć się presji światowej mentalności” – zwrócił się do młodzieży.

Wyraził nadzieję, by Stanisław uczył ich nie bać się ryzyka i marzeń o prawdziwym szczęściu, którego źródłem i gwarantem jest Jezus Chrystus. „Niech z nieba wspiera Was św. Stanisław i niech inspiruje Was jego życiowe motto: „Ad maiora natus sum” – „do wyższych rzeczy jestem zrodzony” – wskazał papież.

 

Na Jasną Górę dotarło 66 tys. pielgrzymów pieszych

czw., 08/16/2018 - 06:59
66 tys. pielgrzymów pieszych dotarło na Jasną Górę na tegoroczny odpust Wniebowzięcia NMP. Choć liczba tych, którzy do Częstochowy przyszli, nieco się zmniejszyła, to więcej jest pielgrzymek rowerowych. Przyjechało ich aż 113, a w nich 7,5 tys. osób. Dotarło także aż 15 pielgrzymek biegowych.

Tradycyjnie najliczniejsze były grupy z Warszawy. W sumie ze stolicy dotarło prawie 13 tys. osób. Ponad 6 tys. pątników przyszło w prowadzonej przez paulinów 307. kompanii nazywanej „matką” wszystkich pielgrzymek.

Najliczniejszą dotychczas jest pielgrzymka krakowska, w której dotarło 8,1 tys. wiernych. W grupach radomskich weszło prawie 6 tys. a w Warszawskiej Akademickiej prawie 4 tys. Najdłuższą trasę przeszły: 37. Pielgrzymka Kaszubska, wyruszająca z Helu i pokonująca w 19 dni aż 638 km oraz 34. Pielgrzymka Szczecińsko-Kamieńska, w której grupy z Pustkowa szły 20 dni przemierzając 615 km i ze Świnoujścia – 625 km w 19 dni.

Tegoroczne pielgrzymowanie było biało-czerwone. Pątnicy zjednoczeni wokół krzyża, obdarowani Duchem Świętym, z modlitwą o umiejętność bycia świadkiem Chrystusa, o nowe powołania i z wielkim dziękczynieniem za odzyskaną przez Polskę sto lat temu wolność przybywali podążając śladami ojców.

– Moim zdaniem to są bardzo dobre rekolekcje w drodze – stwierdza Ewelina Jakimczuk. – Jeżeli ktoś szuka swojej drogi życiowej, to zapraszam. Pod Szczytem czujemy ogromną radość, całe zmęczenie odchodzi w niepamięć i moje osobiste wrażenie jest takie, że poszła bym jeszcze raz, nawet w tym roku.

Radosław z grupy studenckiej z Gorzowa pielgrzymował po raz pierwszy. – Koleżanka mnie namówiła, ale czułem taką potrzebę, czułem się trochę zagubiony i potrzebowałem trochę spokoju, ciszy, żeby pomyśleć o wszystkim i przemyśleć gdzie dalej iść w życiu. Pielgrzymka bardzo pomogła – wyznał student.

Tropikalne upały były dla pielgrzymów jeszcze większą motywacją i mobilizacją. – Jak się tu przychodzi to człowiek jest przeszczęśliwy, bo się pokłoniło Tej, do której się szło. Było ciężko, bo wiadomo: upał, asfalt, ale daliśmy radę. Upały dokuczały, ale pielgrzymka ma charakter pokutny i cieszyliśmy się, dziękowaliśmy za każdy dzień, za każdy ból – mówili pielgrzymi.

Kompanie Niepodległej

Wiwat Semper Polonia! Słychać było na jasnogórskich błoniach. W roku setnej rocznicy odzyskania przez Polskę niepodległości, tematy religijne przenikały się z patriotycznymi. Tegoroczne pielgrzymowanie to też swoiste wotum i wyraz wdzięczności za odzyskanie niepodległości.

„Ty Maryjo uczysz nas wolności. W stulecie niepodległości chcemy Ci obiecać: jeszcze Polska nie zginęła”, modlili się przed Cudownym Obrazem pątnicy i śpiewali poszczególne zwrotki hymnu narodowego.

Pątnicy uczyli się w drodze miłości do Ojczyzny i polskich dziejów. Dla wielu, zwłaszcza młodych pątników, tegoroczna pielgrzymka to okazja do refleksji nad tym jak traktujemy Ojczyznę, jak o niej myślimy i co chcemy dla niej czynić.

Prymas Polski, który przybył na zakończenie pielgrzymki gnieźnieńskiej przypominał, że Kościół to my wszyscy i wzywał do „dzielenia się” z innymi życiem chrześcijańskim. Abp Wojciech Polak podkreślał, że przeżywane teraz ważne narodowe rocznice powinny być dla nas wielkim wyzwaniem.

– My wszyscy zobowiązani jesteśmy czerpiąc ducha także z tych wielkich wydarzeń z przeszłość nieść Chrystusa współczesnemu światu. I o to prosimy Maryję, by Ona, która daje nam Chrystusa pomogła nam tego Chrystusa nieść w codzienne życie – powiedział abp Polak.

Wejściu na Jasną Górę pielgrzymom towarzyszyły przeróżne pomysły wyrażania miłości do Polski. Grupy wnosiły np. wielometrowe biało-czerwone flagi, ogromne kadzielnice, biało-czerwone kwiaty, wybuchały race z narodowymi barwami. Pątnicy mieli koszulki z patriotycznymi emblematami, były patriotyczne wianki.

Prosili o powołania

Tegoroczne pielgrzymki były też wielkim błaganiem o nowe powołania do życia kapłańskiego i zakonnego. – Jesteśmy wstrząśnięci brakiem powołań – powiedział ks. Romuald Brudnowski. Przewodnik świdnicki podkreślił, że „nie możemy się jakoś otrząsnąć z wrażenia, że w tym roku pojawiły się dwa seminaria, do których na razie nie zgłosił się ani jeden kleryk, ale my ich omadlamy”. – Może trzeba taki wstrząs przejść, by ludziom nie zabrakło kapłanów? – zastanawiał się przewodnik.

Pątnicy modlili się również o nowe powołania do życia zakonnego. Niektórzy kapłani, jak ks. Jarosław Dobrzeniecki, kierownik warmińskiej grupy, apelowali: siostry wstańcie z kanapy i wyruszcie, bardzo was potrzeba na pielgrzymce, która jest także dziełem powołaniowym. W tym roku na ich pielgrzymce nie było ani jednej siostry zakonnej.

Po śladach przodków ku przyszłości – pielgrzymkowe jubileusze

Wyjątkowymi pątnikami w niektórych grupach byli więźniowie. Z pielgrzymką świdnicką wyruszyli osadzeni z aresztu śledczego w Dzierżoniowie. – W pierwszym dniu byli oszołomieni, jeszcze ich takich przestraszonych nie widziałem. Już dzisiaj są jedną wielką rodziną razem z nami. Większość z nich jest otoczonych jakimś złem to są jakieś złe uczynki, złe słowa, tu przez dziewięć dni byli otoczeni modlitwą, miłością, życzliwością, szacunkiem – mówił ich kapelan.

Piesze pielgrzymki odkrywają w nas to co najlepsze i dotyczy to nie tylko tych, którzy idą. Pątnicy mówią o niezwykłej tegorocznej gościnności i ludzkim cieple. – Ludzie nam pomagają. Stawiają wodę, jedzenie, na ulicach kanapki gotowe do rąk, to jest nieprawdopodobne. Im więcej słońca, tym więcej miłości i życzliwości ludzi. Dzięki tym, którzy nas przyjmują jesteśmy w stanie dojść do końca. Sami byśmy nie dali rady. Bez tych ludzi to nie my”.

– Siły bierzemy od Maryi, od Jezusa – powiedziała Bernadeta Żywicka, która przyszła z grupą kaszubską z Kościerzyny. Ona także mówi o wielkiej tegorocznej życzliwości: ludzie na trasie są dla nas bardzo życzliwi, częstują nas obiadami, słodyczami, wszystkim co mają, noclegów udzielają, niesiemy także i ich intencje. Oni są szczęśliwi, że nas przyjmują, a my im za to dziękujemy modlitwą.

Przed pielgrzymką nawet biskupi klękają. Tak uczynił ordynariusz zielonogórsko-gorzowski Tadeusz Lityński. – Oni niosą Chrystusa, to dla mnie jest uroczystość Bożego Ciała, chciałem ich uszanować, Jezusa w ich duszach i sercach – powiedział bp Lityński, który klękał przed każdą z grup pielgrzymki diecezji zielonogórsko-gorzowskiej.

Wyróżniającymi się pielgrzymami w wielu grupach są nowożeńcy. Dominika i Wojciech wyjaśniają, że „jest taka tradycja w grupie, że pary, które chodziły na pielgrzymkę mają ten zaszczyt wejść do Matki Bożej w strojach ślubnych. Tym bardziej, że się poznaliśmy na pielgrzymce”. Nowożeńcy dodają, że „to jest wielki dar i chcemy nasze małżeństwo, naszą rodzinę zawierzyć Matce Najświętszej”.

Od morza do Tatr

Uwagę zwracają nie tylko stroje ślubne, ale także te regionalne. Widać to np. w przypadku pielgrzymki kaszubskiej. Kaszubi, którzy przemierzając Polskę przez 19 dni w stroju, śpiewie i języku wyrażają miłość do swej małej ojczyzny.

Kaszëbskô Królewô, śpiewali pątnicy. – Umiłowanie tego co wielkie, zaczyna się od umiłowania tego co małe czyli poznania i kultywowania lokalnej tradycji – podkreślał ks. Robert Jahns, nowy przewodnik grupy kaszubskiej i dodawał, że w kaszubskiej pielgrzymce tradycja jest bardzo żywa a wyraża się m.in. w przekazywaniu wiary i świata wartości kolejnym pokoleniom, w przekazywaniu także zwyczaju pielgrzymowania do Częstochowy, jako elementu, który także tworzy nas, jako naród.

Juliusz z grupy św. Jadwigi szedł w pielgrzymce sandomierskiej po raz 13. – Na pielgrzymki chodzę, ponieważ 13 lat temu żona mi zachorowała na nowotwór, a żyje, pracuje i chciałbym za to podziękować, i będę chodził dotąd, dopóki będę mógł – zapewnia pątnik.

Renata z grupy św. Floriana i bł. Jolanty wyruszyła po raz 9. i jak podkreśla, jej pielgrzymka jest zawsze pielgrzymką dziękczynną. – Mam rodzinę, troje dzieci i wszyscy jesteśmy zdrowi i za każdym razem dziękuję naszej Pani za wszystko, co otrzymałam, za łaski, którymi obdarza mnie każdego dnia i moją rodzinę – powiedziała uczestnika kompani sandomierskiej.

Niektórzy na Jasną Górę nie tylko wchodzą. Tańce są niemal normą, ale niektórzy mają siły by nawet wbiegać. Tak jest w grupach dominikańskich, które wychodzą z Krakowa.

W pielgrzymkach są także pątnicy z zagranicy, Przyszli np. w kompanii wrocławskiej. – Jest siostra z Indonezji, z Indii, dwóch księży z Ameryki Środkowej, z Nikaragui, z Meksyku, jest misjonarz z Ugandy, prośba byśmy się modlili za prześladowanych chrześcijan – mówił jeden z kapłanów.

O. Rodolfo z Nikaragui z diecezji Granda, szedł w tej intencji i modlił się przed Obrazem Matki Bożej o pokój w swoim kraju, a szczególnie o pokój dla rządzących.

Braterska pomoc

W pielgrzymowaniu nie przeszkadzała nawet niepełnosprawność. Artur Marcińczyk pielgrzymował pierwszy raz. – Jestem osobą niepełnosprawną, doznałem w drodze ogrom życzliwości. Warto, żeby wszyscy wybrali się chociaż raz w życiu na pielgrzymkę i zobaczyli twarz Matki, żeby tu przyszli. Ja się też bałem, 38 lat, ale strach minął i bardzo zachęcam – powiedział.

Niektórzy w drodze byli aż 20 dni, pokonując ponad 600 km. Odbywali rekolekcje nie tylko idąc, ale również jadąc na rowerze. Zwłaszcza do grup z tak daleka, dołączają cykliści. 120 osób przyjechało np. z diecezji pelplińskiej.

– Oczywiście na rowerze też jest wysiłek, też bolą różne części ciała, ale jest czas na przemyślenia różnych ważnych spraw, to jest Boży czas, za który jesteśmy bardzo wdzięczni – powiedziała jedna z pątniczek. Inny z rowerzystów dodał, że „jeśli nie ma bólu, nie ma też radości, nie może być cały czas dobrze, bo wtedy jest niedobrze”.

Pielgrzymi w modlili się za papieża Franciszka, szczególnie ci z Rzeszowa. – Przewodzenie całemu Kościołowi to jest kwestia łaski i mocy Ducha Świętego, ale i wstawiennictwa całego Kościoła a my jesteśmy jego cząstką – powiedział ks. Marek Kędzior, przewodnik jednej z grup pielgrzymki rzeszowskiej.

Wierni pamiętali także o Janie Pawle II. Ponieważ początki pielgrzymki krakowskiej związane są z osobą papieża Polaka i zamachem na jego życie, to wierni szczególnie pamiętali o 40. rocznicy wyboru naszego rodaka na Stolicę Piotrową. – Dziękowaliśmy za pontyfikat Jana Pawła II. Przez 27 lat modliliśmy się o zdrowie, życie a teraz dziękujemy- powiedział ks. Jan Przybocki, koordynator pielgrzymki.

W drodze wśród intencji nie zabrakło wołania za młodzież przed synodem biskupów i Światowymi Dniami Młodzieży w Panamie oraz rozważań o oczekiwaniach młodych np. względem kapłanów. – By wychodzili do ludzi, okazywali to miłosierdzie, a nie ograniczali się tylko do świątyni. To na pielgrzymce fajnie wygląda, bo ksiądz z nami idzie. Jak np. na plebaniach są obiady, to nasz przewodnik tam nie idzie, tylko z nami spędza czas, jest z ludźmi, je to co my wszyscy, modli się z nami, tańczy, śpiewa, wtedy buduje się tę prawdziwą więź – powiedział Marcin z Ełku.

Pan Piotr wyruszył ze Szczecina już po raz 22. Jak powiedział „jesteśmy przekonani, że wyrzeczenie i ofiara są Bogu miłe, On widzi serce, widzi ofiarę i widzi wysiłek a to prowadzi nas do ufności”. Dodaje, że pielgrzymka ma i tę zaletę, że w wirze pracy nie widzimy nie tylko drugiego człowieka, ale i piękna otaczającego nas świata: sarenek, kwiatków.

Pątnik podkreśla, że dla wielu udział w pielgrzymce to kwestia prawdziwego wyboru. – Kiedy miałem wakacje, to był to jeden z ich punktów, teraz to kwestia wyboru, bo na pielgrzymkę poświęcam niemal cały urlop – powiedział Piotr.

Kolejne pielgrzymki piesze i rowerowe przybędą na Jasną Górę na uroczystość Matki Bożej Jasnogórskiej 26 sierpnia.

Strony