Konferencja Episkopatu Polski

Subskrybuj Kanał Konferencja Episkopatu Polski
Konferencja Episkopatu Polski
Zaktualizowano: 6 minut 49 sekund temu

Homilia: Chrystianizacja wczoraj i dziś. Uroczystości św. Stefana (Budapest, Katedra św. Stefana – 20.08.2019) 

1 godzina 56 minut temu

Abp Stanisław Gądecki
Chrystianizacja wczoraj i dziś. Uroczystości św. Stefana (Budapest, Katedra św. Stefana – 20.08.2019) 

Eminencjo, Księże Kardynale – Prymasie Węgier,
Panie Prezydencie Republiki Węgier,
Panie Premierze,
Parlamentarzyści,
Drodzy kapłani,
Osoby życia konsekrowanego,
Wszyscy obecni tutaj wierni,
Widzowie węgierskiej telewizji publicznej!

Spotykamy się dzisiaj w Budapeszcie na wspólnym dziękczynieniu za życie patrona i przewodnika narodu węgierskiego św. Stefana. Bardzo cieszę się z tego powodu, że jako biskup najstarszej diecezji na ziemiach polskich mogę uczestniczyć w tym znaczącym dla narodu węgierskiego kościelnym i państwowym święcie. Pozdrawiam wszystkich od Kościoła katolickiego, który jest w Polsce.

Żywot świętego Stefana, króla węgierskiego, którego dzisiaj czcimy, rozpoczyna się od bardzo znaczących słów: „Lud pogański, który zawojował Panonię czyli kraje Naddunajskie, zwał się Ugrowie czyli Węgrowie, albo Węgrzy. Żyli oni prawie wyłącznie z myślistwa i wojny i zapuszczali częstokroć swe wyprawy do Włoch i Niemiec, póki miecz cesarza Ottona I nie położył kresu ich najazdom na polu Lechowem pod Augsburgiem (955). Najwięcej się jednak do tego przyczyniła ta okoliczność, że książę ich Gejza (970-997) za przyczyną swej małżonki Sarolty, chrześcijanki, słynącej pięknością, bogobojnością i wysokim rozumem, poznał wiarę Chrystusa wpuścił do kraju misjonarzy katolickich, a w końcu sam się dał ochrzcić. Stało się to w roku 977”. Książę Gejza miał twardy, wyrobiony w bojach i rządach silnej ręki charakter, dlatego też próbował gwałtem wytępić pogaństwo, lecz dało to wręcz przeciwne skutki. I właśnie wtedy – wedle podania – otrzymał pociechę w postaci widzenia, w którym Pan Bóg zapowiedział mu, iż jego syn nawróci cały kraj i zostanie świętym.

Zapowiedziany syn Valk (Vajk) urodził się około 969 roku w Ostrzyhomiu (Estergom). „Rozradowany ojciec wraz z uszczęśliwioną matką zajęli się dzieckiem, dali mu jak najtroskliwsze wychowanie i kazali je uczyć zasad wiary świętej i potrzebnych umiejętności. Utalentowany królewicz rósł w lata, rozum i miłość Boga i ludzi. Bystrość jego była tak wielką, że licząc dopiero lat piętnaście, już brał udział w rządach, a gorliwość jego o cześć Bożą i dobro bliźniego tak silnie go ożywiała, że przy każdej sposobności – wobec twardego cokolwiek i popędliwego rodzica – bronił nieszczęśliwych i uciśnionych przeciw swawoli i bezprawiom gnębicieli i ciemięzców. Dopiero w osiemnastym roku życia ochrzczono go uroczyście wobec cesarza Ottona III i cesarza Henryka, księcia Bawarskiego. Na Chrzcie świętym otrzymał imię Stefana [Istvan] i złożył solenny ślub, iż z pomocą Bożą nawróci cały naród na wiarę Chrystusową” (Żywot świętego Stefana, króla węgierskiego).

1. CHRYSTIANIZACJA WCZORAJ

a) Jak się wywiązał Stefan z obietnicy złożonej podczas swojego Chrztu, czyli z nawrócenia całego kraju? Gdy rozpoczął swoje władanie zastał kraj pogański, czyli tkwiący, w politeizmie, to znaczy w bałwochwalstwie. Politeizm – jak głosi Chantal Delsol – jest stanem naturalnym ludzkości. „Jest on tym, co przychodzi instynktownie, co wszędzie rośnie i co również bezrefleksyjnie powraca, gdy wszystko zostaje zniszczone W stanie naturalnym człowiek jest poganinem. Rozpoznaje boskość w otaczającej go rzeczywistości, dostrzega niewidzialne w widzialnym”. Istotna różnica między bóstwami politeizmu a Bogiem monoteizmu nie sprowadza się do różnicy między wieloma a jednym. Politeizm od monoteizmu odróżnia ich źródło. Bogowie politeizmu są wymyślani przez ludzkie społeczeństwo, a Bóg monoteizmu się objawia. Jedni pochodzą z wewnątrz społeczeństwa, drugi pochodzi z zewnątrz (por. Ch. Delsol, Kamienie węgielne. Na czym nam zależy, Kraków 2018, 276-277.278).

Bałwochwalstwo zostało bardzo wcześnie rozpoznane przez Objawienie jako śmiertelne zagrożenie dla człowieka i społeczeństwa, dlatego zostało ono zakazane już w pierwszym przykazaniu Dekalogu. W pierwszym, czyli w najważniejszym ze wszystkich przykazań, bo z niego wynikają wszystkie pozostałe przykazania i na nim się opierają.

„Nie będziesz miał cudzych bogów obok Mnie!
Nie będziesz czynił żadnej rzeźby ani żadnego obrazu
tego, co jest na niebie wysoko,
ani tego, co jest na ziemi nisko,
ani tego, co jest w wodach pod ziemią!
Nie będziesz oddawał im pokłonu i nie będziesz im służył” (Wj 20,3-5).

W sensie ścisłym pierwsze przykazanie dotyczyło zakazu sporządzania bożków oraz oddawania im boskiej czci, co akurat tak na Węgrzech jak i w Polsce było bardzo żywe w X wieku.To przykazanie nakłada obowiązek stawiania Boga na pierwszym miejscu w życiu człowieka, co później krótko streścił św. Augustyn w prostym powiedzeniu: „jeśli Bóg jest na pierwszym miejscu, wszystko jest na swoim miejscu”.

Księga Rodzaju uczy, że Jedyny Bóg stworzył człowieka „na swój obraz, na obraz Boży go stworzył” (Rdz 1,27). Stworzył człowieka jako odbicie swojej boskiej chwały i uzdolnił go do oddawania Mu czci. Niestety człowiek – po upadku – nie okazał szczególnej skłonności do oddawania Bogu chwały, ale raczej okazał się skłonnym do podnoszenia wartości względnych do rangi Absolutu. Zamiast oddać chwałę Stworzycielowi, boską cześć oddawał stworzeniom, ubóstwiając to, co nie jest Bogiem (KKK, 2113).

Jednakże bałwochwalstwa nie da się praktykować bezkarnie; bałwochwalca upodabnia się do bożka, do idola, którego sobie wybrał: „Do nich są podobni ci, którzy je robią, i każdy, który im ufa” (Ps 115,4-5.8). Właśnie dlatego bałwochwalstwo było i zawsze będzie tak bardzo niebezpieczne dla człowieka. Amerykański filozof XIX wieku, Ralph Waldo Emerson ostrzegał przed tym w następujących słowach: „Trzeba być ostrożnym w tym, co czcimy, ponieważ to, co czcimy, tym się stajemy”. Bałwochwalca upodabnia się do tego, w czym znalazł swoją najwyższą wartość, dla czego jest gotów do największych poświęceń. Jeśli będziemy służyć Bogu żywemu, nasza tożsamość będzie się coraz głębiej wkorzeniać w to, co boskie, wartościowe i nieprzemijające. Jeśli natomiast będziemy wysługiwać się bożkom, to w naszym życiu pojawi się poczucie bezsensu i pustki (Ps 115,4-8), ogarniając każdą dziedzinę naszego życia, myślenia i działania.

Lecz oprócz bałwochwalstwa w sensie ścisłym (sensu stricto) – czyli oprócz boskiego kultu oddawanego posągom czy obrazom oraz stworzeniom – w Starym Testamencie znajdziemy również krytykę bałwochwalstwa rozumianego w sensie szerokim (sensu largo). W szerszym tego słowa znaczeniu bałwochwalstwem jest każdy grzech, będący wyrazem nieposłuszeństwa wobec Jedynego Boga.

Mechanizm, w jaki ten drugi rodzaj bałwochwalstwa przekłada się na grzeszny sposób życia, bodajże najdosadniej obnażył Apostoł Paweł. Podążając za myślą 13 rozdziału Księgi Mądrości powie on, że czciciele bożków: „choć Boga poznali, nie oddali Mu czci jako Bogu ani Mu nie dziękowali”, co spowodowało podwójny skutek: „znikczemnieli w swoich myślach i zaćmione zostało bezrozumne ich serce”. W ten sposób wydali samych siebie na żer bezecnych namiętności oraz na pastwę na nic niezdatnego rozumu; czyli konkretne występki są jego zdaniem prostą konsekwencją zaćmienia serca i rozumu (Rz 1,21-32). Z tego podwójnego zaćmienia rodzą się wszelkie „uczynki ciała” (czyli stosunki lesbijskie i homoseksualne, wszelka nieprawość, przewrotność, chciwość, niegodziwość, zazdrość, zabójstwo, waśnie, podstęp, złośliwość; potwarz, oszczerstwo, nienawidzenie Boga, zuchwałość, pycha, chełpliwość, pomysłowość w czynieniu tego, co złe, nieposłuszeństwo względem rodziców, bezrozumność, niestałość, brak serca, brak litości – Rz 1,26-31).

Tertulian powie później iż: „Poganie, którzy nie posiadają pełni prawdy – bo też ich nauczycielem prawdy nie jest Bóg – określają zło i dobro w sposób dowolny i schlebiający żądzy: tu dobre jest to, co gdzie indziej jest złe, i tu jest złe to, co gdzie indziej jest dobre” (Tertulian, O widowiskach, XXI). „Dlatego też, najmilsi moi, strzeżcie się bałwochwalstwa!” (1 Kor 10,14).

Błędy bałwochwalstwa muszą koniecznie zostać rozpoznane i usunięte, gdyż powodują one silne wyobcowanie człowieka i oddalają go od jego prawdziwego przeznaczenia. Uniemożliwiają mu uznanie w Chrystusie jedynego i prawdziwego Zbawiciela (por. Benedykt XVI, Rozum nigdy nie jest w sprzeczności z wiarą. Msza św. na placu Inwalidów, Paryż ‒ 13.09.2008).

b) Książę Stefan rozumiał niebezpieczeństwo na jakie z racji bałwochwalstwa byli wystawieni Węgrzy i – w ramach swoich możliwości – podjął odpowiednie kroki, aby je usunąć. Wprawdzie już wcześniej usiłował to uczynić jego ojciec, książę Geza, starając się bezskutecznie osiągnąć pokonanie idolatrii przy pomocy siły, ale to dopiero Stefan osiągnął cel przy pomocy perswazji. A sumie jednak geniusz obu tych protoplastów węgierskich władców – podobnie jak polskiego księcia Mieszka I (922-992) – polegał na dalekosiężnym spojrzeniu w przyszłość i zrozumieniu tego, jak bardzo niezbędną dla Węgier jest sprawą przejście od kultu stworzeń do kultu Stwórcy.

Dlaczego ci władcy zdecydowali się na tak odważny krok? Pragmatyczna odpowiedź brzmi:ponieważ dostrzegli w tym korzyści polityczne, kulturowe i gospodarcze. Faktycznie, ich decyzja mogła być częściowo uwarunkowana takimi motywami, dostrzegli oni bowiem chrześcijaństwo jako religijne spoiwo społeczeństwa, łamiące separatyzmy plemienne. Bo cywilizacja chrześcijańska wzmacniała pozycję panującego, sakralizując władzę monarszą.

Dzięki ich odwadze rodzące się państwo węgierskie zaczęło się budować na ewangelijnych wartościach, które stały się fundamentem węgierskiego życia indywidualnego, społecznego i państwowego. Wiara chrześcijańska dała początek nowej kulturze narodu węgierskiego, która to kultura przez tysiąc lat burzliwej i jednocześnie chwalebnej historii miała wydać – poprzez instytucje polityczne, edukacyjne, artystyczne i religijne – świadectwo swej żywotności moralnej, swojej spójności z cywilizacją europejską i wyjątkowej oryginalności etnicznej. Trudno objąć jednym spojrzeniem wszystkie dobrodziejstwa, jakie Węgrom przyniósł Chrzest święty.

Ostatecznie jednak to nie tyle wartości narodowe, kulturowe, gospodarcze i polityczne zadecydowały o rozpoczęciu chrystianizacji Węgier, ile raczej szczera wiary Gezy i Stefana w to, że tylko Chrystus jest jedynym prawdziwym Bogiem. Chrzest miał dla nich przede wszystkim znaczenie osobiste. Podczas swego Chrztu obaj wypowiedzieli słowa: „Wierzę w Boga Ojca Wszechmogącego…”. Dzięki tej wierze dokonali prawdziwej rewolucji, prawdziwego zwrotu duchowego, przechodząc od kultu stworzeń (tj. elementów tego świata: słońca, księżyca, zjawisk pogodowych, świętych drzew i zwierząt) do kultu Stworzyciela.

Książę Stefan „sprowadził wielu znakomitych mężów i uczonych kapłanów z Niemiec do Węgier, aby za ich pomocą spełnić uroczysty ślub, złożony przy Chrzcie świętym”. Pracując energicznie nad zjednoczeniem państwa, stworzył jednocześnie solidną organizację kościelną. Wraz z błogosławioną Gizelą fundował liczne kościoły, hospicja dla pielgrzymów i inne instytucje dobroczynne. Założył słynne opactwo benedyktyńskie w Pannohalma oraz cztery inne klasztory, w tym także żeński klasztor obrządku wschodniego i klasztor bazylianów. Za zezwoleniem papieża ufundował metropolię w Ostrzychomiu i sieć zależnych od niej stolic biskupich (Eger, Györ, Pecz, Vac, Veszprém). Niedługo potem założył drugą metropolię w Kalocsa-Kecskemét i jej sufraganie (Csanád, Biharea). Przyczynił się do utworzenia biskupstwa w Nitrze. Powołanie przez niego dwóch metropolii miało dla historii Węgier strategiczne znaczenie, bo własne metropolie dawały niezależność od stolic arcybiskupich w cesarstwie rzymsko-niemieckim, przez które rozciągała się również sieć wpływów politycznych.

„Ucieszony z nawrócenia tak obszernego kraju, Papież Sylwester II nie tylko zatwierdził wszystkie rozporządzenia i fundacje Stefana, ale obdarzył go tytułem króla, nadto ofiarując mu kosztowną koronę, zamianował jego i następców jego Delegatami Apostolskimi i przyznał im przywilej, aby przed nimi niesiono krzyż podwójny jako oznakę Apostolskiej godności” (Żywot świętego Stefana, króla węgierskiego). I tak to – w dzień Bożego Narodzenia 25 grudnia 1000 roku – Stefan został uroczyście namaszczony i koronowany na pierwszego króla zjednoczonych Węgier w katedrze w Ostrzyhomiu, otrzymując zaszczytny tytuł „króla apostolskiego”. A dokonało się to już po pierwszych trzech lat jego panowania.

Oto świeżo obmyte wodą chrztu, pogańskie dotąd plemię Węgrów otrzymało katolickiego króla, stając się tym samym pełnoprawnym członkiem rodziny cywilizowanych krajów europejskich. Rodziny, w której najwyższą cnotą obywatelską było wcielanie ideału Państwa Bożego.

Mimo iż w tym samym czasie i niemniej gorliwie o koronę starał się polski książę Bolesław Chrobry, popierany przez samego cesarza Ottona III, polski książę otrzymał ją dopiero ćwierć wieku później. Bolesław Chrobry nie dostąpił jednak nigdy zaszczytu wyniesienia go na ołtarze.

Stefanowi udało się osiągnąć drugi cel swego panowania, pociągając do Boga rzesze swoich poddanych nie przez surowość, ale przez przykład własnej świętości: „Ciało i ducha utrzymywał na wodzy ciągłymi umartwieniami i ćwiczeniami pokuty, jednej sobie tylko pozwalając przyjemności, tj. zajmowania się ubogimi, wdowami i sierotami. Często nawet przebrany chadzał z jałmużną do domów tych, którzy się wstydzili żebrać. Gdy raz był zajęty rozdzielaniem jałmużny, opadła go czereda żebraków, powaliła o ziemię, poturbowała i obdarła z wszystkiego. Zaledwie jednak podźwignął się na nogi, odezwał się w te słowa do serdecznie umiłowanej Maryi Panny: ‘Otóż widzisz, Królowo Niebios, jak mi się odwdzięczają dzieci Twego Syna, Zbawiciela mego; ale wstaw się za nimi do Jezusa, niech im tak łaskawie wybaczy, jak ja im tego nie popamiętam’” (Żywot świętego Stefana, króla węgierskiego).

Tak to spełniła się wizja otrzymana przez jego ojca, że jego syn, Stefan, „z pomocą Bożą nawróci cały naród na wiarę Chrystusową i zostanie świętym”. Sam Stefan dotrzymał też danego przy Chrzcie słowa.

  1. CHRYSTIANIZACJA DZISIAJ

Druga, aktualna kwestia to chrystianizacja dzisiaj.

a) Tysiąc lat, jakie upłynęło od Chrztu świętego Stefana uświadamia nam dzisiaj przykrą prawdę, wydaje się jakbyśmy powoli wracali w czasy poprzedzające chrystianizację Europy. Oto dookoła nas zaczyna coraz bardziej gęstnieć epoka ciemności; jakby wracały pogańskie czasy bałwochwalstwa.

Wskutek działań całych systemów mających na celu ograniczanie wpływu chrześcijaństwa na wybory moralne oraz wypieranie go z życia publicznego po to, by osłabić je także w życiu prywatnym, wskutek erozji samego chrześcijaństwa, wreszcie wskutek chętnego poddawania się samego człowieka wpływom materializmu i konsumeryzmu, powstała próżnia, którą zaczęły wypełniać liczniejsze niż kiedyś idole i majaki. To mnóstwo współczesnych bożków wymyślonych i ubóstwianych przez ludzi (człowiek, natura, władza, idee, kariera zawodowa, pieniądze, przyjemności, astrologia, horoskopy, niezliczone sekty i kulty). „Miejsce tego, co boskie, zajęło to, co monstrualne” (P. Sloterdijk, La Domestication de lêtre, Paris 2000, s. 31). A następstwem tego jest upadek transcendentnej podstawy sądów moralnych w europejskim życiu publicznym i prywatnym. A wszędzie tam, gdzie „poskromione są zasady, tam zdobywają władzę małostkowe pragnienia” – pisał Abraham Joshua Heschel (Wzorzec życia, Znak 10(1991)97).

Ktoś mógłby powiedzieć: „nieważne, w co wierzysz, ważne jak żyjesz”. Takie ujęcie sprawy byłoby  świadectwem skrajnej bezmyślności, jest bowiem całkiem odwrotnie. Żyjemy zgodnie z naszą wiarą, a nasze przekonania są motorem naszych działań. Jeśli nasze myślenie jest złe, wówczas także nasze czyny będą złe (abp Fulton. J. Sheen, Myśli na każdy dzień, Sandomierz 2018, 76).

„Mimo, że zachodnie demokratyczne społeczności mają wiele elementów pozytywnych na polu kulturalnym, ekonomicznym i politycznym, nie są jednak pozbawione poważnych braków. Ciesząc się prawem do pełniejszej wolności, ludzie roszczą sobie prawo do aborcji, eutanazji, nieograniczonych niczym doświadczeń genetycznych, do związków homoseksualnych, i zachowują się jako niezależni twórcy własnego bytu. Zachłanność konsumistyczna szeroko rozpowszechniona, bardzo często może być zaspokojona jedynie dzięki wyzyskowi słabszych osób i narodów. Pasożytnicza gonitwa za zyskiem, podtrzymywana przez współczesne technologie, daje początek niepohamowanemu nadużyciu dóbr naturalnych i skłania do przynajmniej pośredniego ucisku innych. Podczas gdy świat zachodni cieszy się wysokim poziomem życia, utrzymuje się ten dobrobyt kosztem ubóstwa większości ludności świata” (Papieska Komisja Biblijna, Biblia a moralność. Biblijne korzenie postępowania chrześcijańskiego, n. 117, Kielce 2009, s.163).

Papież Benedykt XVI – na otwarcie pierwszej sesji ogólnej Synodu Bliskiego Wschodu – zwrócił uwagę na konieczność obalenia fałszywych bożków: „Również dziś Chrystus musi się narodzić dla świata i obaleni muszą zostać fałszywi bogowie, za cenę cierpienia i męczeństwa świadków. Pomyślmy o wielkich mocach dzisiejszych dziejów. Pomyślmy o anonimowych kapitałach, czyniących z człowieka niewolnika, będących anonimową władzą, której ludzie służą, dla której są wydawani na męczarnie i śmierć. Są one władzą destrukcyjną, która zagraża światu. Pomyślmy o terrorystycznych ideologiach, które rzekomo w imię Boga dopuszczają się aktów przemocy. Jednak to nie Bóg im przyświeca, lecz fałszywi bogowie, których trzeba zdemaskować, bo nie są Bogiem. Pomyślmy też o narkotykach, które są mocą będącą niczym zachłanna bestia, co bierze w swoje ręce różne części świata i niszczy je. To też jest fałszywy bóg, który musi upaść. Pomyślmy o stylu życia propagowanym przez opinię publiczną. Małżeństwo się nie liczy, czystość się nie liczy itd. Te dominujące ideologie, które narzucają się siłą, są fałszywymi bogami”.

b) Jak wyrwać się z tego śmiercionośnego uścisku nowożytnego bałwochwalstwa? Jak przejść ponownie od kultu stworzenia do kultu Stwórcy?

Trzeba, aby Pan Bóg znalazł się ponownie na pierwszym miejscu, najpierw w życiu pojedynczego chrześcijanina, abyśmy na nowo zechcieli wsłuchiwać się w słowo Boże i pozwolili temu słowu oświecać nasze życie. Abyśmy zechcieli wytrwale kroczyć odnowioną drogą w świetle Chrystusa, tzn. bronili życia ludzkiego i rodziny, kształtowali sprawiedliwość społeczną według Ewangelii, zabiegali w codziennym życiu o prawdziwą wolność. Byśmy – tak na Węgrzech jak i w Polsce i całej Europie – dali autentyczny przykład życia według Ewangelii, cnót chrześcijańskich, przykład duchowego rozwoju –jak pisał papież Franciszek w przesłaniu z okazji 1050-lecia Chrztu Polski.

Być może – uczył papież Benedykt XVI – dzisiejsza sytuacja domaga się czegoś więcej. Podobnie jak męczeństwo chrześcijan w pierwszych wiekach istnienia Kościoła oczyściło ówczesny świat z politeizmu, tak ponownie będzie potrzeba męczeństwa współczesnych chrześcijan, aby świat został wyzwolony od zgubnego wpływu nowożytnych bożków, spod wpływu których możemy się wyzwolić tylko dzięki cierpieniu wierzących, cierpieniu świętych, cierpieniu Matki Kościoła.

Przypominając sobie czasy św. Stefana, widzimy że potrzeba nam czegoś więcej, potrzeba czegoś, co wydaje się dzisiaj zupełnie niemożliwe. Potrzeba nam świętych polityków, polityków na miarę św. Stefana. Takich, którzy wiedzą, że Kościół winien odpowiadać na duchowe potrzeby swoich wiernych, a wspólnota polityczna ma służyć temu, co wchodzi w zakres doczesnego dobra wspólnego (por. Kompendium Nauki Społecznej Kościoła, 424).Takich, którzy dochowują wierności wartościom naturalnym, szanując uprawnioną autonomię spraw doczesnych. Którzy dochowują wierności wartościom moralnym, świadomi nieodłącznego wymiaru etycznego każdego problemu społecznego i politycznego. Którzy dochowują wierności wartościom nadprzyrodzonym, realizujących swoje zadanie w duchu Ewangelii (por. KNSK, 569).

Potrzeba takich polityków, którzy w zsekularyzowanym świecie byliby zdolni „przez śmiałe projekty i inicjatywy przepoić zmysłem chrześcijańskim nie tylko obyczaje i świadomość ludzi, ale również prawa i struktury społeczności świeckiej” (KNSK, 531). Zdolnych do tego, by dzięki ich zaangażowaniu wyzwalające słowa Ewangelii rozbrzmiewały w złożonym świecie pracy, produkcji, przedsiębiorczości, finansów, handlu, polityki, prawodawstwa, kultury, stosunków społecznych, w którym żyje człowiek (por. KNSK, 70).

Potrzeba polityków przekonanych o tym, że kiedy Bóg stanie się punktem odniesienia, gdy Europa przestanie się bać Boga – co nie oznacza, że w świecie istnieje tylko chrześcijaństwo–wówczas wiele problemów ludzkich, rodzinnych i społecznych zostanie bardzo szybko rozwiązanych (kard. Angelo Bagnasco).

ZAKOŃCZENIE

Na koniec prośmy Boga o to, abyśmy – w świecie, który stara się zatrzeć różnicę między duszą i ciałem, między tym co duchowe a tym, co materialne, między tym, co ludzkie a tym, co zwierzęce, między kobietą a mężczyzną, między transcendencją a immanencją, w świecie, w którym konsumpcja stała się religią – abyśmy w takim właśnie świecie dążyli ‒ za przykładem św. Stefana ‒ do osiągnięcia trwałego szczęścia w Duchu Świętym. Amen.

Przewodniczący Episkopatu w Budapeszcie: potrzeba nam świętych polityków na miarę św. Stefana

2 godziny 11 minut temu

Do wkroczenia na odnowioną drogę w świetle Chrystusa, obrony życia ludzkiego i rodziny, kształtowania sprawiedliwości społecznej według Ewangelii, prawdziwej wolności w codziennym życiu i dawania autentycznego przykładu życia według Ewangelii, cnót chrześcijańskich, przykładu duchowego rozwoju na Węgrzech, w Polsce i całej Europie – wezwał abp Stanisław Gądecki 20 sierpnia 2019 r. podczas uroczystościach ku czci św. Stefana patrona Węgier z okazji święta narodowego. Wskazał też na potrzebę świętych polityków, polityków na miarę św. Stefana. Podczas Mszy św. przed katedrą w Budapeszcie pod przewodnictwem kard. Pétera Erdő, prymasa Węgier przewodniczący Konferencji Episkopatu Polski wygłosił homilię na temat „chrystianizacji wczoraj i dziś”.

Na wstępie abp Gądecki wyraził radość, że jako biskup najstarszej diecezji na ziemiach polskich może uczestniczyć w znaczącym dla narodu węgierskiego kościelnym i państwowym święcie ku czci św. Stefana, patrona i przewodnika narodu węgierskiego i pozdrowił wszystkich w imieniu Kościoła katolickiego w Polsce.

Metropolita poznański przypomniał dzieje życia św. Stefana, który urodził się ok. 969 roku w Ostrzyhomiu (Estergom) i znaczenie przyjętego w 974 r. przez Węgrów chrześcijaństwa. Król Stefan rozpoczął władanie w kraju pogańskim tkwiącym głęboko w politeizmie, to znaczy w bałwochwalstwie. Zwrócił uwagę na istotną różnicę między bóstwami politeizmu a Bogiem monoteizmu. Politeizm od monoteizmu odróżnia ich źródło. Bogowie politeizmu są wymyślani przez ludzkie społeczeństwo, a Bóg monoteizmu się objawia. Jedni pochodzą z wewnątrz społeczeństwa, drugi pochodzi z zewnątrz.

Przypomniał, że bałwochwalstwo w sensie ścisłym (sensu stricto) zostało bardzo wcześnie rozpoznane przez Objawienie jako śmiertelne zagrożenie dla człowieka i społeczeństwa, dlatego zostało ono zakazane już w pierwszym przykazaniu Dekalogu: „Nie będziesz miał cudzych bogów obok Mnie!” „W pierwszym, czyli w najważniejszym ze wszystkich przykazań, bo z niego wynikają wszystkie pozostałe przykazania i na nim się opierają” – zaznaczył arcybiskup i przytoczył słowa św. Augustyna: „Jeśli Bóg jest na pierwszym miejscu, wszystko jest na swoim miejscu”.

Podkreślił, że bałwochwalstwo było i zawsze będzie bardzo niebezpieczne dla człowieka, gdyż bałwochwalca upodabnia się do tego, w czym znalazł swoją najwyższą wartość, dla czego jest gotów nawet do największych poświęceń. „Jeśli będziemy służyć Bogu żywemu, nasza tożsamość będzie się coraz głębiej wkorzeniać w to, co boskie, wartościowe i nieprzemijające. Jeśli natomiast będziemy wysługiwać się bożkom, to w naszym życiu pojawi się poczucie bezsensu i pustki ogarniając każdą dziedzinę naszego życia, myślenia i działania” – mówił metropolita poznański.

Mówiąc o bałwochwalstwie w sensie szerokim (sensu largo) abp Gądecki przypomniał, że w tym sensie bałwochwalstwem jest każdy grzech, będący wyrazem nieposłuszeństwa wobec Jedynego Boga. W tym kontekście nawiązał do nauczania św. Pawła Apostoła i Tertuliana. „Błędy bałwochwalstwa muszą koniecznie zostać rozpoznane i usunięte, gdyż powodują one silne wyobcowanie człowieka i oddalają go od jego prawdziwego przeznaczenia. Uniemożliwiają mu uznanie w Chrystusie jedynego i prawdziwego Zbawiciela” – mówił przewodniczący KEP.

Wskazał na geniusz protoplastów węgierskich władców: księcia Gezy, który starał się bezskutecznie osiągnąć pokonanie idolatrii przy pomocy siły i Stefana, który osiągnął ten cel przy pomocy perswazji. „W sumie jednak – podobnie jak polskiego księcia Mieszka I (922-992) – polegał on na dalekosiężnym spojrzeniu w przyszłość i zrozumieniu tego, jak bardzo niezbędne dla Węgier jest przejście od kultu stworzeń do kultu Stwórcy” – dodał.

Przypominając o korzyściach politycznych, kulturowych i gospodarczych płynących z przyjęcia chrześcijaństwa arcybiskup podkreślił, że nie tylko one zadecydowały o rozpoczęciu chrystianizacji Węgier, a raczej szczera wiara Gezy i Stefana w to, że tylko Chrystus jest jedynym prawdziwym Bogiem, a dzięki wierze dokonali oni prawdziwej rewolucji, prawdziwego zwrotu duchowego, przechodząc od kultu stworzeń do kultu Stworzyciela.

Abp Gądecki wskazał na zasługi króla Stefana: zjednoczenie państwa, utworzenie solidnej organizacji kościelnej, ufundowanie licznych kościołów, hospicjów dla pielgrzymów i innych instytucji dobroczynnych, założenie słynnego opactwa benedyktyńskiego w Pannohalma i ufundowanie metropolii w Ostrzychomiu i w Kalocsa-Kecskemét.

Arcybiskup przypomniał, że 25 grudnia 1000 roku Stefan został uroczyście namaszczony i koronowany na pierwszego króla zjednoczonych Węgier w katedrze w Ostrzyhomiu, otrzymując zaszczytny tytuł „króla apostolskiego”. „Oto świeżo obmyte wodą chrztu, pogańskie dotąd plemię Węgrów otrzymało katolickiego króla, stając się tym samym pełnoprawnym członkiem rodziny cywilizowanych krajów europejskich. Rodziny, w której najwyższą cnotą obywatelską było wcielanie ideału Państwa Bożego” – powiedział abp Gądecki. Zaznaczył, że Stefanowi udało się też osiągnąć drugi cel swego panowania, pociągając do Boga rzesze swoich poddanych nie przez surowość, ale przez przykład własnej świętości.

Abp Gądecki mówiąc o kwestii chrystianizacji, wciąż aktualnej dzisiaj, zwrócił uwagę, że od czasów Chrztu świętego Stefana „jesteśmy świadkami przykrej prawdy, gdyż wydaje się jakbyśmy powoli wracali w czasy poprzedzające chrystianizację Europy”. „Wskutek działań całych systemów mających na celu ograniczanie wpływu chrześcijaństwa na wybory moralne oraz wypieranie go z życia publicznego po to, by osłabić je także w życiu prywatnym, wskutek erozji samego chrześcijaństwa, wreszcie wskutek chętnego poddawania się samego człowieka wpływom materializmu i konsumeryzmu, powstała próżnia, którą zaczęły wypełniać liczniejsze niż kiedyś idole i majaki. To mnóstwo współczesnych bożków wymyślonych i ubóstwianych przez ludzi (człowiek, natura, władza, idee, kariera zawodowa, pieniądze, przyjemności, astrologia, horoskopy, niezliczone sekty i kulty)” – mówił przewodniczący KEP.

Zwrócił uwagę, że mimo iż zachodnie demokratyczne społeczności mają wiele elementów pozytywnych na polu kulturalnym, ekonomicznym i politycznym, nie są jednak pozbawione poważnych braków. Ciesząc się prawem do pełniejszej wolności, ludzie roszczą sobie prawo do aborcji, eutanazji, nieograniczonych niczym doświadczeń genetycznych, do związków homoseksualnych, i zachowują się jako niezależni twórcy własnego bytu. Szeroko rozpowszechniona zachłanność konsumistyczna bardzo często może być zaspokojona jedynie dzięki wyzyskowi słabszych osób i narodów. Przypomniał słowa papieża Benedykta XVI, który na otwarcie pierwszej sesji ogólnej Synodu Bliskiego Wschodu zwrócił uwagę na konieczność obalenia „fałszywych bożków”.

Odpowiadając na pytania: jak wyrwać się z tego śmiercionośnego uścisku nowożytnego bałwochwalstwa i jak przejść ponownie od kultu stworzenia do kultu Stwórcy, przewodniczący KEP wskazał na konieczność, aby „Pan Bóg znalazł się ponownie na pierwszym miejscu, najpierw w życiu pojedynczego chrześcijanina, abyśmy na nowo zechcieli wsłuchiwać się w słowo Boże i pozwolili temu słowu oświecać nasze życie”.

Abp Gądecki wezwał – tak na Węgrzech, jak i w Polsce, i całej Europie – do wkroczenia na odnowioną drogę w świetle Chrystusa: obrony życia ludzkiego i rodziny, kształtowania sprawiedliwości społecznej według Ewangelii, prawdziwej wolności w codziennym życiu i dawania autentycznego przykładu życia według Ewangelii, cnót chrześcijańskich, przykładu duchowego rozwoju.

Zwrócił uwagę na prawdopodobną potrzebę męczeństwa współczesnych chrześcijan, aby „świat został wyzwolony od zgubnego wpływu nowożytnych bożków, spod wpływu których możemy się wyzwolić tylko dzięki cierpieniu wierzących, cierpieniu świętych, cierpieniu Matki Kościoła”.

Przewodniczący KEP wskazał też na potrzebę świętych polityków, polityków na miarę św. Stefana, takich, którzy wiedzą, że Kościół winien odpowiadać na duchowe potrzeby swoich wiernych, a wspólnota polityczna ma służyć temu, co wchodzi w zakres doczesnego dobra wspólnego. Polityków, którzy dochowują wierności wartościom naturalnym, szanując uprawnioną autonomię spraw doczesnych, którzy dochowują wierności wartościom moralnym, świadomi nieodłącznego wymiaru etycznego każdego problemu społecznego i politycznego i którzy dochowują wierności wartościom nadprzyrodzonym, polityków realizujących swoje zadanie w duchu Ewangelii.

Wskazał na potrzebę polityków, którzy w zsekularyzowanym świecie byliby zdolni przez śmiałe projekty i inicjatywy przepoić zmysłem chrześcijańskim nie tylko obyczaje i świadomość ludzi, ale również prawa i struktury społeczności świeckiej i zdolnych do tego, by dzięki ich zaangażowaniu wyzwalające słowa Ewangelii rozbrzmiewały w złożonym świecie pracy, produkcji, przedsiębiorczości, finansów, handlu, polityki, prawodawstwa, kultury, stosunków społecznych, w którym żyje człowiek.

Na zakończenie przewodniczący KEP wezwał: „Prośmy Boga o to, abyśmy – w świecie, który stara się zatrzeć różnicę między duszą i ciałem, między tym co duchowe a tym, co materialne, między tym, co ludzkie a tym, co zwierzęce, między kobietą a mężczyzną, między transcendencją a immanencją, w świecie, w którym konsumpcja stała się religią – abyśmy w takim właśnie świecie dążyli ‒ za przykładem św. Stefana ‒ do osiągnięcia trwałego szczęścia w Duchu Świętym”.

tom/ KAI

Publikujemy tekst homilii w języku polskim:

Abp Stanisław Gądecki
Chrystianizacja wczoraj i dziś. Uroczystości św. Stefana (Budapest, Katedra św. Stefana – 20.08.2019) 

Eminencjo, Księże Kardynale – Prymasie Węgier,
Panie Prezydencie Republiki Węgier,
Panie Premierze,
Parlamentarzyści,
Drodzy kapłani,
Osoby życia konsekrowanego,
Wszyscy obecni tutaj wierni,
Widzowie węgierskiej telewizji publicznej!

Spotykamy się dzisiaj w Budapeszcie na wspólnym dziękczynieniu za życie patrona i przewodnika narodu węgierskiego św. Stefana. Bardzo cieszę się z tego powodu, że jako biskup najstarszej diecezji na ziemiach polskich mogę uczestniczyć w tym znaczącym dla narodu węgierskiego kościelnym i państwowym święcie. Pozdrawiam wszystkich od Kościoła katolickiego, który jest w Polsce.

Żywot świętego Stefana, króla węgierskiego, którego dzisiaj czcimy, rozpoczyna się od bardzo znaczących słów: „Lud pogański, który zawojował Panonię czyli kraje Naddunajskie, zwał się Ugrowie czyli Węgrowie, albo Węgrzy. Żyli oni prawie wyłącznie z myślistwa i wojny i zapuszczali częstokroć swe wyprawy do Włoch i Niemiec, póki miecz cesarza Ottona I nie położył kresu ich najazdom na polu Lechowem pod Augsburgiem (955). Najwięcej się jednak do tego przyczyniła ta okoliczność, że książę ich Gejza (970-997) za przyczyną swej małżonki Sarolty, chrześcijanki, słynącej pięknością, bogobojnością i wysokim rozumem, poznał wiarę Chrystusa wpuścił do kraju misjonarzy katolickich, a w końcu sam się dał ochrzcić. Stało się to w roku 977”. Książę Gejza miał twardy, wyrobiony w bojach i rządach silnej ręki charakter, dlatego też próbował gwałtem wytępić pogaństwo, lecz dało to wręcz przeciwne skutki. I właśnie wtedy – wedle podania – otrzymał pociechę w postaci widzenia, w którym Pan Bóg zapowiedział mu, iż jego syn nawróci cały kraj i zostanie świętym.

Zapowiedziany syn Valk (Vajk) urodził się około 969 roku w Ostrzyhomiu (Estergom). „Rozradowany ojciec wraz z uszczęśliwioną matką zajęli się dzieckiem, dali mu jak najtroskliwsze wychowanie i kazali je uczyć zasad wiary świętej i potrzebnych umiejętności. Utalentowany królewicz rósł w lata, rozum i miłość Boga i ludzi. Bystrość jego była tak wielką, że licząc dopiero lat piętnaście, już brał udział w rządach, a gorliwość jego o cześć Bożą i dobro bliźniego tak silnie go ożywiała, że przy każdej sposobności – wobec twardego cokolwiek i popędliwego rodzica – bronił nieszczęśliwych i uciśnionych przeciw swawoli i bezprawiom gnębicieli i ciemięzców. Dopiero w osiemnastym roku życia ochrzczono go uroczyście wobec cesarza Ottona III i cesarza Henryka, księcia Bawarskiego. Na Chrzcie świętym otrzymał imię Stefana [Istvan] i złożył solenny ślub, iż z pomocą Bożą nawróci cały naród na wiarę Chrystusową” (Żywot świętego Stefana, króla węgierskiego).

1. CHRYSTIANIZACJA WCZORAJ

a) Jak się wywiązał Stefan z obietnicy złożonej podczas swojego Chrztu, czyli z nawrócenia całego kraju? Gdy rozpoczął swoje władanie zastał kraj pogański, czyli tkwiący, w politeizmie, to znaczy w bałwochwalstwie. Politeizm – jak głosi Chantal Delsol – jest stanem naturalnym ludzkości. „Jest on tym, co przychodzi instynktownie, co wszędzie rośnie i co również bezrefleksyjnie powraca, gdy wszystko zostaje zniszczone W stanie naturalnym człowiek jest poganinem. Rozpoznaje boskość w otaczającej go rzeczywistości, dostrzega niewidzialne w widzialnym”. Istotna różnica między bóstwami politeizmu a Bogiem monoteizmu nie sprowadza się do różnicy między wieloma a jednym. Politeizm od monoteizmu odróżnia ich źródło. Bogowie politeizmu są wymyślani przez ludzkie społeczeństwo, a Bóg monoteizmu się objawia. Jedni pochodzą z wewnątrz społeczeństwa, drugi pochodzi z zewnątrz (por. Ch. Delsol, Kamienie węgielne. Na czym nam zależy, Kraków 2018, 276-277.278).

Bałwochwalstwo zostało bardzo wcześnie rozpoznane przez Objawienie jako śmiertelne zagrożenie dla człowieka i społeczeństwa, dlatego zostało ono zakazane już w pierwszym przykazaniu Dekalogu. W pierwszym, czyli w najważniejszym ze wszystkich przykazań, bo z niego wynikają wszystkie pozostałe przykazania i na nim się opierają.

„Nie będziesz miał cudzych bogów obok Mnie!
Nie będziesz czynił żadnej rzeźby ani żadnego obrazu
tego, co jest na niebie wysoko,
ani tego, co jest na ziemi nisko,
ani tego, co jest w wodach pod ziemią!
Nie będziesz oddawał im pokłonu i nie będziesz im służył” (Wj 20,3-5).

W sensie ścisłym pierwsze przykazanie dotyczyło zakazu sporządzania bożków oraz oddawania im boskiej czci, co akurat tak na Węgrzech jak i w Polsce było bardzo żywe w X wieku.To przykazanie nakłada obowiązek stawiania Boga na pierwszym miejscu w życiu człowieka, co później krótko streścił św. Augustyn w prostym powiedzeniu: „jeśli Bóg jest na pierwszym miejscu, wszystko jest na swoim miejscu”.

Księga Rodzaju uczy, że Jedyny Bóg stworzył człowieka „na swój obraz, na obraz Boży go stworzył” (Rdz 1,27). Stworzył człowieka jako odbicie swojej boskiej chwały i uzdolnił go do oddawania Mu czci. Niestety człowiek – po upadku – nie okazał szczególnej skłonności do oddawania Bogu chwały, ale raczej okazał się skłonnym do podnoszenia wartości względnych do rangi Absolutu. Zamiast oddać chwałę Stworzycielowi, boską cześć oddawał stworzeniom, ubóstwiając to, co nie jest Bogiem (KKK, 2113).

Jednakże bałwochwalstwa nie da się praktykować bezkarnie; bałwochwalca upodabnia się do bożka, do idola, którego sobie wybrał: „Do nich są podobni ci, którzy je robią, i każdy, który im ufa” (Ps 115,4-5.8). Właśnie dlatego bałwochwalstwo było i zawsze będzie tak bardzo niebezpieczne dla człowieka. Amerykański filozof XIX wieku, Ralph Waldo Emerson ostrzegał przed tym w następujących słowach: „Trzeba być ostrożnym w tym, co czcimy, ponieważ to, co czcimy, tym się stajemy”. Bałwochwalca upodabnia się do tego, w czym znalazł swoją najwyższą wartość, dla czego jest gotów do największych poświęceń. Jeśli będziemy służyć Bogu żywemu, nasza tożsamość będzie się coraz głębiej wkorzeniać w to, co boskie, wartościowe i nieprzemijające. Jeśli natomiast będziemy wysługiwać się bożkom, to w naszym życiu pojawi się poczucie bezsensu i pustki (Ps 115,4-8), ogarniając każdą dziedzinę naszego życia, myślenia i działania.

Lecz oprócz bałwochwalstwa w sensie ścisłym (sensu stricto) – czyli oprócz boskiego kultu oddawanego posągom czy obrazom oraz stworzeniom – w Starym Testamencie znajdziemy również krytykę bałwochwalstwa rozumianego w sensie szerokim (sensu largo). W szerszym tego słowa znaczeniu bałwochwalstwem jest każdy grzech, będący wyrazem nieposłuszeństwa wobec Jedynego Boga.

Mechanizm, w jaki ten drugi rodzaj bałwochwalstwa przekłada się na grzeszny sposób życia, bodajże najdosadniej obnażył Apostoł Paweł. Podążając za myślą 13 rozdziału Księgi Mądrości powie on, że czciciele bożków: „choć Boga poznali, nie oddali Mu czci jako Bogu ani Mu nie dziękowali”, co spowodowało podwójny skutek: „znikczemnieli w swoich myślach i zaćmione zostało bezrozumne ich serce”. W ten sposób wydali samych siebie na żer bezecnych namiętności oraz na pastwę na nic niezdatnego rozumu; czyli konkretne występki są jego zdaniem prostą konsekwencją zaćmienia serca i rozumu (Rz 1,21-32). Z tego podwójnego zaćmienia rodzą się wszelkie „uczynki ciała” (czyli stosunki lesbijskie i homoseksualne, wszelka nieprawość, przewrotność, chciwość, niegodziwość, zazdrość, zabójstwo, waśnie, podstęp, złośliwość; potwarz, oszczerstwo, nienawidzenie Boga, zuchwałość, pycha, chełpliwość, pomysłowość w czynieniu tego, co złe, nieposłuszeństwo względem rodziców, bezrozumność, niestałość, brak serca, brak litości – Rz 1,26-31).

Tertulian powie później iż: „Poganie, którzy nie posiadają pełni prawdy – bo też ich nauczycielem prawdy nie jest Bóg – określają zło i dobro w sposób dowolny i schlebiający żądzy: tu dobre jest to, co gdzie indziej jest złe, i tu jest złe to, co gdzie indziej jest dobre” (Tertulian, O widowiskach, XXI). „Dlatego też, najmilsi moi, strzeżcie się bałwochwalstwa!” (1 Kor 10,14).

Błędy bałwochwalstwa muszą koniecznie zostać rozpoznane i usunięte, gdyż powodują one silne wyobcowanie człowieka i oddalają go od jego prawdziwego przeznaczenia. Uniemożliwiają mu uznanie w Chrystusie jedynego i prawdziwego Zbawiciela (por. Benedykt XVI, Rozum nigdy nie jest w sprzeczności z wiarą. Msza św. na placu Inwalidów, Paryż ‒ 13.09.2008).

b) Książę Stefan rozumiał niebezpieczeństwo na jakie z racji bałwochwalstwa byli wystawieni Węgrzy i – w ramach swoich możliwości – podjął odpowiednie kroki, aby je usunąć. Wprawdzie już wcześniej usiłował to uczynić jego ojciec, książę Geza, starając się bezskutecznie osiągnąć pokonanie idolatrii przy pomocy siły, ale to dopiero Stefan osiągnął cel przy pomocy perswazji. A sumie jednak geniusz obu tych protoplastów węgierskich władców – podobnie jak polskiego księcia Mieszka I (922-992) – polegał na dalekosiężnym spojrzeniu w przyszłość i zrozumieniu tego, jak bardzo niezbędną dla Węgier jest sprawą przejście od kultu stworzeń do kultu Stwórcy.

Dlaczego ci władcy zdecydowali się na tak odważny krok? Pragmatyczna odpowiedź brzmi:ponieważ dostrzegli w tym korzyści polityczne, kulturowe i gospodarcze. Faktycznie, ich decyzja mogła być częściowo uwarunkowana takimi motywami, dostrzegli oni bowiem chrześcijaństwo jako religijne spoiwo społeczeństwa, łamiące separatyzmy plemienne. Bo cywilizacja chrześcijańska wzmacniała pozycję panującego, sakralizując władzę monarszą.

Dzięki ich odwadze rodzące się państwo węgierskie zaczęło się budować na ewangelijnych wartościach, które stały się fundamentem węgierskiego życia indywidualnego, społecznego i państwowego. Wiara chrześcijańska dała początek nowej kulturze narodu węgierskiego, która to kultura przez tysiąc lat burzliwej i jednocześnie chwalebnej historii miała wydać – poprzez instytucje polityczne, edukacyjne, artystyczne i religijne – świadectwo swej żywotności moralnej, swojej spójności z cywilizacją europejską i wyjątkowej oryginalności etnicznej. Trudno objąć jednym spojrzeniem wszystkie dobrodziejstwa, jakie Węgrom przyniósł Chrzest święty.

Ostatecznie jednak to nie tyle wartości narodowe, kulturowe, gospodarcze i polityczne zadecydowały o rozpoczęciu chrystianizacji Węgier, ile raczej szczera wiary Gezy i Stefana w to, że tylko Chrystus jest jedynym prawdziwym Bogiem. Chrzest miał dla nich przede wszystkim znaczenie osobiste. Podczas swego Chrztu obaj wypowiedzieli słowa: „Wierzę w Boga Ojca Wszechmogącego…”. Dzięki tej wierze dokonali prawdziwej rewolucji, prawdziwego zwrotu duchowego, przechodząc od kultu stworzeń (tj. elementów tego świata: słońca, księżyca, zjawisk pogodowych, świętych drzew i zwierząt) do kultu Stworzyciela.

Książę Stefan „sprowadził wielu znakomitych mężów i uczonych kapłanów z Niemiec do Węgier, aby za ich pomocą spełnić uroczysty ślub, złożony przy Chrzcie świętym”. Pracując energicznie nad zjednoczeniem państwa, stworzył jednocześnie solidną organizację kościelną. Wraz z błogosławioną Gizelą fundował liczne kościoły, hospicja dla pielgrzymów i inne instytucje dobroczynne. Założył słynne opactwo benedyktyńskie w Pannohalma oraz cztery inne klasztory, w tym także żeński klasztor obrządku wschodniego i klasztor bazylianów. Za zezwoleniem papieża ufundował metropolię w Ostrzychomiu i sieć zależnych od niej stolic biskupich (Eger, Györ, Pecz, Vac, Veszprém). Niedługo potem założył drugą metropolię w Kalocsa-Kecskemét i jej sufraganie (Csanád, Biharea). Przyczynił się do utworzenia biskupstwa w Nitrze. Powołanie przez niego dwóch metropolii miało dla historii Węgier strategiczne znaczenie, bo własne metropolie dawały niezależność od stolic arcybiskupich w cesarstwie rzymsko-niemieckim, przez które rozciągała się również sieć wpływów politycznych.

„Ucieszony z nawrócenia tak obszernego kraju, Papież Sylwester II nie tylko zatwierdził wszystkie rozporządzenia i fundacje Stefana, ale obdarzył go tytułem króla, nadto ofiarując mu kosztowną koronę, zamianował jego i następców jego Delegatami Apostolskimi i przyznał im przywilej, aby przed nimi niesiono krzyż podwójny jako oznakę Apostolskiej godności” (Żywot świętego Stefana, króla węgierskiego). I tak to – w dzień Bożego Narodzenia 25 grudnia 1000 roku – Stefan został uroczyście namaszczony i koronowany na pierwszego króla zjednoczonych Węgier w katedrze w Ostrzyhomiu, otrzymując zaszczytny tytuł „króla apostolskiego”. A dokonało się to już po pierwszych trzech lat jego panowania.

Oto świeżo obmyte wodą chrztu, pogańskie dotąd plemię Węgrów otrzymało katolickiego króla, stając się tym samym pełnoprawnym członkiem rodziny cywilizowanych krajów europejskich. Rodziny, w której najwyższą cnotą obywatelską było wcielanie ideału Państwa Bożego.

Mimo iż w tym samym czasie i niemniej gorliwie o koronę starał się polski książę Bolesław Chrobry, popierany przez samego cesarza Ottona III, polski książę otrzymał ją dopiero ćwierć wieku później. Bolesław Chrobry nie dostąpił jednak nigdy zaszczytu wyniesienia go na ołtarze.

Stefanowi udało się osiągnąć drugi cel swego panowania, pociągając do Boga rzesze swoich poddanych nie przez surowość, ale przez przykład własnej świętości: „Ciało i ducha utrzymywał na wodzy ciągłymi umartwieniami i ćwiczeniami pokuty, jednej sobie tylko pozwalając przyjemności, tj. zajmowania się ubogimi, wdowami i sierotami. Często nawet przebrany chadzał z jałmużną do domów tych, którzy się wstydzili żebrać. Gdy raz był zajęty rozdzielaniem jałmużny, opadła go czereda żebraków, powaliła o ziemię, poturbowała i obdarła z wszystkiego. Zaledwie jednak podźwignął się na nogi, odezwał się w te słowa do serdecznie umiłowanej Maryi Panny: ‘Otóż widzisz, Królowo Niebios, jak mi się odwdzięczają dzieci Twego Syna, Zbawiciela mego; ale wstaw się za nimi do Jezusa, niech im tak łaskawie wybaczy, jak ja im tego nie popamiętam’” (Żywot świętego Stefana, króla węgierskiego).

Tak to spełniła się wizja otrzymana przez jego ojca, że jego syn, Stefan, „z pomocą Bożą nawróci cały naród na wiarę Chrystusową i zostanie świętym”. Sam Stefan dotrzymał też danego przy Chrzcie słowa.

  1. CHRYSTIANIZACJA DZISIAJ

Druga, aktualna kwestia to chrystianizacja dzisiaj.

a) Tysiąc lat, jakie upłynęło od Chrztu świętego Stefana uświadamia nam dzisiaj przykrą prawdę, wydaje się jakbyśmy powoli wracali w czasy poprzedzające chrystianizację Europy. Oto dookoła nas zaczyna coraz bardziej gęstnieć epoka ciemności; jakby wracały pogańskie czasy bałwochwalstwa.

Wskutek działań całych systemów mających na celu ograniczanie wpływu chrześcijaństwa na wybory moralne oraz wypieranie go z życia publicznego po to, by osłabić je także w życiu prywatnym, wskutek erozji samego chrześcijaństwa, wreszcie wskutek chętnego poddawania się samego człowieka wpływom materializmu i konsumeryzmu, powstała próżnia, którą zaczęły wypełniać liczniejsze niż kiedyś idole i majaki. To mnóstwo współczesnych bożków wymyślonych i ubóstwianych przez ludzi (człowiek, natura, władza, idee, kariera zawodowa, pieniądze, przyjemności, astrologia, horoskopy, niezliczone sekty i kulty). „Miejsce tego, co boskie, zajęło to, co monstrualne” (P. Sloterdijk, La Domestication de lêtre, Paris 2000, s. 31). A następstwem tego jest upadek transcendentnej podstawy sądów moralnych w europejskim życiu publicznym i prywatnym. A wszędzie tam, gdzie „poskromione są zasady, tam zdobywają władzę małostkowe pragnienia” – pisał Abraham Joshua Heschel (Wzorzec życia, Znak 10(1991)97).

Ktoś mógłby powiedzieć: „nieważne, w co wierzysz, ważne jak żyjesz”. Takie ujęcie sprawy byłoby  świadectwem skrajnej bezmyślności, jest bowiem całkiem odwrotnie. Żyjemy zgodnie z naszą wiarą, a nasze przekonania są motorem naszych działań. Jeśli nasze myślenie jest złe, wówczas także nasze czyny będą złe (abp Fulton. J. Sheen, Myśli na każdy dzień, Sandomierz 2018, 76).

„Mimo, że zachodnie demokratyczne społeczności mają wiele elementów pozytywnych na polu kulturalnym, ekonomicznym i politycznym, nie są jednak pozbawione poważnych braków. Ciesząc się prawem do pełniejszej wolności, ludzie roszczą sobie prawo do aborcji, eutanazji, nieograniczonych niczym doświadczeń genetycznych, do związków homoseksualnych, i zachowują się jako niezależni twórcy własnego bytu. Zachłanność konsumistyczna szeroko rozpowszechniona, bardzo często może być zaspokojona jedynie dzięki wyzyskowi słabszych osób i narodów. Pasożytnicza gonitwa za zyskiem, podtrzymywana przez współczesne technologie, daje początek niepohamowanemu nadużyciu dóbr naturalnych i skłania do przynajmniej pośredniego ucisku innych. Podczas gdy świat zachodni cieszy się wysokim poziomem życia, utrzymuje się ten dobrobyt kosztem ubóstwa większości ludności świata” (Papieska Komisja Biblijna, Biblia a moralność. Biblijne korzenie postępowania chrześcijańskiego, n. 117, Kielce 2009, s.163).

Papież Benedykt XVI – na otwarcie pierwszej sesji ogólnej Synodu Bliskiego Wschodu – zwrócił uwagę na konieczność obalenia fałszywych bożków: „Również dziś Chrystus musi się narodzić dla świata i obaleni muszą zostać fałszywi bogowie, za cenę cierpienia i męczeństwa świadków. Pomyślmy o wielkich mocach dzisiejszych dziejów. Pomyślmy o anonimowych kapitałach, czyniących z człowieka niewolnika, będących anonimową władzą, której ludzie służą, dla której są wydawani na męczarnie i śmierć. Są one władzą destrukcyjną, która zagraża światu. Pomyślmy o terrorystycznych ideologiach, które rzekomo w imię Boga dopuszczają się aktów przemocy. Jednak to nie Bóg im przyświeca, lecz fałszywi bogowie, których trzeba zdemaskować, bo nie są Bogiem. Pomyślmy też o narkotykach, które są mocą będącą niczym zachłanna bestia, co bierze w swoje ręce różne części świata i niszczy je. To też jest fałszywy bóg, który musi upaść. Pomyślmy o stylu życia propagowanym przez opinię publiczną. Małżeństwo się nie liczy, czystość się nie liczy itd. Te dominujące ideologie, które narzucają się siłą, są fałszywymi bogami”.

b) Jak wyrwać się z tego śmiercionośnego uścisku nowożytnego bałwochwalstwa? Jak przejść ponownie od kultu stworzenia do kultu Stwórcy?

Trzeba, aby Pan Bóg znalazł się ponownie na pierwszym miejscu, najpierw w życiu pojedynczego chrześcijanina, abyśmy na nowo zechcieli wsłuchiwać się w słowo Boże i pozwolili temu słowu oświecać nasze życie. Abyśmy zechcieli wytrwale kroczyć odnowioną drogą w świetle Chrystusa, tzn. bronili życia ludzkiego i rodziny, kształtowali sprawiedliwość społeczną według Ewangelii, zabiegali w codziennym życiu o prawdziwą wolność. Byśmy – tak na Węgrzech jak i w Polsce i całej Europie – dali autentyczny przykład życia według Ewangelii, cnót chrześcijańskich, przykład duchowego rozwoju –jak pisał papież Franciszek w przesłaniu z okazji 1050-lecia Chrztu Polski.

Być może – uczył papież Benedykt XVI – dzisiejsza sytuacja domaga się czegoś więcej. Podobnie jak męczeństwo chrześcijan w pierwszych wiekach istnienia Kościoła oczyściło ówczesny świat z politeizmu, tak ponownie będzie potrzeba męczeństwa współczesnych chrześcijan, aby świat został wyzwolony od zgubnego wpływu nowożytnych bożków, spod wpływu których możemy się wyzwolić tylko dzięki cierpieniu wierzących, cierpieniu świętych, cierpieniu Matki Kościoła.

Przypominając sobie czasy św. Stefana, widzimy że potrzeba nam czegoś więcej, potrzeba czegoś, co wydaje się dzisiaj zupełnie niemożliwe. Potrzeba nam świętych polityków, polityków na miarę św. Stefana. Takich, którzy wiedzą, że Kościół winien odpowiadać na duchowe potrzeby swoich wiernych, a wspólnota polityczna ma służyć temu, co wchodzi w zakres doczesnego dobra wspólnego (por. Kompendium Nauki Społecznej Kościoła, 424).Takich, którzy dochowują wierności wartościom naturalnym, szanując uprawnioną autonomię spraw doczesnych. Którzy dochowują wierności wartościom moralnym, świadomi nieodłącznego wymiaru etycznego każdego problemu społecznego i politycznego. Którzy dochowują wierności wartościom nadprzyrodzonym, realizujących swoje zadanie w duchu Ewangelii (por. KNSK, 569).

Potrzeba takich polityków, którzy w zsekularyzowanym świecie byliby zdolni „przez śmiałe projekty i inicjatywy przepoić zmysłem chrześcijańskim nie tylko obyczaje i świadomość ludzi, ale również prawa i struktury społeczności świeckiej” (KNSK, 531). Zdolnych do tego, by dzięki ich zaangażowaniu wyzwalające słowa Ewangelii rozbrzmiewały w złożonym świecie pracy, produkcji, przedsiębiorczości, finansów, handlu, polityki, prawodawstwa, kultury, stosunków społecznych, w którym żyje człowiek (por. KNSK, 70).

Potrzeba polityków przekonanych o tym, że kiedy Bóg stanie się punktem odniesienia, gdy Europa przestanie się bać Boga – co nie oznacza, że w świecie istnieje tylko chrześcijaństwo–wówczas wiele problemów ludzkich, rodzinnych i społecznych zostanie bardzo szybko rozwiązanych (kard. Angelo Bagnasco).

ZAKOŃCZENIE

Na koniec prośmy Boga o to, abyśmy – w świecie, który stara się zatrzeć różnicę między duszą i ciałem, między tym co duchowe a tym, co materialne, między tym, co ludzkie a tym, co zwierzęce, między kobietą a mężczyzną, między transcendencją a immanencją, w świecie, w którym konsumpcja stała się religią – abyśmy w takim właśnie świecie dążyli ‒ za przykładem św. Stefana ‒ do osiągnięcia trwałego szczęścia w Duchu Świętym. Amen.

Wiara Polaków jest żywa. Rozmowa z kard. Zenonem Grocholewskim

10 godzin 13 minut temu

– Jestem pełen podziwu dla Polaków, że potrafią przeżywać i wyrażać swoją wiarę – powiedział w rozmowie z Joanną Adamik z biura prasowego archidiecezji krakowskiej kardynał Zenon Grocholewski. Kardynał przyznał, że choć był już wcześniej w Sanktuarium Pasyjno-Maryjnym w Kalwarii Zebrzydowskiej – z Janem Pawłem II i Benedyktem XVI – to dopiero uczestnicząc w uroczystościach odpustowych Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny, zrozumiał religijny i duchowy wymiar tego miejsca.

To jest potężne centrum pielgrzymkowe. Podziwiam tych wszystkich, którzy tu przyjechali z różnych stron Polski. Pobyt tutaj mnie podbudował. Cieszyłem się, widzących tych rozmodlonych i klęczących na kamieniach ludzi. Pokazuje to ich wiarę. Oni się nie zrażali tym, że Liturgia trwała długo. Była cisza, spokój i modlitwa. Jestem pełen podziwu i uznania dla Polaków, że potrafią przeżywać i wyrażać swoją wiarę (…) Życzę, aby to Sanktuarium budowało dobro, nie tylko w Archidiecezji Krakowskiej, ale w całej Polsce. Myślę, że tak będzie.

Zapytany o obecną sytuację Kościoła w Polsce – o trudny czas dla katolików, wyraził poparcie dla arcybiskupa Marka Jędraszewskiego i podkreślił konieczność głoszenia prawdy Bożej „w porę i nie w porę”.  Dodał, że trzeba wziąć na siebie swój krzyż – nie bać się trudności, lekceważenia i wrogich słów.

– Nie możemy dać się zastraszyć (…) Musimy mówić, bronić prawdy nawet, gdybyśmy byli za to obrzucani kamieniami. To jest nasze zwycięstwo! Święty Maksymilian Kolbe umierał w bunkrze głodowym – to było jego zwycięstwo. Musimy brać z tego wzór – trzeba wziąć na siebie swój krzyż. Kto go nie bierze i nie idzie za Chrystusem, nie jest godzien swojego Pana! Nie możemy bać się krzyża, trudności, bycia obrażonym, zlekceważonym. To nas nie powinno przerażać, a stać się powodem wzmocnienia – mamy pomagać ludziom nie tylko słowem, ale też modlitwą, ofiarą krzyżem. Mamy budować Kościół wszystkimi sposobami.

Zaznaczył, że wiara w Polsce jest wciąż żywa, o czym świadczą kolejki do konfesjonałów i próby zmiany swojego życia na lepsze. Zaprzeczył propagandzie, że Polska znajduje się obecnie na „peryferiach wiary”. Dodał, że wielokrotnie walczył o to, aby w seminariach dobrze przygotowywać księży do Sakramentu Pokuty i Pojednania.

– Spowiedź jest znakiem wiary. Tego, że człowiek chce się nawrócić, zrobić coś lepiej, widząc swoją słabość. Wielkość polega na tym, że próbuje się z tego wydobyć, poprawić, uczynić coś dobrego. Spowiedź jest dla mnie wielką rzeczą (…) Wymogi Ewangelii są bardzo duże. Z jednej strony trochę nas przerażają, czujemy się słabi, by im sprostać, z drugiej – w Sakramencie Pokuty wszystko się przebacza. Między tymi prawdami jest cały dynamizm rozwoju duchowego. Jeśli człowiek się nie spowiada, to szybko nie dostrzega tych wymogów, nie widzi swojego grzechu (…) Kiedy moi koledzy z Polski dzwonią i mówią, że długo dziś spowiadali, odpowiadam: dziękujcie za to Panu Bogu!

Wspominał, że po święceniach, kiedy jako młody kapłan siedział w konfesjonale, nieustannie podziwiał wiarę i zaufanie penitentów.

– Zawsze miałem dużo szacunku do penitentów. Największa radość była wtedy, kiedy jakiś „porządny” grzesznik nawracał się po latach.

Opowiadał, że raz przytrafiła mu się sytuacja, kiedy późnym wieczorem przyszedł do niego nieznany mu człowiek, który wyznał, że nie wie, czy wierzy, ale odczuwa potrzebę zbliżenia się do Pana Boga. Wyspowiadał się, a kiedy usłyszał, że może przyjąć komunię, rozpłakał się. Kardynał zaznaczył, że ten moment był dla niego duchowymi rekolekcjami, podczas których w niezwykły sposób doświadczył Bożej obecności.

– Pomimo zmęczenia, przyszedłem wtedy do domu uradowany. To się stało na moich oczach – nie ja go nawróciłem, ale Pan Bóg. Mam dużo takich pięknych, budujących wrażeń z konfesjonału.

Na zakończenie podkreślił, że Jan Paweł II miał ogromne zaufanie do Matki Bożej, które wyraził w swoim zawołaniu – „Totus Tuus”.

– Cały zawierzył się Matce Bożej i na Nią liczył! Czasami nasze plany nie pokrywają się z tymi Bożymi, ale on wierzył, że jego każda modlitwa będzie wysłuchana.

Joanna Adamik, Joanna Folfasińska | Archidiecezja Krakowska
Fot. Joanna Adamik | Archidiecezja Krakowska
Video Katarzyna Katarzyńska | Archidiecezja Krakowska

Budapeszt: przewodniczący KEP na uroczystościach ku czci św. Stefana (zapowiedź)

pon., 08/19/2019 - 15:56
Przewodniczący Konferencji Episkopatu Polski, abp Stanisław Gądecki weźmie jutro udział w uroczystościach ku czci św. Stefana patrona Węgier z okazji święta narodowego. Podczas Mszy św. w katedrze w Budapeszcie pod przewodnictwem kard. Pétera Erdő, prymasa Węgier metropolita poznański wygłosi homilię na temat „chrystianizacji wczoraj i dziś”.

 

Uroczystości z udziałem prezydenta kraju Jánosa Ádera i premiera Viktora Orbána oraz najwyższych władz państwowych Węgier, rozpoczną się jutro o godz. 17.00. Po Mszy św. transmitowanej przez telewizję publiczną, ulicami Budapesztu przejdzie uroczysta procesja z relikwiami św. Stefana, w której uczestniczy tradycyjnie wiele bractw i organizacji katolickich z terenu Węgier i sąsiednich krajów, wśród nich przedstawiciele polskiej parafii w Budapeszcie. Swój udział w uroczystościach zapowiedziała m. in. marszałek Sejmu RP, Elżbieta Witek.

Św. Stefan był synem księcia węgierskiego Gejzy i Adelajdy – córki księcia polskiego Mieszka I. Urodził się w ówczesnej stolicy Węgier, Ostrzychomiu (Esztergom) około 969 roku. Według legendy chrztu udzielił mu św. Wojciech, biskup czeskiej Pragi, czczony jako patron Polski. Na pewno jednak biskup Wojciech udzielił młodemu księciu sakramentu bierzmowania. Po śmierci ojca w 997 roku i pokonaniu wielmożów Stefan objął rządy. Rządził państwem węgierskim ponad 40 lat. Pomógł w stworzeniu organizacji Kościoła na Węgrzech i gorliwie szerzył chrześcijaństwo. W nagrodę otrzymał od papieża Sylwestra II koronę królewską, jako pierwszy król Węgier oraz zaszczytny tytuł „króla apostolskiego”, jak i przywilej obsadzania stolic biskupich w kraju. Zakładał liczne opactwa i ośrodki duszpasterskie, sprowadził na Węgry kapłanów i zakonników. Wyróżniał się nabożeństwem do Matki Bożej, którą zwykł nazywać „Wielką Panią Węgrów”. Zmarł w Ostrzychomiu w dniu Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny czyli 15 sierpnia 1038 roku. Pochowany został w katedrze w Szekesfehervar, której był fundatorem.

Św. Grzegorz VII w 1083 roku zezwolił na uroczyste „podniesienie” relikwii św. Stefana, co równało się wówczas kanonizacji. Św. Stefan jest patronem Serbii i Węgier oraz tkaczy. W ikonografii przedstawiany jest w stroju królewskim, w koronie. Jego atrybutami są: chorągiew z NMP, glob, a na nim krzyż – symbol misyjnej działalności. W dłoni trzyma makietę kościoła.

KAI

80,000 pilgrims participated in the Eucharist presided by Card. Grocholewski in Kalwaria Zebrzydowska

pon., 08/19/2019 - 09:56

80,000 pilgrims participated in the solemn Eucharist in Marian Sanctuary of Kalwaria Zebrzydowska presided by Cardinal Zenon Grocholewski, retired prefect of the Congregation for Catholic Education, and co-celebrated by Archbishop Marek Jędraszewski, metropolitan of Cracow. The Holy Mass and the procession concluded the celebrations of the Assumption of the Blessed Virgin Mary which lasted the whole week.  

The homily was delivered by Cardinal Zenon Grocholewski who spoke about Mary as “our Mother, the Mother of all of us, the Mother of each of us”. In his homily, Cardinal Grocholewski noted the strong relationship between John Paul II and the Sanctuary of Kalwaria Zebrzydowska. St. John Paul II often came here as a child, and then as a young man, priest, bishop, Archbishop of Cracow, cardinal and pope.

At the end of the homily, Cardinal Grocholewski added: “Let us also pray for our dear pastors of our archdiocese, who bravely defend the truth and God’s law against all kinds of destructive ideologies”. “Mary, beloved Mother, pray for us, for Poland and for the whole world!” – he concluded.

Press Office of the Polish Bishops’ Conference

Foto: Archidiecezja Krakowska

Apel Komisji Wychowania Katolickiego KEP do rodziców ws. deprawacji w szkołach

pon., 08/19/2019 - 06:00

– Dziecko nie może uczestniczyć w żadnych tego typu zajęciach bez wyraźnej zgody rodziców lub prawnych opiekunów – napisał bp Marek Mendyk, Przewodniczący Komisji Wychowania Katolickiego KEP, w apelu skierowanym do rodziców w związku z planowanym finansowaniem przez niektóre samorządy zajęć dodatkowych w placówkach oświatowych.

„Warto zainteresować się tym, co dzieje się w szkołach, jakiego typu zajęcia są organizowane, kto je prowadzi i jakie treści przekazuje” – zwraca się do rodziców i opiekunów prawnych bp Marek Mendyk, przed rozpoczęciem roku szkolnego 2019/2020.

Przewodniczący Komisji Wychowania Katolickiego KEP apeluje do rodziców o czujność i roztropność w związku z planowanym finansowaniem przez niektóre samorządy (organy prowadzące szkoły) zajęć dodatkowych w placówkach oświatowych.

„Według doniesień medialnych, w niektórych miastach Polski od września br. planuje się wprowadzenie (finansowanie) edukacji seksualnej. Są też takie miejsca, w których już realizowana jest tzw. edukacja antydyskryminacyjna. Przypominamy, że dziecko nie może uczestniczyć w żadnych tego typu zajęciach bez wyraźnej zgody rodziców lub prawnych opiekunów” – zaznacza przewodniczący Komisji Wychowania Katolickiego KEP.

Podkreśla też, iż rodzice lub opiekunowie prawni mogą składać w szkołach specjalne oświadczenie. „W celu uzyskania pewności, że dzieci nie wezmą udziału w zajęciach, podczas których będą im przekazywane treści niezgodne z wyznawanym systemem wartości oraz wykraczające poza podstawę programową obowiązującą na danym etapie kształcenia, należy złożyć w szkole specjalne oświadczenie” – czytamy w Apelu.

Do apelu Przewodniczącego Komisji Wychowania Katolickiego dołączony jest wzór takiego oświadczenia, które jest dostępne poniżej i na stronie Komisji Wychowania Katolickiego KEP: www.katecheza.episkopat.pl

BP KEP

Publikujemy pełną treść Apelu:

>>pobierz (WORD)
>>pobierz (PDF)

Apel Komisji Wychowania Katolickiego Konferencji Episkopatu Polski do rodziców i prawnych opiekunów:

Stop Deprawacji Dzieci i Młodzieży!

Rodzicielska kontrola nad zajęciami dodatkowymi w szkołach

Wobec planowanego finansowania przez niektóre samorządy (organy prowadzące szkoły) zajęć dodatkowych w placówkach oświatowych apelujemy do rodziców o czujność i roztropność. Warto zainteresować się tym, co dzieje się w szkołach, jakiego typu zajęcia są organizowane, kto je prowadzi i jakie treści przekazuje.

Według doniesień medialnych, w niektórych miastach Polski od września br. planuje się wprowadzenie (finansowanie) edukacji seksualnej. Są też takie miejsca, w których już realizowana jest tzw. edukacja antydyskryminacyjna. Przypominamy, że dziecko nie może uczestniczyć w żadnych tego typu zajęciach bez wyraźnej zgody rodziców lub prawnych opiekunów.

W celu uzyskania pewności, że dzieci nie wezmą udziału w zajęciach, podczas których będą im przekazywane treści niezgodne z wyznawanym systemem wartości oraz wykraczające poza podstawę programową obowiązującą na danym etapie kształcenia, należy złożyć w szkole specjalne oświadczenie.

Wzór takiego oświadczenia jest do pobrania poniżej oraz na stronie Komisji Wychowania Katolickiego KEP: www.katecheza.episkopat.pl

bp Marek Mendyk
Przewodniczący Komisji Wychowania Katolickiego
Konferencji Episkopatu Polski

Warszawa, 19 sierpnia 2019 r.

Publikujemy treść oświadczenia

Przewodniczący Episkopatu: prorocy mówiący prawdę są obrzucani błotem

ndz., 08/18/2019 - 20:24
– Dziś prorocy także są obrzucani błotem, gdy tylko ośmielą się powiedzieć prawdę zobowiązującą do nawrócenia i przemiany tak w życiu osobistym, jak i w życiu publicznym. Trzeba więc ich oczernić, aby stracili autorytet i zamilkli – powiedział abp Stanisław Gądecki w homilii podczas Mszy św. na stadionie sportowym w Chojnie. Abp Gądecki w nawiązaniu do historii proroka Jeremiasza.

 

Przewodniczący Konferencji Episkopatu Polski w homilii wygłoszonej na stadionie sportowym w Chojnie w Wielkopolsce nawiązał do historii Proroka Jeremiasza. Mówiąc o agresji wobec Proroków podkreślił, że właśnie „tak postąpiono z bł. Jerzym Popiełuszką, którego najpierw usiłowano zniesławić przy pomocy kłamstw i prowokacji, a gdy to się nie powiodło, związano go i wrzucono do Wisły. Coś podobnego dzieje się teraz z arcybiskupem Jędraszewskim”.

„Dlaczego prorok bywa prześladowany? Bo przekazuje ludziom to, co mu Bóg powiedział, a nie to, co ludzie pragną usłyszeć. Ludzie zazwyczaj nie wierzą w proroctwa, które nie potwierdzają ich własnej opinii” – mówił abp Gądecki.

Nawiązując do słów Jezusa, że przyszedł dać ziemi rozłam, metropolita poznański zauważył, że główną przyczyną sprzeciwu wobec Ewangelii jest brak zgody na miłość, która jest wymagająca. „Ona nie pozwala nam na neutralność. Nie można dwom panom służyć. Miłość domaga się zajęcia stanowiska i żąda odpowiedzi. Kto jest z prawdy, ten słucha głosu Chrystusa, kto z prawdy nie jest, ten nie słucha Jego głosu” – mówił abp Gądecki.

Metropolita poznański zauważył także, że miłość domaga się wolności od grzechu i zła. „Rozłam nie oznacza nienawiści do grzeszników, gdyż ta jest sprzeczna z Jezusowym przykazaniem miłości. Rozłam oznacza jedynie oddzielenie od grzechu i stanięcie po stronie dobra” – podkreślił abp Gądecki.

Przewodniczący Konferencji Episkopatu Polski przestrzegł w związku z tym przed traktowaniem chrześcijaństwa jako religii świętego spokoju i zbioru przyzwyczajeń. „Posiadamy w historii zbawienia wiele przykładów niezachwianej wiary. Mamy dookoła nas mnóstwo świadków wiary i wytrwałości wspierających nas, dodających nam odwagi i sił. Tymi świadkami są patriarchowie i prorocy, święci i błogosławieni, którzy ukończyli już bieg swego ziemskiego życia, wiary ustrzegli i otrzymali wieniec zwycięstwa” – zauważył metropolita poznański.

Abp Gądecki odwiedził parafię pw. Chrystusa Króla w Chojnie z okazji stulecia jej powstania.

KAI

Publikujemy pełną treść homilii:

Spotykamy się dzisiaj na dziękczynnej Eucharystii za 100. lecie istnienia i działalności tutejszej chojeńskiej parafii. Z wdzięcznością wspominamy dzieło tych, którzy stali u jej początków. Przypominamy sobie starania o jej utworzenie, które rozpoczęto pod koniec 1916 roku, gdzie wybitną rolę odegrał Wojciech Nowak i ks. Korneliusz Metelski, administrator parafii biezdrowskiej.

a. Dnia 19 marca 1917 roku ks. Metelski otrzymał zgodę Kurii Biskupiej w Poznaniu na tworzenie parafii w Chojnie. W końcu tego samego roku parafia ta kupiła – od właściciela ówczesnej oberży w Chojnie – dzisiejsze probostwo wraz z salką i podwórze z zabudowaniami gospodarczymi. W wyniku starań księdza Metelskiego udało się pozyskać prawie 7 ha ziemi ornej przyległej do leśniczówki. Było to możliwe dzięki temu, że po roku 1848 ówczesna właścicielka Chojna – Helena Turno z Objezierza z domu Kwilecka z Dobrojewa, kazała tę ziemię zapisać na rzecz Kościoła.

Natychmiast po przystosowaniu zakupionych budynków ksiądz Metelski otworzył kaplicę w Chojnie, pod patronatem świętego Wojciecha, która mieściła się w salce przyległej do probostwa.

Krótko przed zakończeniem I wojny światowej w 1918 r. władze pruskie wyraziły zgodę i wydzieliły 1 hektar nieużytku pod cmentarz katolicki.

Wreszcie – 1 października 1919 roku – została oficjalnie erygowana parafia rzymsko – katolicka w Chojnie. Do niej przyłączono 30 miejscowości wyjętych z parafii biezdrowskiej. Jest to ciągle jeszcze tytuł do wyrażenia wdzięczności wobec biezdrowskiej parafii i podziwu dla jej wielkoduszności.

b. A dzisiaj obchodzimy stulecie ustanowienia tej parafii, czyli – w sensie biblijnym – świętujemy jej drugi jubileusz.

Cóż to takiego biblijny  jubileusz? Według Księgi Kapłańskiej to czas poświęcony Bogu i przynoszący konkretne korzyści ludziom. Takim czasem był najpierw każdy mały jubileusz, czyli każdy rok szabatowy, każdy co siódmy rok.

Podobne, choć domagające się większych wyrzeczeń było prawo o wielkim jubileuszu, czyli prawo o roku jubileuszowym. Przypadał on w roku pięćdziesiątym, po upływie siedmiu małych jubileuszy, czyli po czterdziestu dziewięciu latach. Rozpoczęcie wielkiego jubileuszu oznajmiano dęciem w róg – zwany jôbël – stąd nasze powiedzenie „czynić jubel”, znaczy brać udział w hałaśliwej zabawie, przeżywać wielką radość, wielką uroczystość. „Będziecie święcić pięćdziesiąty rok, oznajmijcie wyzwolenie w kraju dla wszystkich jego mieszkańców. Będzie to dla was jubileusz – każdy z was powróci do swej własności i każdy powróci do swego rodu. Cały ten rok pięćdziesiąty będzie dla was rokiem jubileuszowym – nie będziecie siać, nie będziecie żąć tego, co urośnie, nie będziecie zbierać nieobciętych winogron” (Kpł 25,10-11).

Jednym z podstawowych przywilejów tego pięćdziesiątego roku była powszechna amnestia; tj. przywrócenie wolności wszystkim niewolnikom żydowskim, będącym w niewoli u swoich ziomków a także oddanie im za darmo ich dziedzicznej ziemi. Nawet jeśli przepisy roku jubileuszowego pozostawały nieraz niedościgłym ideałem, to z pewnością już sama ich obecność przyczyniała się do pragnienia reformy społecznej, polegającej na przywróceniu żydowskim niewolnikom ich pierwotnej wolności i własności.

Rok jubileuszowy to nie tylko piękna utopia – zadekretowana podczas reformy religijnej króla Jozjasza – a następnie porzucona. To także symbol przyszłego wieku; zapowiedź ery mesjańskiej (Dn 7,24; Jub 1,29; 11QMelch). Do tej ery nawiązał Jezus w swojej mowie wygłoszonej w nazaretańskiej synagodze: „Duch Pański spoczywa na Mnie, ponieważ Mnie namaścił i posłał Mnie, abym ubogim niósł dobrą nowinę, więźniom głosił wolność, a niewidomym przejrzenie; abym uciśnionych odsyłał wolnymi, abym obwoływał rok łaski od Pana” (Łk 4,18-19). Do tej mesjańskiej ery odwołał się również św. Jan Paweł II, gdy w roku 2000 wzywał narody bogate do darowania długów narodom ubogim.

Przenosząc starotestamentalne prawo o jubileuszu na grunt chrześcijański możemy postawić sobie pytanie: co to znaczy powrót do naszej pierwotnej wolności i własności? To nic innego jak powrót do pierwotnej godności dzieci Bożych. Do godność tych, którzy: „którzy … z Boga się narodzili” (J 1,12-13). To jest to główne przesłanie, jakie niesie z sobą rok jubileuszowy dla wiernych tutejszej parafii. Niech to wystarczy tytułem wstępu.

A teraz do rzeczy, czyli do głównego tematu, jaki proponują nam dzisiejsze czytania liturgiczne, tj. do wytrwałości. Ten temat został nam dzisiaj przedstawiony w trzech odsłonach: po pierwsze, na czym polega wytrwałość proroka, na czym polega wytrwałość chrześcijanina, i wreszcie, po co nam  wszystkim potrzebna jest wytrwałość.

1. WYTRWAŁOŚĆ JEREMIASZA (Jer 38, 4-6. 8-10)

a. Pierwsza sprawa to wytrwałość proroka jeremiasza. W oblężonej przez Babilończyków Jerozolimie (587 przed Chr.), żydowscy obrońcy miasta – usłyszawszy o nadchodzącej pomocy w postaci wojsk egipskich i zobaczywszy wycofanie się Babilończyków – nabrali nadziei na ocalenie.

Ale prorok Jeremiasz rozwiewa nadzieje oblężonych: „Oto wojsko faraona, które spieszy wam z pomocą, wróci do swego kraju, do Egiptu. Chaldejczycy zaś powrócą i podejmą walkę przeciw temu miastu, zdobędą je i spalą ogniem” (Jer 37,8). Usłyszawszy to przywódcy miasta „się rozgniewali na Jeremiasza i bili go, następnie wtrącili do więzienia w domu Jonatana, kanclerza, który zamienili na więzienie. Jeremiasz więc dostał się do sklepionego lochu i pozostawał tam przez dłuższy czas” (Jer 37,15-16). Było to pierwsze uwięzienie proroka.

Dostrzegając w tej sytuacji niebezpieczeństwie swojej śmierci, Jeremiasz ubłagał króla a ten zmienił miejsce jego uwięzienia. Prorok dostał się teraz pod straż w wartowni (Jer 37,21). Mimo zagrożenia śmiercią, on dalej nie ustępuje i głosi: jeśli oblężeni będą trwać w beznadziejnym oporze, zostaną pokonani przez głód, epidemię i miecz a miasto ulegnie zagładzie (Jr 38,2). Jeśli natomiast skapitulują, Jerozolima ocaleje, a król i wszyscy mieszkańcy ujdą z życiem.

Ministrowie, generałowie i kapłani nie chcieli poddać się słowom proroka. Musieliby wydać się w ręce wroga, nie mając żadnych gwarancji poza słowem Jeremiasza. Nie, oni tego nie uczynią. Raczej postanowią: „Niech umrze ten człowiek, bo naprawdę obezwładnia on ręce żołnierzy, którzy pozostali w tym mieście, i ręce całego ludu, gdy mówi do nich podobne słowa”. Tym razem – w zamiarze zgładzenia go – wrzucono Jeremiasza do zbiornika pełnego błota. Ale prorok znów się nie poddaje, bo wobec niebezpieczeństwa śmierci załamują się fałszywi prorocy. Prawdziwy prorok – przekonany o prawdomówności Boga – potrafi dalej cierpieć a nawet oddać życie. Nie ma na ziemi mocniejszego potwierdzenia prawdy, niż cierpienie i ofiara.

Dziś prorocy także są obrzucani błotem, gdy tylko ośmielą się powiedzieć prawdę zobowiązującą do nawrócenia i przemiany tak w życiu osobistym, jak i w życiu publicznym. Trzeba więc ich oczernić, aby stracili autorytet i zamilkli. Tak postąpiono z bł. Jerzym Popiełuszką, którego najpierw usiłowano zniesławić przy pomocy kłamstw i prowokacji, a gdy to się nie powiodło, związano go i wrzucono do Wisły (ks. Józef Maciąg). Coś podobnego dzieje się teraz z arcybiskupem Jędraszewskim.

Dlaczego prorok bywa prześladowany? Bo przekazuje ludziom to, co mu Bóg powiedział, a nie to, co ludzie pragną usłyszeć. Ludzie zazwyczaj nie wierzą w proroctwa, które nie potwierdzają ich własnej opinii, stąd tłumy nie lubią prawdy.

Niestety, czas szybko potwierdził słowa proroka Jeremiasza. Jerozolima została zdobyta, połowę ludzi wycięto w pień, drugą połowę zabrano w niewolę, a królowi wyłupiono oczy, natomiast Jeremiasz ocalałNiespodziewanie – podobnie jak w przypowieści o dobrym samarytaninie – z pomocą prorokowi zanurzonemu w błocie przyszedł cudzoziemiec, który przyjął judaizm. Pan posłużył się miłosiernym cudzoziemcem, w celu uchronienia sprawiedliwego Izraelity od niechybnej śmierci. Uczucia  ocalonego Jeremiasza pięknie opisze psalmista: „Z nadzieją czekałem na Pana, a On się pochylił nade mną  i wysłuchał mego wołania.  Wydobył mnie z dołu zagłady, z błotnego grzęzawiska, stopy moje postawił na skale i umocnił moje kroki”. W ten sposób Jeremiasz stał się zapowiedzią losu Chrystusa.

2. WYTRWAŁOŚĆ CHRZEŚCIJANINA (Łk 12,49-53)

A teraz druga sprawa, czyli wytrwałość chrześcijanina.

a. pokój Chrystusa

„Czy myślicie, że przyszedłem dać ziemi pokój? Nie, powiadam wam, lecz rozłam [διαμερισμον; Biblia Warszawska – rozdwojenie]. Te słowa Jezusa brzmią zaskakująco i wydają się sprzeczne ze wszystkim, co miały przynieść ze sobą czasy mesjańskie („Wtedy wilk zamieszka wraz z barankiem, pantera z koźlęciem razem leżeć będą, cielę i lew paść się będą społem i mały chłopiec będzie je poganiał” – Iz 11,6; por. Za 9,9-10) a nawet z własnymi słowami Jezusa o pokoju („Pokój mój daję wam, pokój zostawiam wam” (J 14,27). Także z zachętami apostoła Pawła: „ A przeto upominam was, bracia, w imię Pana naszego Jezusa Chrystusa, abyście byli zgodni, i by nie było wśród was rozłamów; byście byli jednego ducha i jednej myśli” (1 Kor 1,10).  Aby nie było między wami sporów.

Chrystus faktycznie przyniósł ludziom zapowiadany pokój. On, „który przez ogrom Swych cierpień i śmierć nie tylko unicestwił grzech – źródło i zarzewie niezgody, nędzy, nierówności – lecz również przez przelanie Swej Krwi przywrócił ród ludzki do łask Ojca Niebieskiego i obdarzył go pokojem: ‘On bowiem jest naszym pokojem. On, który obie części ludzkości uczynił jednością, bo zburzył rozdzielający je mur – wrogość. A przyszedłszy zwiastował pokój wam, którzyście daleko, i pokój tym, którzy blisko’” (Pacem in terris, 169). Kiedy więc dar Jezusa – tj. Duch Święty, Duch miłości – zamieszka w człowieku i gdy człowiek podda się pod Jego kierownictwo, wówczas w jego życiu pojawią się błogosławione owoce Jego obecności, do których należą między innymi radość i pokój.

b. rozdwojenie

„Czy myślicie, że przyszedłem dać ziemi pokój? Nie, powiadam wam, lecz rozłam [διαμερισμον; Biblia Warszawska – rozdwojenie]. Dlaczego Jezus – chociaż wprowadził pokój między ludzi i społeczeństwa przez swoja śmierć – w czasie swojej publicznej działalności wzbudzał i nadal ciągle wzbudza tak wiele konfliktów i sprzeczności?

Dwa są tego powody. Po pierwsze; ponieważ miłość jest wymagająca. Ona nie pozwala nam na neutralność. Nie można dwom panom służyć. Miłość domaga się zajęcia stanowiska i żąda odpowiedzi. Kto jest z prawdy, ten słucha głosu Chrystusa (J 18,37), kto z prawdy nie jest, ten nie słucha Jego głosu. To  pierwsza przyczyna rozdwojenia.

Po drugie – miłość domaga się wolności od grzechu i zła. Ogień Ducha Świętego, ogień Bożej miłości musi najpierw spalić zło i oczyścić człowieka w sensie duchowym. Jedni są otwarci na ten oczyszczający wpływ, a inni są zamknięci. Wskutek tego kto idzie za Chrystusem, ten staje się niejako automatycznie znakiem sprzeciwu wobec grzechu i zła (Łk 2,34). „Rozłam” nie oznacza jednak nienawiści do grzeszników, gdyż ta jest sprzeczna z Jezusowym przykazaniem miłości. „Rozłam” oznacza jedynie oddzielenie od grzechu i stanięcie po stronie dobra.

Dzisiejsza Ewangelia jest więc otrzeźwieniem dla tych, którzy chcą traktować chrześcijaństwo jako religię świętego spokoju. Którzy traktują naukę Chrystusa jako zbiór bezmyślnych przyzwyczajeń, które nikogo nie ziębią ani parzą. Czasami są trochę uciążliwe, więc się je opuszcza. Nieraz uprzykrzają życie, to się o nich zapomina i tak jakoś idziemy do przodu (chrzciny, Pierwsza Komunia, ślub, pogrzeb, po drodze Pasterka, kolęda, Popielec, Wielkanoc). W ten sposób udaje się nam sprowadzić życie chrześcijańskie do nikomu nie wadzących obyczajów. Gdy ktoś wykracza poza ten schemat, uznajemy go za fanatyka, który nam zakłóca łatwy wizerunek katolika. W ten sposób człowiek  skutecznie odgradza się od Prawdy i usypia siebie, popadając w samozadowolenie.

„Odtąd bowiem pięcioro będzie rozdwojonych w jednym domu: troje stanie przeciw dwojgu, a dwoje przeciw trojgu; ojciec przeciw synowi, a syn przeciw ojcu; matka przeciw córce, a córka przeciw matce; teściowa przeciw synowej, a synowa przeciw teściowej”.  Jezus wskazuje na podział, jaki dokona się nawet wewnątrz samych rodzin, pomiędzy jednymi, którzy przyjmą Ewangelię a drugimi, którzy Ewangelię odrzucą.

Ewangelia wybierana jako zasada życia zawsze będzie budzić sprzeciw, często nawet sprzeciw osób najbliższych (ks. Maciej Warowny). Kto poważnie traktuje Ewangelię, ten musi wybierać między lojalnością wobec rodziców a lojalnością wobec Chrystusa. „Kto kocha ojca lub matkę bardziej niż Mnie, nie jest Mnie godzien”. I „kto kocha syna lub córkę bardziej niż Mnie, nie jest Mnie godzien”. Jeśli moje posłuszeństwo Chrystusowi nie podoba się moim bliskim, to lepszą rzeczą jest dla mnie, że oczekiwania moich bliskich nie zostaną spełnione, niż – gdyby w imię miłości do bliskich – nie spełniła się wola Boża. Dlatego nieraz ktoś, kto chce być wierny Jezusowi musi sprzeciwić się nawet własnej rodzinie: ojcu, matce, teściom, którzy nieraz chcą, by ich syn czy synowa stosowali się do ich „trzeźwych” rad, aby „nie przesadzali” z wytrwałością w pełnieniu woli Bożej.

Ciekawe, że Jezus nie mówi przy tej okazji o zerwaniu więzi małżeńskich w imię Ewangelii. Więź człowieka z rodzicami, teściami, czy rodzeństwem nie ma sakramentalnego charakteru jaki posiada małżeństwo (ks. Józef Maciąg).

3. PO CO WYTRWAŁOŚĆ (Hbr 12, 1-4)

a. Wreszcie trzecia i ostatnia sprawa to zachęta do wytrwałości. Dzisiejsze słowa z Listu do Hebrajczyków niosły kiedyś zachętę do wytrwałości (υπομονη) chrześcijanom, których dotykał czas próby, cierpienia i prześladowanie. Tym, co pozwalało im wytrwać w takiej sytuacji była ich wiara: „Wiara zaś jest poręką (υποστασις) tych dóbr, których się spodziewamy, dowodem (ελεγχος) tych rzeczywistości, których nie widzimy” (Hbr 11,1).

Nie tylko żydzi, ale także my, chrześcijanie, posiadamy w historii zbawienia wiele przykładów niezachwianej wiary. Mamy dookoła nas  mnóstwo świadków (μαρτυρων) wiary i wytrwałości wspierających nas, dodających nam odwagi i sił. Tymi świadkami są patriarchowie i prorocy, święci i błogosławieni, którzy ukończyli już bieg swego ziemskiego życia, wiary ustrzegli i otrzymali wieniec zwycięstwa. Od nich możemy czerpać wzór wytrwałości. Chociaż dzisiaj, przy dzisiejszej ahistorycznej mentalności ludzi, utworzenie żywej więzi z ludźmi wielkiej wiary z przeszłości, stwarza dość dużą trudność. Trzeba jednak pamiętać o tym, że między patriarchami a ludźmi do których był skierowany List do Hebrajczyków też rozciągał się okres ponad tysiąca lat.

Bardziej jeszcze niż we wiarę patriarchów, proroków, świętych i błogosławionych, powinniśmy wpatrywać się w wiarę i wytrwałość Chrystusa, „który nam w wierze przewodzi i ją wydoskonala”. Nawet największe postacie z historii zbawienia są tylko bladym echem w porównaniu z wiarą Jezusa, będącym naszym boskim wzorem. Patrzmy więc na Jezusa. Rozważajmy, jaką cenę zapłacił On, abyśmy i my wytrwali w wierze i nie ustali złamani na duchu.

b.         Podobnie jak dawnych świadków wiary, również nas wychowuje Pan Bóg, poddając próbie naszą wytrwałość. Wychowuje, posługując się własną paideią, czyli własną formacją umysłów i serc przy pomocy pouczeń, nakazów, upomnień, nagany i kary (Hbr 12,5-11). Obecność przeciwności, prześladowania i krzyża w naszym życiu nie jest znakiem odrzucenia nas przez Boga, ale jest znakiem tego, że Pan Bóg traktuje nas jako swoje dzieci. Gdyby nie dotykał nas karceniem (παιδειας) – „którego uczestnikami stali się wszyscy” (Hbr 12,8) – znaczyłoby to, że jesteśmy bękartami (νοθοι – Biblia Gdańska) a nie synami (Hbr 12,8).

Bóg poddaje nas próbie nie dlatego, że jest mściwym i bezwzględnym sadystą, który ma zamiłowanie w zadawaniu nam bólu, ale On to czyni dla naszego ostatecznego dobra, „aby nas uczynić uczestnikami swojej świętości” (Hbr 12,10). Co nieco z tego możemy zrozumieć patrząc na ręce chirurga, który oczyszcza ranę, sprawiając nam ból, lecz nie wyrządzając nam krzywdy.

A zatem „trwajmy w karności! (ει παιδειαν – Hbr 12,7), skoro – walcząc przeciw grzechowi – nie zostaliśmy jeszcze „świadkami” (męczennikami). Trzeba, abyśmy – jako naśladowcy Jezusa – „opierali się aż do krwi, walcząc przeciw grzechowi”, bo tak jak istnieje chrzest z wody, tak też istnieje „chrzest ognia”, czyli przeciwności, męki, śmierci i zmartwychwstania, którym to chrztem również Jezus został „ochrzczony”.

Jak uczy św. Jan Chryzostom: „Aby zaś uczniowie słysząc słowa: ‘Będą wam urągać, prześladować was i mówić kłamliwie wszystko złe na was’, nie lękali się podjąć dzieła, mówi: Jeśli nie jesteście gotowi na to wszystko, na próżno was wybrałem. Przeciwności pojawią się na pewno; nie uczynią wam jednak nic złego, ale tylko wydadzą świadectwo waszej wytrwałości. Jeśli natomiast ulękniecie się i zaniechacie należnej gorliwości, daleko bardziej ucierpicie; cały świat was surowo osądzi i doznacie wzgardy od wszystkich. To właśnie oznacza podeptanie przez wszystkich” (Jan Chryzostom, Homilia do Ewangelii św. Mateusza 15,7).

„’Oto rolnik czeka wytrwale na cenny plon ziemi — pisze św. Jakub — dopóki nie spadnie deszcz wczesny i późny. Tak i wy bądźcie cierpliwi i umacniajcie serca wasze, bo przyjście Pana jest już bliskie’ (Jk 5,7-8). Porównanie z rolnikiem jest bardzo wymowne: ten, kto obsiewa pole, musi przez kilka miesięcy cierpliwie i wytrwale oczekiwać, ale wie, że nasiona w tym czasie przechodzą cykl swoich przeobrażeń dzięki deszczom jesiennym i wiosennym. Rolnik nie jest fatalistą, lecz wzorem pewnego sposobu myślenia, w którym zachodzi równowaga między wiarą a rozumem. Z jednej strony bowiem zna prawa przyrody i wykonuje dobrze swoją pracę, z drugiej zaś ufa Opatrzności, gdyż niektóre podstawowe sprawy są nie w jego rękach, lecz w rękach Boga. Cierpliwość i wytrwałość stanowią właśnie syntezę ludzkiego zaangażowania i zaufania Bogu” (Papież Benedykt XVI, Bądźcie cierpliwi i umacniajcie serca wasze. Rozważanie przed modlitwą ‘Anioł Pański’ – 12.12.2010).

„Nic na świecie nie zastąpi wytrwałości. Nie zastąpi jej talent – nie ma nic powszechniejszego niż ludzie utalentowani, którzy nie odnoszą sukcesów. Nie uczyni niczego sam geniusz – nie nagradzany geniusz to już prawie przysłowie. Nie uczyni niczego też samo wykształcenie – świat jest pełen ludzi wykształconych, o których zapomniano. Tylko wytrwałość i determinacja są wszechmocne” (Calvin Coolidge).

ZAKOŃCZENIE

Na koniec módlmy się: Wszechmogący, wieczny Boże – w 100. rocznicę utworzenia tutejszej parafii – błogosław tym, którzy przyczynili się do jej utworzenia. Przyjmij prosimy do swojej chwały wszystkich zmarłych w tym stuleciu parafian. Strzeż z ojcowską dobrocią wszystkich, którzy obecnie tworzą parafialną wspólnotę Chrystusa Króla a także tych, co przybywają do tutejszej świątyni na modlitwę. Spraw, aby w nas i w nich zawsze dojrzewała wiara, nadzieja i miłość do Ciebie i bliźnich.Ponieważ zaś całą nadzieję pokładamy w Bożej łasce, otaczaj swoją opieką także te pokolenia, które po nas przyjdą, aby nie zwątpili w to, że to Bóg jest ostatecznym Panem historii a nie ludzie. Amen.

Kard. Grocholewski w Kalwarii Zebrzydowskiej: Uczyńmy Maryję Matką naszych serc

ndz., 08/18/2019 - 12:40

Uczyńmy Maryję naprawdę Matką naszych parafii, naszych społeczności, naszych rodzin, naszych domów zakonnych. Przede wszystkim jednak uczyńmy Ją Matką naszych serc, naszych myśli, naszych pragnień. A Ona, ta wspaniała Matka, będzie nas prowadzić do najwyższego dobra, do Chrystusa, którego dzisiaj świat tak bardzo potrzebuje – powiedział kardynał Zenon Grocholewski, były prefekt Kongregacji ds. Edukacji Katolickiej, w homilii Sumy pontyfikalnej kończącej uroczystości Odpustu Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny w Kalwarii Zebrzydowskiej. W uroczystościach wzięło udział ok. 80 tys. wiernych.

Publikujemy treść homilii:

Kalwaria Zebrzydowska domem Matki

Wstęp

W tym roku minęło 40 lat od kiedy św. Jan Paweł II po raz pierwszy przybył do tego sanktuarium jako papież i to już podczas swojej pierwszej pielgrzymki do Polski w 1979 rok. Ten fakt jest niewątpliwie wymownym i mówi bardzo dużo o roli jaką to sanktuarium odegrało w formowaniu świętości największego z Polaków. Przygotowując to kazanie starałem się trochę poczytać o tym centrum kultu maryjnego. Uderzyło mnie to, jak bardzo tenże papież był związany z tym miejscem świętym. Przybywał tutaj często już w dzieciństwie, potem jako młodzieniec, kapłan, biskup, arcybiskup krakowski, kardynał i wreszcie papież. Nawiedzał to sanktuarium biorąc udział w pielgrzymkach, jak również by przewodniczyć różnym uroczystościom, ale jak sam wyznał na tym miejscu przed 40 laty: „Najczęściej przybywałem tutaj sam, tak żeby nikt nie wiedział, nawet kustosz klasztoru. […] sam i wędrowałem po dróżkach Pana Jezusa i Jego Matki, rozpamiętywałem Ich najświętsze tajemnice. To jest zupełnie przedziwna rzecz – te dróżki […]. A prócz tego polecałem Panu Jezusowi przez Maryję sprawy szczególnie trudne i sprawy szczególnie odpowiedzialne w całym moim posługiwaniu biskupim, potem kardynalskim. Widziałem, że
coraz częściej muszę tu przychodzić, bo po pierwsze spraw takich było coraz więcej, a po drugie – dziwna rzecz – one się zwykle rozwiązywały po takim moim nawiedzeniu na dróżkach. Mogę wam dzisiaj powiedzieć, moi drodzy, że prawie żadna z tych spraw, które czasem niepokoją serce biskupa, a w każdym razie pobudzają jego poczucie odpowiedzialności, nie dojrzała inaczej, jak tutaj, przez domodlenie jej w obliczu wielkiej tajemnicy wiary, jaką Kalwaria kryje w sobie” (7 czerwca 1979).

Innymi słowy, czuł ten wielki nasz rodak ogromną potrzebę serca przybywania tutaj jak do domu Matki, z którą chciał rozmawiać, przypatrywać się jej życiu, prosić ją o radę i wstawiennictwo, umocnić się jej matczyną miłością w realizowaniu swego powołania.

Tak, tutaj sobie uświadamiamy, że Maryja jest nie tylko Matką Jezusa, Matką Bożą, ale jest też Matką naszą, Matką nas wszystkich, Matką każdego z nas.

W związku z tym, przychodzi mi na myśl wydarzenie z dnia 21 listopada 1964 roku. Kończyła się wówczas trzecia sesja Soboru Watykańskiego II, podczas której dyskutowano nad tajemnicą Kościoła i wypracowano wspaniałą Konstytucję Apostolską na ten temat, na temat Kościoła, rozpoczynającą się od słów Lumen gentium – światło narodów (Kościół Święty jest bowiem ukazany jako światło dla wszystkich narodów, dla całej ludzkości). W tym dniu papież św. Paweł VI – jakby chcąc ukoronować tę dyskusję i wspomniany dokument o tajemnicy Kościoła – w bazylice św. Piotra uroczyście ogłosił Maryję “Matką Kościoła”, tzn. Matką “całego ludu chrześcijańskiego, zarówno wiernych jak i Pasterzy” (zob. AAS 56 [1964] 1015). O to zresztą usilnie zabiegał wówczas Episkopat Polski. Wtedy też do Litanii Loretańskiej dodano wezwanie: “Matko Kościoła, módl się za nami!”

1. Dlaczego Maryja jest Matką Kościoła?

Zadajmy sobie pytanie bardziej podstawowe: dlaczego Maryja może być nazywana Matką Kościoła? Albo lepiej: dlaczego Maryja jest Matką Kościoła?

a. Mówiąc ogólnie, Maryja jest Matką Kościoła dlatego, że jest Matką Chrystusa. Rodząc Chrystusa w grocie betlejemskiej, w pewnym sensie zrodziła cały Kościół. Chrystus jest bowiem Głową Kościoła a my wszyscy tworzymy jego Mistyczne Ciało. Maryja zrodziła Chrystusa, którego my jesteśmy Mistycznym Ciałem.

Toteż Chrystus mógł się identyfikować z Kościołem. Na przykład czytamy w Dziejach Apostolskich, że gdy Szaweł (późniejszy Paweł) udawał się do Damaszku, by prześladować chrześcijan, ukazał mu się Chrystus, mówiąc: “Szawle, Szawle, dlaczego Mnie prześladujesz?”. “Kim jesteś, Panie?”, spytał przestraszony Szaweł. “Ja jestem Jezus, którego ty prześladujesz” (Dz 9, 3-5). “Ja jestem Jezus, którego ty prześladujesz”! A przecież Szaweł nie prześladował Jezusa, nawet Go nie znał, nigdy Go nie widział. On prześladował Kościół, prześladował chrześcijan. Ich chciał wtrącać do więzienia. Natomiast Pan Jezus mówi: ty prześladujesz Mnie. Oto jak Pan Jezus identyfikuje się ze swoim Kościołem, ze swoim Mistycznym Ciałem.

Maryja jest Matką Kościoła, ponieważ jest Matką Chrystusa, którego my jesteśmy Mistycznym Ciałem. Dlatego Chrystus mógł się identyfikować ze swoim Kościołem.

b. W sposób szczególny Maryja stała się Matką Kościoła, gdy pełna bólu stała pod krzyżem Chrystusa. Na krzyżu Chrystus dokonywał wielkiego dzieła zbawienia świata. Maryja stała pod krzyżem, współpracując w tym dziele odkupienia, toteż niejednokrotnie bywa nawet nazywana Współodkupicielką.

Można powiedzieć, że na krzyżu Chrystus niejako rodził Kościół, i w tym rodzeniu Kościoła Maryja odegrała szczególną rolę. Jej obecność tam nie ludzkości.

Kardynał Wyszyński kiedyś powiedział, że nie ma rodzenia bez matki, dlatego tam pod krzyżem, gdy rodził się Kościół, była potrzebna matka, była potrzebna Maryja.

2. Ogłoszenie Maryi Matką Kościoła

Właśnie tam pod krzyżem – gdy Maryja współpracowała w rodzeniu się Kościoła – sam Pan Jezus ogłosił ją Matką Kościoła.

Gdy ktoś umiera świadomie, nie mówi rzeczy mało ważnych, nie żartuje, lecz mówi to, co naprawdę leży mu na sercu. Nie ma wątpliwości, że Chrystus umierał świadomie, i w tym momencie powiedział do Maryi, wskazując na Jana: “Niewiasto oto syn Twój”; potem powiedział do Jana, wskazując na Maryję: “Oto Matka twoja” (J 19, 25-27). Te słowa nie mogą oznaczać – jak chcieliby niektórzy – zwykłą troskę Jezusa o los Maryi, zwykłą troskę o to, by zabezpieczyć Jej przyszłość, pomoc. Gdyby Panu Jezusowi chodziło tylko o to, wystarczyłyby słowa skierowane do Jana: “Oto Matka twoja” (czyli: “traktuj Ją jak swoją matkę”), i nie byłyby konieczne, co więcej byłyby zupełnie niepotrzebne słowa skierowane do Maryi: “Oto syn Twój”. Kto umiera świadomie, nie mówi rzeczy niepotrzebnych.

Toteż Kościół od samego początku rozumiał słowa Pana Jezusa w sensie bardziej głębokim; rozumiał, że Jan – ten uczeń, którego Jezus umiłował – reprezentował pod krzyżem cały Kościół, wszystkich chrześcijan, wszystkich tych, których Jezus umiłował, oddając za nich życie. Od samego początku Kościół rozumiał, że słowa Pana Jezusa “oto syn Twój […] oto
Matka twoja” były jakimś wymownym ogłoszeniem Maryi Matką Kościoła, Matką wszystkich wierzących.

W ten sposób Pan Jezus, przed swoją śmiercią, chciał w tym historycznym momencie niejako uroczyście powiedzieć światu i wszystkim przyszłym pokoleniom, że Maryja nie tylko zrodziła Go w grocie betlejemskiej, ale także współpracowała w rodzeniu się Kościoła.

3. Matka Kościoła w historii

Rola Maryi jako Matki Kościoła nie kończy się jednak pod krzyżem, lecz trwa. W sposób bardzo plastyczny pisali Ojcowie Kościoła, czyli ci wspaniali pisarze chrześcijańscy pierwszych wieków, że z otwartego boku Chrystusa na krzyżu zrodził się Kościół. Maryja zaś, która stała pod krzyżem, wzięła ten Kościół w swoje matczyne ręce.

Tak jak w grocie betlejemskiej ściskała Dzieciątko Jezus z całym ogromem swej miłości, tak samo z niezwykłą matczyną miłością przygarnęła pod krzyżem rodzący się Kościół. Tym bardziej przytuliła go swego serca, bo ociekał On jeszcze krwią Jej Syna, i dopiero zrodzony potrzebował matki, tak bardzo potrzebował matki.

A potem, gdy ten młody Kościół oczekiwał w wieczerniku zstąpienia Ducha Świętego, oczekiwał niejako tego sakramentu bierzmowania, Maryja była tam wśród apostołów. Ona była tam potrzebna, bo matka jest potrzebna zawsze tam, gdzie życie się rodzi i gdzie życie się rozwija. Ona była dla tego Kościoła – jak pisał jeden z teologów – słońcem, które go rozgrzewało, cementem, który go konsolidował, klejem, który go łączył. Umacniała przestraszonych apostołów, budziła nadzieję. Przecież była Matką.

Tę misję Maryja spełniała przez całą historię. Jest rzeczą wymowną, że od samego początku chrześcijanie jakby instynktownie – jeszcze bez jakiegoś pogłębienia teologicznego – wyczuwali w niej Matkę (jak dziecko instynktownie rozpoznaje swoją matkę) i uciekali się do Niej. Od samego początku bowiem powstawały niezliczone kościoły i sanktuaria Jej poświęcone, jak również mnożyły się dzieła sztuki i literatury na jej cześć.

A św. Bernard (1090-1153) w swej znanej modlitwie powie: “Pomnij o dobrotliwa Panno Maryjo, że od wieków nie słyszano, aby ktokolwiek uciekając się do Ciebie, Twej pomocy wzywając, Ciebie o przyczynę prosząc, miał być przez Ciebie opuszczony”. Od wieków nie słyszano! Czyż może matka zapomnieć o swoim dziecku? Czyż może taka matka jak Maryja
zapomnieć o swoich dzieciach?

Chciałbym też tutaj zaznaczyć, że wspomniany już nasz ukochany św. Jan Paweł II, ten niezmordowany apostoł dzisiejszego świata, nie wydał żadnego ważnego dokumentu bez powierzenia go trosce Maryi, bo czyż może się dziać coś w Kościele bez udziału jego Matki? I tutaj w Kalwarii Zebrzydowskiej Matka Boża okazuje się prawdziwą Matką, Matką Kościoła. Kościół jest jeden i wielki, rozsiany po całym szerokim wiecie. Lecz – jak przypomina Sobór Watykański II – ten Kościół realizuje si w różnych społecznościach: w diecezjach, w parafiach, w misjach, w domach zakonnych, w rodzinach (Sobór nazywa rodzinę AKościołem domowym@), w różnych instytucjach.

Uczyńmy Maryję naprawdę Matką naszych parafii, naszych społeczności, naszych rodzin, naszych domów zakonnych. Przede wszystkim jednak uczyńmy Ją Matką naszych serc, naszych myśli, naszych pragnień. A Ona, ta wspaniała Matka, będzie nas prowadzić do najwyższego dobra, do Chrystusa, którego dzisiaj świat tak bardzo potrzebuje.

4. O dobra duchowe dla siebie i dla współczesnego świata

Jeszcze dwie bardzo ważne uwagi:

a. Po pierwsze. Przychodzimy do tej Matki, by przedstawić Jej nasze potrzeby, by wypłakać się przed Nią, by prosić o zdrowie, o ulgę w cierpieniu, o zdanie matury, o pomyślne załatwienie jakiejś sprawy, itd. Dobrze, że o to prosimy. Ale musimy pamiętać, że Pan Jezus nie przyszedł na świat, aby uwolnić nas do bólu, cierpienia, aby wyleczyć nas z naszych chorób, aby stworzyć na tutaj na ziemi raj. Przyszedł, aby nam dać dużo więcej, aby otworzyć nam niebo, aby nam wysłużyć życie wieczne, oglądanie Boga twarzą w twarz w wiecznej szczęśliwości. Wyjaśnił: „Tak bowiem Bóg umiłował świat, że Syna swego Jednorodzonego dał, aby każdy, kto w Niego wierzy, nie zginął, ale miał życie wieczne” (J 3,16). Miłość Boga względem nas wyraża się więc głównie w tym, że chce On nas obdarzyć wieczną szczęśliwością. Ale chce też byśmy mieli w tym nasz udział, domaga się więc naszej współpracy. Żąda od nas wzięcia krzyża, czyli hojnej miłości. Powiedział wyraźnie: „Kto nie bierze swego krzyża, a idzie za Mną, nie jest Mnie godzien” (Mt 10,38; Łk 14,27). Tak, musimy się nade wszystko prosić Boga za przyczyną Matki Najświętszej o dobra duchowe. O takie głównie dobra kazał nam się modlić Pan Jezus ucząc „Ojcze nasz”. Mamy mówić: „święć się imię twoje, przyjdź Królestwo Twoje, bądź wola twoje, itd.”. To są dobra duchowe. Właściwie wszystkie wezwania tej Modlitwy Pańskiej dotyczą wartości nadprzyrodzonych. Bo przecież również wezwanie „chleba naszego powszedniego daj nam dzisiaj” nie odnosi się tylko do potrzeb materialnych, ale do tego wszystkiego co nam jest potrzebne w dążeniu do nieba. Na innym miejscu Pan Jezus wyraźnie powiedział: „Starajcie się naprzód o królestwo [niebieskie] i o Jego sprawiedliwość, a [wszystko inne] będzie wam
dodane” (Mt 6,33; Łk 12,31). „Cóż bowiem za korzyść odniesie człowiek, choćby cały świat zyskał, a na swej duszy szkodę poniósł?” (Mt 16,26). Podobnie wzywa św. Paweł: „Jeśliście więc razem z Chrystusem powstali z martwych, szukajcie tego, co w górze, gdzie przebywa Chrystus zasiadając po prawicy Boga. Dążcie  do tego, co w górze, nie do tego, co na ziemi” (Kol 3,1-2). Czegoż więc może Matka Boga i nasza Matka bardziej dla nas pragnąć jak nie właśnie tego, byśmy umieli jak najlepiej wypełnić wolę Bożą i osiągnąć szczęśliwość wieczną? Dlatego jest rzeczą niezmiernie ważną, byśmy modlili się tutaj przede wszystkim o dobra duchowe, byśmy prosili naszą niebieską Matkę o uwolnienie się z grzechu, o wzrost we wierze i miłości, o zachowanie wierności Panu Bogu, o świętość.

b. A druga rzecz, na którą pragnę zwrócić uwagę, to to, że nie możemy myśleć tylko o sobie. Byłoby źle, gdybyśmy na tym świętym miejscu modlili się tylko we własnych intencjach. Mamy przecież braci i siostry rozsiane po całym świecie. Miłość bliźniego przynagla nas, byśmy modlili się też za innych, mając zawsze na uwadze, że najważniejszymi są dobra duchowe. Nie trudno bowiem dostrzec we współczesnym świecie potwornych wojen, zbrodni, terroryzmu, prześladowań, upadku moralności, braku szacunku do życia, obłudy, demagogii, itd. Te tragedie dotykają dzisiaj boleśnie także wasz kraj. To wszystko jest powodem ogromnych niesprawiedliwości, cierpienia, bólu, łez, chorób i śmierci ogromnej ilości ludzi. Wobec tych otworności Matka Najświętsza w Fatimie domagała się pokuty, nawrócenia i modlitwy. Wzywała więc, by nasza modlitwa miała aspekt misyjny, zmierzała do nawrócenia świata.

Jeszcze jedno, w ostatnim czasie rozbolało nam wszystkim serce, widząc jak w naszym kraju pewne kręgi, i to w sposób bardzo prostacki, obrażają naszą ukochaną Matkę Niebieską, profanują Jej obraz. Maryjo, przebacz im, bo nie wiedzą, co czynią. Upraszaj dla nich łaskę, by i oni poczuli ciepło Twej matczynej miłości. My zaś wobec tych faktów, idąc za potrzebą serca, przyrzekamy, że coraz bardziej będziemy Ci okazywać naszą bezgraniczną miłość.

Zakończenie

Konkludując, chciałbym usilnie zachęcić, byśmy w tym sanktuarium modlili się gorąco za świat, a zwłaszcza za nasz kraj, aby zwyciężały w nim dobro i prawda, aby ludzie, szczególnie ci odpowiedzialni za losy naszego kraju, otwierali swe umysły i serca na chrześcijańskie przesłanie miłości i pokory, bo przeciwieństwo miłości i pokory – tzn. pycha i złączony z nim egoizm – są, jak tego dowodzi historia, największymi niszczycielami dobra i prawdziwego postępu ludzkości.

Maryjo, Ukochana Matko, módl się na nami, za Polską i za całym światem.

Foto: Sanktuarium Pasyjno-Maryjne Kalwaria Zebrzydowska

Cierpliwa wytrwałość. 100. lecie parafii

ndz., 08/18/2019 - 11:29

Cierpliwa wytrwałość. 100. lecie parafii. XX Niedziela zwykła „C” (Chojno, kościół Chrystusa Króla – 18.08.2109).

Spotykamy się dzisiaj na dziękczynnej Eucharystii za 100. lecie istnienia i działalności tutejszej chojeńskiej parafii. Z wdzięcznością wspominamy dzieło tych, którzy stali u jej początków. Przypominamy sobie starania o jej utworzenie, które rozpoczęto pod koniec 1916 roku, gdzie wybitną rolę odegrał Wojciech Nowak i ks. Korneliusz Metelski, administrator parafii biezdrowskiej.

a. Dnia 19 marca 1917 roku ks. Metelski otrzymał zgodę Kurii Biskupiej w Poznaniu na tworzenie parafii w Chojnie. W końcu tego samego roku parafia ta kupiła – od właściciela ówczesnej oberży w Chojnie – dzisiejsze probostwo wraz z salką i podwórze z zabudowaniami gospodarczymi. W wyniku starań księdza Metelskiego udało się pozyskać prawie 7 ha ziemi ornej przyległej do leśniczówki. Było to możliwe dzięki temu, że po roku 1848 ówczesna właścicielka Chojna – Helena Turno z Objezierza z domu Kwilecka z Dobrojewa, kazała tę ziemię zapisać na rzecz Kościoła.

Natychmiast po przystosowaniu zakupionych budynków ksiądz Metelski otworzył kaplicę w Chojnie, pod patronatem świętego Wojciecha, która mieściła się w salce przyległej do probostwa.

Krótko przed zakończeniem I wojny światowej w 1918 r. władze pruskie wyraziły zgodę i wydzieliły 1 hektar nieużytku pod cmentarz katolicki.

Wreszcie – 1 października 1919 roku – została oficjalnie erygowana parafia rzymsko – katolicka w Chojnie. Do niej przyłączono 30 miejscowości wyjętych z parafii biezdrowskiej. Jest to ciągle jeszcze tytuł do wyrażenia wdzięczności wobec biezdrowskiej parafii i podziwu dla jej wielkoduszności.

b. A dzisiaj obchodzimy stulecie ustanowienia tej parafii, czyli – w sensie biblijnym – świętujemy jej drugi jubileusz.

Cóż to takiego biblijny  jubileusz? Według Księgi Kapłańskiej to czas poświęcony Bogu i przynoszący konkretne korzyści ludziom. Takim czasem był najpierw każdy mały jubileusz, czyli każdy rok szabatowy, każdy co siódmy rok.

Podobne, choć domagające się większych wyrzeczeń było prawo o wielkim jubileuszu, czyli prawo o roku jubileuszowym. Przypadał on w roku pięćdziesiątym, po upływie siedmiu małych jubileuszy, czyli po czterdziestu dziewięciu latach. Rozpoczęcie wielkiego jubileuszu oznajmiano dęciem w róg – zwany jôbël – stąd nasze powiedzenie „czynić jubel”, znaczy brać udział w hałaśliwej zabawie, przeżywać wielką radość, wielką uroczystość. „Będziecie święcić pięćdziesiąty rok, oznajmijcie wyzwolenie w kraju dla wszystkich jego mieszkańców. Będzie to dla was jubileusz – każdy z was powróci do swej własności i każdy powróci do swego rodu. Cały ten rok pięćdziesiąty będzie dla was rokiem jubileuszowym – nie będziecie siać, nie będziecie żąć tego, co urośnie, nie będziecie zbierać nieobciętych winogron” (Kpł 25,10-11).

Jednym z podstawowych przywilejów tego pięćdziesiątego roku była powszechna amnestia; tj. przywrócenie wolności wszystkim niewolnikom żydowskim, będącym w niewoli u swoich ziomków a także oddanie im za darmo ich dziedzicznej ziemi. Nawet jeśli przepisy roku jubileuszowego pozostawały nieraz niedościgłym ideałem, to z pewnością już sama ich obecność przyczyniała się do pragnienia reformy społecznej, polegającej na przywróceniu żydowskim niewolnikom ich pierwotnej wolności i własności.

Rok jubileuszowy to nie tylko piękna utopia – zadekretowana podczas reformy religijnej króla Jozjasza – a następnie porzucona. To także symbol przyszłego wieku; zapowiedź ery mesjańskiej (Dn 7,24; Jub 1,29; 11QMelch). Do tej ery nawiązał Jezus w swojej mowie wygłoszonej w nazaretańskiej synagodze: „Duch Pański spoczywa na Mnie, ponieważ Mnie namaścił i posłał Mnie, abym ubogim niósł dobrą nowinę, więźniom głosił wolność, a niewidomym przejrzenie; abym uciśnionych odsyłał wolnymi, abym obwoływał rok łaski od Pana” (Łk 4,18-19). Do tej mesjańskiej ery odwołał się również św. Jan Paweł II, gdy w roku 2000 wzywał narody bogate do darowania długów narodom ubogim.

Przenosząc starotestamentalne prawo o jubileuszu na grunt chrześcijański możemy postawić sobie pytanie: co to znaczy powrót do naszej pierwotnej wolności i własności? To nic innego jak powrót do pierwotnej godności dzieci Bożych. Do godność tych, którzy: „którzy … z Boga się narodzili” (J 1,12-13). To jest to główne przesłanie, jakie niesie z sobą rok jubileuszowy dla wiernych tutejszej parafii. Niech to wystarczy tytułem wstępu.

A teraz do rzeczy, czyli do głównego tematu, jaki proponują nam dzisiejsze czytania liturgiczne, tj. do wytrwałości. Ten temat został nam dzisiaj przedstawiony w trzech odsłonach: po pierwsze, na czym polega wytrwałość proroka, na czym polega wytrwałość chrześcijanina, i wreszcie, po co nam  wszystkim potrzebna jest wytrwałość.

1. WYTRWAŁOŚĆ JEREMIASZA (Jer 38, 4-6. 8-10)

a. Pierwsza sprawa to wytrwałość proroka jeremiasza. W oblężonej przez Babilończyków Jerozolimie (587 przed Chr.), żydowscy obrońcy miasta – usłyszawszy o nadchodzącej pomocy w postaci wojsk egipskich i zobaczywszy wycofanie się Babilończyków – nabrali nadziei na ocalenie.

Ale prorok Jeremiasz rozwiewa nadzieje oblężonych: „Oto wojsko faraona, które spieszy wam z pomocą, wróci do swego kraju, do Egiptu. Chaldejczycy zaś powrócą i podejmą walkę przeciw temu miastu, zdobędą je i spalą ogniem” (Jer 37,8). Usłyszawszy to przywódcy miasta „się rozgniewali na Jeremiasza i bili go, następnie wtrącili do więzienia w domu Jonatana, kanclerza, który zamienili na więzienie. Jeremiasz więc dostał się do sklepionego lochu i pozostawał tam przez dłuższy czas” (Jer 37,15-16). Było to pierwsze uwięzienie proroka.

Dostrzegając w tej sytuacji niebezpieczeństwie swojej śmierci, Jeremiasz ubłagał króla a ten zmienił miejsce jego uwięzienia. Prorok dostał się teraz pod straż w wartowni (Jer 37,21). Mimo zagrożenia śmiercią, on dalej nie ustępuje i głosi: jeśli oblężeni będą trwać w beznadziejnym oporze, zostaną pokonani przez głód, epidemię i miecz a miasto ulegnie zagładzie (Jr 38,2). Jeśli natomiast skapitulują, Jerozolima ocaleje, a król i wszyscy mieszkańcy ujdą z życiem.

Ministrowie, generałowie i kapłani nie chcieli poddać się słowom proroka. Musieliby wydać się w ręce wroga, nie mając żadnych gwarancji poza słowem Jeremiasza. Nie, oni tego nie uczynią. Raczej postanowią: „Niech umrze ten człowiek, bo naprawdę obezwładnia on ręce żołnierzy, którzy pozostali w tym mieście, i ręce całego ludu, gdy mówi do nich podobne słowa”. Tym razem – w zamiarze zgładzenia go – wrzucono Jeremiasza do zbiornika pełnego błota. Ale prorok znów się nie poddaje, bo wobec niebezpieczeństwa śmierci załamują się fałszywi prorocy. Prawdziwy prorok – przekonany o prawdomówności Boga – potrafi dalej cierpieć a nawet oddać życie. Nie ma na ziemi mocniejszego potwierdzenia prawdy, niż cierpienie i ofiara.

Dziś prorocy także są obrzucani błotem, gdy tylko ośmielą się powiedzieć prawdę zobowiązującą do nawrócenia i przemiany tak w życiu osobistym, jak i w życiu publicznym. Trzeba więc ich oczernić, aby stracili autorytet i zamilkli. Tak postąpiono z bł. Jerzym Popiełuszką, którego najpierw usiłowano zniesławić przy pomocy kłamstw i prowokacji, a gdy to się nie powiodło, związano go i wrzucono do Wisły (ks. Józef Maciąg). Coś podobnego dzieje się teraz z arcybiskupem Jędraszewskim.

Dlaczego prorok bywa prześladowany? Bo przekazuje ludziom to, co mu Bóg powiedział, a nie to, co ludzie pragną usłyszeć. Ludzie zazwyczaj nie wierzą w proroctwa, które nie potwierdzają ich własnej opinii, stąd tłumy nie lubią prawdy.

Niestety, czas szybko potwierdził słowa proroka Jeremiasza. Jerozolima została zdobyta, połowę ludzi wycięto w pień, drugą połowę zabrano w niewolę, a królowi wyłupiono oczy, natomiast Jeremiasz ocalałNiespodziewanie – podobnie jak w przypowieści o dobrym samarytaninie – z pomocą prorokowi zanurzonemu w błocie przyszedł cudzoziemiec, który przyjął judaizm. Pan posłużył się miłosiernym cudzoziemcem, w celu uchronienia sprawiedliwego Izraelity od niechybnej śmierci. Uczucia  ocalonego Jeremiasza pięknie opisze psalmista: „Z nadzieją czekałem na Pana, a On się pochylił nade mną  i wysłuchał mego wołania.  Wydobył mnie z dołu zagłady, z błotnego grzęzawiska, stopy moje postawił na skale i umocnił moje kroki”. W ten sposób Jeremiasz stał się zapowiedzią losu Chrystusa.

2. WYTRWAŁOŚĆ CHRZEŚCIJANINA (Łk 12,49-53)

A teraz druga sprawa, czyli wytrwałość chrześcijanina.

a. pokój Chrystusa

„Czy myślicie, że przyszedłem dać ziemi pokój? Nie, powiadam wam, lecz rozłam [διαμερισμον; Biblia Warszawska – rozdwojenie]. Te słowa Jezusa brzmią zaskakująco i wydają się sprzeczne ze wszystkim, co miały przynieść ze sobą czasy mesjańskie („Wtedy wilk zamieszka wraz z barankiem, pantera z koźlęciem razem leżeć będą, cielę i lew paść się będą społem i mały chłopiec będzie je poganiał” – Iz 11,6; por. Za 9,9-10) a nawet z własnymi słowami Jezusa o pokoju („Pokój mój daję wam, pokój zostawiam wam” (J 14,27). Także z zachętami apostoła Pawła: „ A przeto upominam was, bracia, w imię Pana naszego Jezusa Chrystusa, abyście byli zgodni, i by nie było wśród was rozłamów; byście byli jednego ducha i jednej myśli” (1 Kor 1,10).  Aby nie było między wami sporów.

Chrystus faktycznie przyniósł ludziom zapowiadany pokój. On, „który przez ogrom Swych cierpień i śmierć nie tylko unicestwił grzech – źródło i zarzewie niezgody, nędzy, nierówności – lecz również przez przelanie Swej Krwi przywrócił ród ludzki do łask Ojca Niebieskiego i obdarzył go pokojem: ‘On bowiem jest naszym pokojem. On, który obie części ludzkości uczynił jednością, bo zburzył rozdzielający je mur – wrogość. A przyszedłszy zwiastował pokój wam, którzyście daleko, i pokój tym, którzy blisko’” (Pacem in terris, 169). Kiedy więc dar Jezusa – tj. Duch Święty, Duch miłości – zamieszka w człowieku i gdy człowiek podda się pod Jego kierownictwo, wówczas w jego życiu pojawią się błogosławione owoce Jego obecności, do których należą między innymi radość i pokój.

b. rozdwojenie

„Czy myślicie, że przyszedłem dać ziemi pokój? Nie, powiadam wam, lecz rozłam [διαμερισμον; Biblia Warszawska – rozdwojenie]. Dlaczego Jezus – chociaż wprowadził pokój między ludzi i społeczeństwa przez swoja śmierć – w czasie swojej publicznej działalności wzbudzał i nadal ciągle wzbudza tak wiele konfliktów i sprzeczności?

Dwa są tego powody. Po pierwsze; ponieważ miłość jest wymagająca. Ona nie pozwala nam na neutralność. Nie można dwom panom służyć. Miłość domaga się zajęcia stanowiska i żąda odpowiedzi. Kto jest z prawdy, ten słucha głosu Chrystusa (J 18,37), kto z prawdy nie jest, ten nie słucha Jego głosu. To  pierwsza przyczyna rozdwojenia.

Po drugie – miłość domaga się wolności od grzechu i zła. Ogień Ducha Świętego, ogień Bożej miłości musi najpierw spalić zło i oczyścić człowieka w sensie duchowym. Jedni są otwarci na ten oczyszczający wpływ, a inni są zamknięci. Wskutek tego kto idzie za Chrystusem, ten staje się niejako automatycznie znakiem sprzeciwu wobec grzechu i zła (Łk 2,34). „Rozłam” nie oznacza jednak nienawiści do grzeszników, gdyż ta jest sprzeczna z Jezusowym przykazaniem miłości. „Rozłam” oznacza jedynie oddzielenie od grzechu i stanięcie po stronie dobra.

Dzisiejsza Ewangelia jest więc otrzeźwieniem dla tych, którzy chcą traktować chrześcijaństwo jako religię świętego spokoju. Którzy traktują naukę Chrystusa jako zbiór bezmyślnych przyzwyczajeń, które nikogo nie ziębią ani parzą. Czasami są trochę uciążliwe, więc się je opuszcza. Nieraz uprzykrzają życie, to się o nich zapomina i tak jakoś idziemy do przodu (chrzciny, Pierwsza Komunia, ślub, pogrzeb, po drodze Pasterka, kolęda, Popielec, Wielkanoc). W ten sposób udaje się nam sprowadzić życie chrześcijańskie do nikomu nie wadzących obyczajów. Gdy ktoś wykracza poza ten schemat, uznajemy go za fanatyka, który nam zakłóca łatwy wizerunek katolika. W ten sposób człowiek  skutecznie odgradza się od Prawdy i usypia siebie, popadając w samozadowolenie.

„Odtąd bowiem pięcioro będzie rozdwojonych w jednym domu: troje stanie przeciw dwojgu, a dwoje przeciw trojgu; ojciec przeciw synowi, a syn przeciw ojcu; matka przeciw córce, a córka przeciw matce; teściowa przeciw synowej, a synowa przeciw teściowej”.  Jezus wskazuje na podział, jaki dokona się nawet wewnątrz samych rodzin, pomiędzy jednymi, którzy przyjmą Ewangelię a drugimi, którzy Ewangelię odrzucą.

Ewangelia wybierana jako zasada życia zawsze będzie budzić sprzeciw, często nawet sprzeciw osób najbliższych (ks. Maciej Warowny). Kto poważnie traktuje Ewangelię, ten musi wybierać między lojalnością wobec rodziców a lojalnością wobec Chrystusa. „Kto kocha ojca lub matkę bardziej niż Mnie, nie jest Mnie godzien”. I „kto kocha syna lub córkę bardziej niż Mnie, nie jest Mnie godzien”. Jeśli moje posłuszeństwo Chrystusowi nie podoba się moim bliskim, to lepszą rzeczą jest dla mnie, że oczekiwania moich bliskich nie zostaną spełnione, niż – gdyby w imię miłości do bliskich – nie spełniła się wola Boża. Dlatego nieraz ktoś, kto chce być wierny Jezusowi musi sprzeciwić się nawet własnej rodzinie: ojcu, matce, teściom, którzy nieraz chcą, by ich syn czy synowa stosowali się do ich „trzeźwych” rad, aby „nie przesadzali” z wytrwałością w pełnieniu woli Bożej.

Ciekawe, że Jezus nie mówi przy tej okazji o zerwaniu więzi małżeńskich w imię Ewangelii. Więź człowieka z rodzicami, teściami, czy rodzeństwem nie ma sakramentalnego charakteru jaki posiada małżeństwo (ks. Józef Maciąg).

3. PO CO WYTRWAŁOŚĆ (Hbr 12, 1-4)

a. Wreszcie trzecia i ostatnia sprawa to zachęta do wytrwałości. Dzisiejsze słowa z Listu do Hebrajczyków niosły kiedyś zachętę do wytrwałości (υπομονη) chrześcijanom, których dotykał czas próby, cierpienia i prześladowanie. Tym, co pozwalało im wytrwać w takiej sytuacji była ich wiara: „Wiara zaś jest poręką (υποστασις) tych dóbr, których się spodziewamy, dowodem (ελεγχος) tych rzeczywistości, których nie widzimy” (Hbr 11,1).

Nie tylko żydzi, ale także my, chrześcijanie, posiadamy w historii zbawienia wiele przykładów niezachwianej wiary. Mamy dookoła nas  mnóstwo świadków (μαρτυρων) wiary i wytrwałości wspierających nas, dodających nam odwagi i sił. Tymi świadkami są patriarchowie i prorocy, święci i błogosławieni, którzy ukończyli już bieg swego ziemskiego życia, wiary ustrzegli i otrzymali wieniec zwycięstwa. Od nich możemy czerpać wzór wytrwałości. Chociaż dzisiaj, przy dzisiejszej ahistorycznej mentalności ludzi, utworzenie żywej więzi z ludźmi wielkiej wiary z przeszłości, stwarza dość dużą trudność. Trzeba jednak pamiętać o tym, że między patriarchami a ludźmi do których był skierowany List do Hebrajczyków też rozciągał się okres ponad tysiąca lat.

Bardziej jeszcze niż we wiarę patriarchów, proroków, świętych i błogosławionych, powinniśmy wpatrywać się w wiarę i wytrwałość Chrystusa, „który nam w wierze przewodzi i ją wydoskonala”. Nawet największe postacie z historii zbawienia są tylko bladym echem w porównaniu z wiarą Jezusa, będącym naszym boskim wzorem. Patrzmy więc na Jezusa. Rozważajmy, jaką cenę zapłacił On, abyśmy i my wytrwali w wierze i nie ustali złamani na duchu.

b.         Podobnie jak dawnych świadków wiary, również nas wychowuje Pan Bóg, poddając próbie naszą wytrwałość. Wychowuje, posługując się własną paideią, czyli własną formacją umysłów i serc przy pomocy pouczeń, nakazów, upomnień, nagany i kary (Hbr 12,5-11). Obecność przeciwności, prześladowania i krzyża w naszym życiu nie jest znakiem odrzucenia nas przez Boga, ale jest znakiem tego, że Pan Bóg traktuje nas jako swoje dzieci. Gdyby nie dotykał nas karceniem (παιδειας) – „którego uczestnikami stali się wszyscy” (Hbr 12,8) – znaczyłoby to, że jesteśmy bękartami (νοθοι – Biblia Gdańska) a nie synami (Hbr 12,8).

Bóg poddaje nas próbie nie dlatego, że jest mściwym i bezwzględnym sadystą, który ma zamiłowanie w zadawaniu nam bólu, ale On to czyni dla naszego ostatecznego dobra, „aby nas uczynić uczestnikami swojej świętości” (Hbr 12,10). Co nieco z tego możemy zrozumieć patrząc na ręce chirurga, który oczyszcza ranę, sprawiając nam ból, lecz nie wyrządzając nam krzywdy.

A zatem „trwajmy w karności! (ει παιδειαν – Hbr 12,7), skoro – walcząc przeciw grzechowi – nie zostaliśmy jeszcze „świadkami” (męczennikami). Trzeba, abyśmy – jako naśladowcy Jezusa – „opierali się aż do krwi, walcząc przeciw grzechowi”, bo tak jak istnieje chrzest z wody, tak też istnieje „chrzest ognia”, czyli przeciwności, męki, śmierci i zmartwychwstania, którym to chrztem również Jezus został „ochrzczony”.

Jak uczy św. Jan Chryzostom: „Aby zaś uczniowie słysząc słowa: ‘Będą wam urągać, prześladować was i mówić kłamliwie wszystko złe na was’, nie lękali się podjąć dzieła, mówi: Jeśli nie jesteście gotowi na to wszystko, na próżno was wybrałem. Przeciwności pojawią się na pewno; nie uczynią wam jednak nic złego, ale tylko wydadzą świadectwo waszej wytrwałości. Jeśli natomiast ulękniecie się i zaniechacie należnej gorliwości, daleko bardziej ucierpicie; cały świat was surowo osądzi i doznacie wzgardy od wszystkich. To właśnie oznacza podeptanie przez wszystkich” (Jan Chryzostom, Homilia do Ewangelii św. Mateusza 15,7).

„’Oto rolnik czeka wytrwale na cenny plon ziemi — pisze św. Jakub — dopóki nie spadnie deszcz wczesny i późny. Tak i wy bądźcie cierpliwi i umacniajcie serca wasze, bo przyjście Pana jest już bliskie’ (Jk 5,7-8). Porównanie z rolnikiem jest bardzo wymowne: ten, kto obsiewa pole, musi przez kilka miesięcy cierpliwie i wytrwale oczekiwać, ale wie, że nasiona w tym czasie przechodzą cykl swoich przeobrażeń dzięki deszczom jesiennym i wiosennym. Rolnik nie jest fatalistą, lecz wzorem pewnego sposobu myślenia, w którym zachodzi równowaga między wiarą a rozumem. Z jednej strony bowiem zna prawa przyrody i wykonuje dobrze swoją pracę, z drugiej zaś ufa Opatrzności, gdyż niektóre podstawowe sprawy są nie w jego rękach, lecz w rękach Boga. Cierpliwość i wytrwałość stanowią właśnie syntezę ludzkiego zaangażowania i zaufania Bogu” (Papież Benedykt XVI, Bądźcie cierpliwi i umacniajcie serca wasze. Rozważanie przed modlitwą ‘Anioł Pański’ – 12.12.2010).

„Nic na świecie nie zastąpi wytrwałości. Nie zastąpi jej talent – nie ma nic powszechniejszego niż ludzie utalentowani, którzy nie odnoszą sukcesów. Nie uczyni niczego sam geniusz – nie nagradzany geniusz to już prawie przysłowie. Nie uczyni niczego też samo wykształcenie – świat jest pełen ludzi wykształconych, o których zapomniano. Tylko wytrwałość i determinacja są wszechmocne” (Calvin Coolidge).

ZAKOŃCZENIE

Na koniec módlmy się: Wszechmogący, wieczny Boże – w 100. rocznicę utworzenia tutejszej parafii – błogosław tym, którzy przyczynili się do jej utworzenia. Przyjmij prosimy do swojej chwały wszystkich zmarłych w tym stuleciu parafian. Strzeż z ojcowską dobrocią wszystkich, którzy obecnie tworzą parafialną wspólnotę Chrystusa Króla a także tych, co przybywają do tutejszej świątyni na modlitwę. Spraw, aby w nas i w nich zawsze dojrzewała wiara, nadzieja i miłość do Ciebie i bliźnich.Ponieważ zaś całą nadzieję pokładamy w Bożej łasce, otaczaj swoją opieką także te pokolenia, które po nas przyjdą, aby nie zwątpili w to, że to Bóg jest ostatecznym Panem historii a nie ludzie. Amen.

25 sierpnia: Finał akcji Caritas „Tornister Pełen Uśmiechów”

sob., 08/17/2019 - 10:39

Już niebawem, 25 sierpnia na stadionie sportowym w Giedlarowej, gmina Leżajsk, odbędzie się uroczysty finał ogólnopolskiej akcji Caritas, Tornister Pełen Uśmiechów. Program wydarzenia został pomyślany jako dzień radości dla dzieci i ich rodzin. Po raz pierwszy plan finału akcji obejmuje integrację międzypokoleniową, Bal Pokoleń, co w dzisiejszych czasach nabiera szczególnej wagi.

To już 11. edycja tego programu, poświęconego wsparciu dzieci z potrzebujących rodzin u progu nowego roku szkolnego. Podczas finału będą prezentowane liczne inicjatywy poświęcone wsparciu edukacyjnemu dla najmłodszych.

Finał akcji z udziałem gości i władz Gminy Leżajsk rozpocznie się o godz. 11 uroczystą Mszą Św. pod przewodnictwem ks. Biskupa Stanisława Jamrozka, po której zostaną przekazane wyprawki szkolne dla ok. 1000 dzieci, w tym 200 dzieci polskich ze Wschodu. Wyprawki przygotują ambasadorzy akcji, m.in. Para Prezydencka, Rzecznik Praw Dziecka, Minister Edukacji Narodowej, Prezes Giełdy Papierów Wartościowych.

Program imprezy przewiduje liczne atrakcje dla całych rodzin m.in. pokaz musztry ułańskiej na koniach, występy wokalne i taneczne oraz rywalizacje na torze przeszkód. Całe rodziny będą mogły wziąć udział w warsztatach plastycznych i rękodzielniczych, a także obejrzeć pokazy służb mundurowych, czy sprzętu strażackiego, jak również nauczyć się udzielania pierwszej pomocy. Będzie też można spróbować smakołyków ze stoisk kulinarnych Kół Gospodyń Wiejskich z gminy Leżajsk.

Punktem kulminacyjnym finału będzie międzypokoleniowa zabawa taneczna z wyborem króla i królowej balu, która stanowić będzie wyjątkową okazję do zacieśnienia więzi pomiędzy osobami starszymi a juniorami z tego regionu.

Wydarzenie będzie transmitowane przez Telewizję Polską. Planowane są wejścia na żywo na antenie TVP 1 w ramach programu Między Ziemią a Niebem oraz po jego zakończeniu.

Godzinowy program finału:

11.00 Msza Święta na stadionie sportowym w Giedlarowej
12.15-12.30 występ Orkiestry Reprezentacyjnej Oddziału Kawalerii Ochotniczej w barwach 20 Pułku
Ułanów im. Króla Jana III Sobieskiego, wjeżdżają ułani na koniach (pokaz musztry na koniach)
12.35-12.50 Oficjalne powitanie gości, przemówienia
12.50 – 13.15 Występ dzieci z Młodzieżowej Drużyny Pożarniczej z Giedlarowej (pokaz musztry/tor
przeszkód)
13.15 -13.30 Występ wokalny Zespołu „Canta Rhei” z Chałupek Dębniańskich (laureaci
Międzydiecezjalnego Konkursu Pieśni Religijnej w Księżomierzu)
13.30-13.45 Występ Mistrzów Polski w tańcu boogie woogie z Zespołu „Maraton Boogie” z
Giedlarowej

FINAŁ TORNISTRA PEŁNEGO UŚMIECHÓW

13.45-14.45 Wręczenie dzieciom wyprawek szkolnych
14.45-15.00 Występ solistek z Zespołu Szkół w Giedlarowej
15.00-15.30 Występ Seniorów z Centrum Integracji Społecznej w Przychojcu
15.30-16.30 Interaktywny spektakl teatru z Krakowa (zaangażowanie publiczności w przedstawienie)
16.30 Rozpoczęcie Balu Pokoleń – wybieranie Króla i Królowej balu
16.45-18.00 Wspólna zabawa dzieci i seniorów wraz z wodzirejami

Wydarzenia towarzyszące:

– pokazy wozów i sprzętu strażackiego,
– pokaz udzielania pierwszej pomocy,
– pokazy służb mundurowych (Policja, Straż Ochrony Kolei) oraz pokazy służb medycznych,
– stoiska kulinarne Kół Gospodyń Wiejskich z terenu gminy Leżajsk,
– kino sferyczne,
– zjeżdżalnie, trampoliny, itp.
– warsztaty pokoleniowe (plastyczne, rękodzielnicze),
– malowanie twarzy, zabawy animacyjne z chustą klanzy.

Głównym celem kampanii jest zwrócenie uwagi na problemy edukacyjne uczniów z ubogich rodzin oraz wsparcie ich edukacji. Wyprawki szkolne dla dzieci potrzebujących kompletowane są przez okres wakacji w całej Polsce za pośrednictwem diecezjalnych Caritas. Od początku akcji Caritas przekazała dzieciom z ubogich rodzin ponad 170 tysięcy wyprawek.

Akcja ma zwiększyć szanse edukacyjne uczniów przez zebranie funduszy na zakup i wyposażenie wyprawek szkolnych dla dzieci w Polsce. Od dwóch lat akcja skierowana jest również do dzieci z polskich rodzin mieszkających na Wschodzie (Litwa, Białoruś, Ukraina). W parafiach w całej Polsce tornistry zakupione przez Caritas są wypełniane według potrzeb.

Ponadto do specjalnych koszy wystawionych w parafiach można wkładać podstawowe artykuły szkolne, które znajdą się później w wyprawkach przygotowanych przez wolontariuszy Caritas.

Akcja finansowana jest z ogólnopolskiej zbiórki SMS-ów charytatywnych o treści TORNISTER wysyłanych pod nr 72052 (koszt: 2,46 zł z VAT) oraz wpłat indywidualnych.

Za: Caritas Polska

Over 60,000 pilgrims at Jasna Góra at the celebration with the participation of the Delegate for Pontifical Representations

czw., 08/15/2019 - 17:03

Good is always greater than evil, there is more good in the world, because good is a path of love, and love comes from God, because God is love – said Archbishop Jan Romeo Pawłowski, Delegate for Pontifical Representations, on August 15 at the Assumption of the Blessed Virgin Mary at Jasna Góra, during the celebrations of the 100th anniversary of the restoration of diplomatic relations between the Holy See and the Republic of Poland.

Over 60,000 faithful, who came to Jasna Góra in walking pilgrimages, participated in the solemn Eucharist. Most were pilgrims from Warsaw.

“Jasna Góra has always gathered Poles, it is the spiritual throne of the Queen of Poland, the national Sanctuary, the spiritual capital. As St. John Paul II used to say, a frequent pilgrim to this place: «Poles are used to coming to Jasna Góra … because here the heart of the Nation beats in the heart of the Mother. Because here we have always been free». And here we are free!” – said Archbishop Pawłowski.

In his homily, Archbishop Pawłowski said: “Do not be overcome by evil, but overcome evil with good. Create good, act well, live well. Even if they were to make fun of us, point finger at us, punish us, we shall do good. Because good, beauty and love are our paths of earthly pilgrimage”.

In this year’s pilgrimage season, from May 12 to August 14, 182 walking pilgrimages came to Jasna Góra, in which participated 86,000 pilgrims. It is over 4,000 pilgrims more than last year.

In the celebration of the centenary of the restoration of diplomatic relations between the Holy See and Poland also Israeli Ambassador took part. “Peace and happiness for everyone are the most important. I wish this the most” – said Anna Azari.

Today’s thanksgiving celebration at Jasna Góra marks the next step of the celebration of the 100th anniversary of the restoration of diplomatic relations between the Holy See and Poland. The main celebration took place on March 13 this year in the Temple of Divine Providence in Warsaw with the participation of the Secretary of State of the Holy See, Cardinal Pietro Parolin. On this occasion, a post stamp was also issued. In turn, on June 6, in the gardens of the Apostolic Nunciature in Warsaw, a monument of Achilles Ratti, the first nuncio in independent Poland and later Pope Pius XI, was unveiled.

Press Office of the Polish Bishops’ Conference

Photo: JasnaGoraNews

Ojciec Święty pozdrowił pielgrzymów zgromadzonych na Jasnej Górze

czw., 08/15/2019 - 15:05

Przesyłam pozdrowienia wszystkim zgromadzonym u stóp Czarnej Madonny i zachęcam ich do modlitwy za cały Kościół – powiedział Papież Franciszek w pozdrowieniach do Polaków po modlitwie „Anioł Pański”.

Publikujemy pełny tekst pozdrowień:

Dziś w Częstochowie w Polsce zgromadziło się wielu pielgrzymów, aby świętować Wniebowzięcie Najświętszej Maryi Panny i uczcić stulecie przywrócenia stosunków dyplomatycznych między Stolicą Apostolską a Polską. Przesyłam pozdrowienia wszystkim zgromadzonym u stóp Czarnej Madonny i zachęcam ich do modlitwy za cały Kościół. Pozdrawiam także obecnych tutaj Polaków.

BP KEP

Abp Pawłowski na Jasnej Górze: Dobra jest więcej na świecie, bo dobro jest drogą miłości

czw., 08/15/2019 - 12:14

Dobro jest zawsze większe niż zło, dobra jest więcej na świecie, bo dobro jest drogą miłości, a miłość jest z Boga, bo Bóg jest miłością – powiedział abp Jan Romeo Pawłowski, Delegat ds. Przedstawicielstw Papieskich, 15 sierpnia na uroczystości Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny na Jasnej Górze, podczas obchodów 100-lecia przywrócenia relacji dyplomatycznych między Stolicą Apostolską a Rzeczpospolitą Polską.

„Jasna Góra zawsze gromadziła Polaków, jest duchowym tronem Królowej Polski, narodowym Sanktuarium, duchową stolicą. Jak mawiał święty Jan Paweł II, wielokrotny Pielgrzym do tego miejsca: „Przyzwyczaili się Polacy przychodzić na Jasną Górę…, bo tutaj bije serce Narodu w sercu Matki. Bo tutaj zawsze byliśmy wolni”. I tutaj wolni jesteśmy! – powiedział abp Pawłowski.

W homilii arcybiskup zaznaczył: „Nie daj się zwyciężać złu, ale zło dobrem zwyciężaj. Tworzyć dobro, dobrze działać, dobrze żyć. Choćby nas mieli wyśmiać, wytknąć palcem, ukarać, to my będziemy czynić dobro. Bo dobro, piękno, miłość, to są nasze drogi ziemskiego pielgrzymowania”.

Delegat ds. Przedstawicielstw Papieskichpowiedział: „Pozdrawiamy wszystkie matki, zwłaszcza te, co pod sercem noszą cud życia. Co jak Maryja, jak Elżbietą, pielęgnują cud życia w sobie i kochają swoje dzieci, pozwalają im przyjść na świat, nie boja się bólu rodzenia i trudu wychowania. Wy, tutaj wszyscy młodzi, jesteście takimi cudami miłości waszych rodziców. Wy będziecie tworzyć jutro. Tu, na tej ziemi będziecie o tym jutrze decydować, nie gdzieś w Brukseli, czy w innych stolicach, tutaj nad Wisła i Odra, tu gdzie żyją i bija polskie serca. I chce Wam powiedzieć, wam młodym, a poprzez was także tym, którzy myślą ze jak wszystko rozwala, wyśmieją, popsują, to będzie dopiero wowcool, to będzie postęp, chce powiedzieć słowami polskiego poety: „Nie depczcie przeszłości ołtarzy, choć macie sami doskonalsze wznieść. Na nich się jeszcze święty ogień żarzy i miłość ludzka stoi tam na straży, i wy winniście im cześć!”

Arcybiskup Pawłowski dodał: „Pan Jezus przyszedł na świat w ludzkiej rodzinie, w konkretnym kraju, wszedł w nasza ludzką historię. Nie wstydź się twojej rodziny, Twoich rodziców, dziadków, nie wstydź się tej polskiej ziemi, naszej biało czerwonej i tego orla białego”.

Homileta powiedział: „Wpatrujemy się w niebo. W ten wielki Znak na Niebie, Niewiastę obleczona w słońce i księżyc pod Jej stopami, wpatrujemy się i wołamy ku Niej: Bogurodzica, Dziewica, Bogiem sławiena Maryja. Uciekamy się pod Jej obronę. Do niej śpiewamy: Jestem przy Tobie, pamiętam i czuwam. Ale gdzie wielki maryjny Znak na niebie, ukazuje się zawsze także ten inny, o którym mówiła Apokalipsa: Smok barwy ognia, odwieczny przeciwnik Niewiasty i Jej potomstwa. On łatwo nie odpuszcza, on walczy sprzymierzając się z rożnymi ludźmi, ideologiami, mamiąc pozorami dobra, podsuwając złudzenia wolności, równości, wielkości. Tym bardziej trzeba dzisiaj słuchać Maryi wniebowziętej, która mówi nam: uczyńcie wszystko co Syn mój Wam powie”.

„Chcemy z tego miejsca powiedzieć także tym, którzy nas prześladują, którzy pozwalają sobie na świętokradzkie niszczenie naszych wartości, na obrażanie i wyśmiewanie Matki Najświętszej, Eucharystii, Kościoła, tym pseudoartystom, pseudopolitykom, chcemy im powiedzieć także parafrazując mocne słowa Jana Pawła II, powiedziane kiedyś do ludzi uwikłanych w zło: Nawróćcie się! Przyjdzie dzień sądu, staniesz przed Bogiem, chcesz czy nie chcesz, wierzysz czy nie, staniesz przed Bogiem. Oby się nie okazało, żeś swoimi postępkami tak Go obraził, że będziesz na wieki potępiony. Bo Bóg jest miłosierny, ale też sprawiedliwy” – powiedział abp Pawłowski.

„Jesteśmy i zawsze będziemy przeciwni złu, ale zawsze otwarci na człowieka, na każdego człowieka. Bo chcemy dobra, wiecznego dobra wszystkich ludzi, także tych co nam źle życzą i nas obrażają” – dodał homileta.

Arcybiskup Pawłowski apelował: „Niechaj od jasnogórskiego Tronu Królowej Polski popłynie dzisiaj znak pokoju, wielki znak pokoju do wszystkich Polek i Polaków. Spróbujmy odłożyć na bok te wszystkie egoistyczne antagonizmy, te podziały na ty i ja, spróbujmy poczuć się znowu polska rodzina, gdzie każdy ma miejsce i godność i własne zdanie respektujące drugiego. Czasem łączy nas piłka nożna, czasem siatkówka, skoki narciarskie i inne sporty, gdzie nasi odnoszą sukcesy, to czyż nie może i nie powinna nas połączyć Polska, jej dziś i jutro?” – powiedział.

Abp Pawłowski zakończył homilię modlitwą: „Z dawna Polski Tyś Królową, Maryjo. Ty za nami przemów słowo, Maryjo. Miej w opiece Naród cały, który żyje dla Twej chwały. Niech rozwija się wspaniały. Maryjo! Amen”.

Publikujemy treść homilii:

Polonia semper fidelis – Polska zawsze wierna.

Gdy dzisiaj, tutaj na Jasnej Górze, świętujemy Uroczystość Wniebowzięcia NMP, potrzeba aby w sercach, w obliczu Królowej Polski zabrzmiało znowu to właśnie stwierdzenie. Polska wierna.

Na przestrzeni wieków wielu było złych ludzi, którzy próbowali nas Polaków od tej wierności odwieść, próbowali oderwać Polskę od wiary, jaką przyjęła ponad 1000 lat temu, próbowali ograbić ją z tych wartości jakie wypracowała, próbowali poniżyć tych, którzy trwali wierni Chrystusowi, Jego Najświętszej Matce i rzymskiemu Kościołowi Katolickiemu. Byli nawet tacy, co skreślili Polskę z mapy świata, wepchnęli ją do grobu nieistnienia.

Takie były i są trudne dzieje tej ziemi … i nie będziemy wyliczać pod jakimi flagami chodzili w marszach i pochodach, jakimi ideologiami się posługiwali i posługują, aby omamić, oszukać, stłamsić wiarę, połamać nadzieję i poniżyć prawdziwą miłość.

Ale oprócz ludzi niedobrych, złych, pogubionych, wydających się na służbę rozmaitych ideologii, sprzedających swą ludzką godność za pozorny blichtr nowoczesności i pseudowolności, która zawsze jest zniewoleniem, byli i są na tej ziemi także ludzie dobrzy i tych na szczęście jest większość. Tak, bo dobro jest zawsze większe niż zło, dobra jest więcej na świecie, bo dobro jest drogą miłości, a miłość jest z Boga, bo Bóg jest miłością.

I dlatego dobrze, że tu dzisiaj jesteśmy w domu Matki.

Przychodzimy tacy, jacy jesteśmy, z pięknem naszego dobra, z naszym uśmiechem, z otwartym sercem. Wielu z nas przyszło tu dzisiaj pieszo, z różnych stron kraju, a nawet spoza jego granic. Bądźcie wszyscy pozdrowieni święci pielgrzymi, ludzie dobra, bądźcie pozdrowieni tym pielgrzymim i staropolskim pozdrowieniem: Szczęść Boże!

Kochani, na początku tej Mszy Świętej, jak zawsze w każdej celebracji, Bogu, braciom, siostrom, powiedzieliśmy uczciwie że jesteśmy grzesznikami. Tak, bo Kościół to wspólnota grzeszników, ludzi którzy każdego dnia upadają, nie dają rady, grzeszą. I mamy tego świadomość, że jesteśmy grzeszni. I wstyd nam za to, ale nie chcemy tacy pozostawać. Dlatego Boga i braci prosimy o przebaczenie, o miłosierdzie i to jest już pierwszy krok w drodze do pojednania, do odnowienia, do świętości. Tak, bo każdy grzesznik i cały ten grzeszny Kościół jest powołany do świętości. W tradycji chrześcijaństwa grzesznicy pragnący nawrócenia wybierali się w pielgrzymią drogę do szczególnych miejsc, sanktuariów, aby otrzymać rozgrzeszenie i przebaczenie. A stamtąd wracali do domów inni,
odmienieni, święci.

Dlatego dzisiaj pozdrawiam was święci pielgrzymi.

Nie wstydzimy się tego, ze chociaż grzesznicy, idziemy do świętości. I po to tutaj jesteśmy, w domu Matki, w Jej święto. Do Matki przychodzi się takim jakim się jest, bo ona wyrozumie, jak trzeba to skarci, pocieszy, pobłogosławi na drogę, otrze łzę i nagrodzi uśmiechem i całusem. Po to tu u Niej jesteśmy ! Bo jesteśmy grzeszni, ale z Maryją w drodze do świętości.

Przychodzimy, aby w jasnogórskiej ikonie ujrzeć ten znak na niebie: Niewiasta obleczona w słońce, i księżyc pod jej stopami, a na jej głowie wieniec z gwiazd dwunastu …

Wniebowzięcie Najświętszej Maryi Panny jest dogmatem, prawdą naszej wiary, zawsze obecną w tradycji Kościoła, a ogłoszoną w sposób uroczysty w 1950 roku przez Papieża Piusa XII. Ta prawda wiary stwierdza, że po zakończeniu swojego ziemskiego życia Najświętsza Maryja Panna została z ciałem i duszą wzięta do wiecznej chwały.

Jasna Góra zawsze gromadziła Polaków, jest duchowym tronem Królowej Polski, narodowym Sanktuarium, duchową stolicą. Jak mawiał święty Jan Paweł II, wielokrotny Pielgrzym do tego miejsca: Przyzwyczaili się Polacy przychodzić na Jasną Górę, bo tutaj bije serce Narodu w sercu Matki. Bo tutaj zawsze byliśmy wolni. I tutaj wolni jesteśmy! A wolność to dar i zadanie, a nie swawola, nie żadne róbta co chceta. Za wolność każdego z nas tak wielu Polaków oddało życie, wspominamy ich w tym miesiącu i we wrześniu …

Pośród tłumów pielgrzymów którzy w dziejach historii  przybywali tutaj na Jasną Górę był też jeden włoski kapłan, nazywał się Achille Ratti. W 1918 roku Papież Benedykt XV posłał go do Polski i na Litwę, aby w odradzających się po tragedii I wojny krajach był jego przedstawicielem, wizytatorem apostolskim. Tak mówił do niego Papież Benedykt XV posyłając go do Polski: Nie obawiaj się trudności, idziesz przecież do narodu, u którego wiara zawsze pierwsze zajmuje miejsce i który wśród innych narodów słynie powszechną religijnością: Polonia semper fidelis. Idziesz do narodu męczennika, który dziś jak Łazarz wstaje z grobu do nowego życia i choć jeszcze ma na sobie śmiertelne pęta, już nie jest w grobie.

W 1919 roku został on ustanowiony pierwszym Nuncjuszem Apostolskim w odrodzonej Polsce, a w warszawskiej Katedrze otrzymał konsekrację biskupią. I tak na nowo nawiązano formalnie relacje dyplomatyczne miedzy Polską, a Stolicą Apostolską. Relacje, które istniały już w XVI wieku, przerwane wojnami i rozbiorami Polski. Zatem dzisiaj, pośród dziękczynienia jakie przynosimy na Jasną Górę, jest także dziękczynienie za 100- lecie tych odnowionych relacji dyplomatycznych.

Jeszcze w 1918 roku, po swojej pierwszej wizycie na Jasnej Górze Ksiądz Prałat Ratti napisał do Papieża Benedykta XV takie słowa:

Zdecydowałem pojechać do Częstochowy, aby nawiedzić to najsłynniejsze z polskich Sanktuariów wyniesione do świętego symbolu narodowego. Pozostałem tam przez dwa dni, dwa razy celebrując w Kaplicy Najświętszej Dziewicy, gdzie doświadczyłem wielkiej duchowej laski i zbudowania: wojna nie pozwala jeszcze na wielkie pielgrzymki, które kiedyś docierały tam bez przerwy i niezwykle liczne, ale doświadcza się tutaj o każdej godzinie wzruszających manifestacji wiary i pobożności.

Pozdrawiamy aktualnego Nuncjusza Apostolskiego w Polsce, obecnego tutaj Arcybiskupa Salvatore Pennacchio i dziękujemy za jego posługę dla dobra Kościoła w Polsce. Dziękuję Ekscelencjo za zaproszenie mnie na dzisiejszą uroczystość i jestem pewien, że po 3 latach Twojego doświadczenia w naszej Ojczyźnie, możesz śmiało potwierdzić Ojcu Świętemu Franciszkowi, że Polska pozostaje wierna, nawet, a może zwłaszcza dzisiaj, w tych skomplikowanych czasach, gdy ludzie źli, sprzysiężeni z mocą zła poprzez rozliczne układy, powiązania, kalkulacje i judaszowe pieniądze, chcą z Polski i Polaków zrobić takie pseudonowoczesne społeczeństwo, które odrzuci prawdziwe wartości, wpisane przez Boga Stwórcę w serce, w naturę każdego człowieka, a będzie się kierować instynktami, teoriami bez sensu, pogmatwanymi układami socjopolitycznymi, czy ideologiami zrodzonymi gdzieś w świecie, często w chorych umysłach.

My, Kościół Chrystusowy, a gdy mówię my, mam na myśli i Ciebie, i Ciebie i mnie i tych co są z nami przed telewizorem, czy radioodbiornikiem, bo Kościół to my wszyscy, którzy zostaliśmy ochrzczeni w Chrystusie, a naszym widzialnym duchowym przewodnikiem na ziemi jest następca świętego Piotra, Papież Franciszek, zatem my Kościół Chrystusowy, będziemy bronić prawdy, miłości, piękna, rodziny, życia ludzkiego i naszej wiary. Za wszelką cenę. Nie możemy się dać zastraszyć, bo zło jest często ryczące, wredne, przebrane, wynaturzone, bo za każdym złem stoi jego twórca, diabeł. Nie daj się zwyciężać złu, ale zło dobrem zwyciężaj!

Obchodzona 15 sierpnia Uroczystość Wniebowzięcia, ma w polskiej tradycji także poświęcenie pierwszych plonów, wierni przynoszą do Matki kwiaty, zioła, kłosy, aby podziękować za kolejne owoce ziemi i pracy rąk ludzkich. Zatem błogosławimy polskich rolników, tych co jak się zwykło mawiać: żywią i bronią. Ma w naszym kraju ten dzień także wymiar wspominania i dziękowania za cud nad Wisłą, za zwycięstwo polskiego żołnierza nad niezwyciężoną armią sowiecką. Jak byłem młody, to nie wolno było o tym mówić, było to ideologicznie niepoprawne. Ale waleczne ideologie mają to do siebie, że przemijają, że są spychane na śmietnik historii, a ich zwolennicy odchodzą w niepamięć beznadziejności. Warto zaznaczyć, ze wspomniany wcześniej Arcybiskup Ratti, pierwszy Nuncjusz Apostolski w odrodzonej Polsce, właśnie w 1920 roku, gdy sowieckie wojska stanęły nad Wisłą, jako jeden z niewielu dyplomatów nie uciekł z Warszawy, ale pozostał z Polakami i w stolicy modlił się o zwycięstwo nad czerwoną zarazą. Półtora roku później został wybrany Papieżem Piusem XI.

Pozdrawiamy dzisiaj polskich żołnierzy, tych co kiedyś walczyli, tych co byli wykleci i tych co dzisiaj troszczą się o nasze bezpieczeństwo. Pozdrawiamy w dniu ich święta i polecamy opiece Matki Jasnogórskiej.

Kochani spoglądamy dzisiaj w niebo. Chodzimy po ziemi i patrzymy w niebo, ku naszej wniebowziętej Matce, z nią biegniemy do Elżbiety, aby dopomóc, aby pobłogosławić kobietę oczekującą potomstwa, aby zawołać wielbi dusza moja Pana, który czyni nam wielkie rzeczy!

Pozdrawiamy wszystkie matki, zwłaszcza te, co pod sercem noszą cud życia. Co jak Maryja, jak Elżbieta, pielęgnują cud życia w sobie i kochają swoje dzieci, pozwalają im przyjść na świat, nie boją się bólu rodzenia i trudu wychowania. Wy, tutaj wszyscy młodzi, jesteście takimi cudami miłości waszych rodziców. Wy będziecie tworzyć jutro. Tu, na tej ziemi będziecie o tym jutrze decydować, nie gdzieś w Brukseli, czy w innych stolicach, tutaj nad Wisłą i Odrą, tu gdzie żyją i biją polskie serca. I chcę Wam powiedzieć, Wam młodym, a poprzez was także tym, którzy myślą, że jak wszystko rozwalą, wyśmieją, popsują, to będzie dopiero wow, cool, to będzie postęp, chcę powiedzieć słowami polskiego poety: Nie depczcie przeszłości ołtarzy, choć macie sami doskonalsze wznieść. Na nich się jeszcze święty ogień żarzy i miłość ludzka stoi tam na straży i wy winniście im cześć!

Pan Jezus przyszedł na świat w ludzkiej rodzinie, w konkretnym kraju, wszedł w naszą ludzką historię. Nie wstydź się twojej rodziny, twoich rodziców, dziadków, nie wstydź się tej polskiej ziemi, naszej biało-czerwonej i tego orła białego. Wstydź się tych, co gdzieś sprzedają Polskę, co zabiegają, by nie głosować na polskich kandydatów, co troszczą się, by Polsce rzucać kłody pod nogi, tych się wstydź !

Pośród Was pielgrzymów stoi dzisiaj tutaj spora grupa obcokrajowców, którzy przyszli do naszej jasnogórskiej wniebowziętej Maryi. A pośród nich dużo Włochów, którzy przybyli z pielgrzymką warszawską. Z ziemi włoskiej do Polski. Pozwólcie na dwa słowa do nich w ich języku: Carissimi pellegrini italiani, vi salutiamo molto cordialmente in questa casa di Maria, qui a Jasna Gora. Siamo felici ed orgogliosi di avervi con noi, siete membri della nostra famiglia. Vi accogliamo con tutto il cuore e con voi preghiamo la Vergine Assunta che ci ottenga tutte le grazie e che ci benedica. Siate benedetti e portate questa benedizione mariana dalla Polonia in Italia. [ tłum. “Drodzy pielgrzymi z Włoch, witamy was bardzo serdecznie w tym domu Maryi, tutaj na Jasnej Górze. Cieszymy się i jesteśmy dumni że jesteście z nami, jesteście członkami naszej rodziny. Z całego serca witamy was  razem z wami prosimy Wniebowziętą Dziewicę, aby wyjednała nam wszelkie łaski i nam pobłogosławiła. Bądźcie błogosławieni i zawieście to Maryjne błogosławieństwo z Polski do Włoch”.]

Wpatrujemy się w niebo. W ten wielki Znak na Niebie, Niewiastę obleczoną w słońce i księżyc pod Jej stopami, wpatrujemy się i wołamy ku Niej: Bogurodzica, Dziewica, Bogiem sławiena Maryja. Uciekamy się pod Jej obronę. Do niej śpiewamy: Jestem przy Tobie, pamiętam i czuwam. Ale gdzie wielki maryjny znak na niebie, ukazuje się zawsze także ten inny, o którym mówiła Apokalipsa: Smok barwy ognia, odwieczny przeciwnik Niewiasty i Jej potomstwa. On łatwo nie odpuszcza, on walczy sprzymierzając się z różnymi ludźmi, ideologiami, mamiąc pozorami dobra, podsuwając złudzenia wolności, równości, wielkości.

Tym bardziej trzeba dzisiaj słuchać Maryi wniebowziętej, która mówi nam: uczyńcie wszystko co Syn mój Wam powie.

Słuchajmy Jezusa, a On mówi i wzywa: świętymi bądźcie. Tak my grzesznicy, jesteśmy wezwani do świętości i chcemy być święci. I zależy nam żeby wszyscy zdążali do świętości, by stawali się lepsi, i dlatego mamy święty obowiązek mówienia prawdy, napominania, upominania się o szacunek, o prawdę, o życie i o nasze prawa. Bo jeśli my zamilkniemy, to kamienie wołać będą.

I dlatego chcemy z tego miejsca powiedzieć także tym, którzy nas prześladują, którzy pozwalają sobie na świętokradzkie niszczenie naszych wartości, na obrażanie i wyśmiewanie Matki Najświętszej, Eucharystii, Kościoła, tym pseudoartystom, pseudopolitykom, chcemy im powiedzieć także parafrazując mocne słowa Jana Pawła II, powiedziane kiedyś do ludzi uwikłanych w zło: Nawróćcie się! Przyjdzie dzień sadu, staniesz przed Bogiem, chcesz czy nie chcesz, wierzysz czy nie, staniesz przed Bogiem. Oby się nie okazało, żeś swoimi postępkami tak Go obraził, że będziesz na wieki potępiony. Bo Bóg jest miłosierny ale też sprawiedliwy. Kocha swoją Matkę, kocha swojego Syna obecnego w Eucharystii i kocha swój Kościół. Biada tym, co podnoszą rękę na miłość Boga, na Boga samego. Jesteśmy i zawsze będziemy przeciwni złu, ale zawsze otwarci na człowieka, na każdego człowieka, który chce się nawrócić. Bo chcemy dobra, wiecznego dobra wszystkich ludzi, także tych, co nam źle życzą i nas obrażają.

Niechaj zabrzmią dzisiaj mocno i staną się zadaniem dla nas wszystkich inne słowa świętego Jana Pawła II, wygłoszone już wiele lat temu, ale przecież jakże aktualne: „W obecnej sytuacji Polski naznaczonej głębokimi podziałami, sporami i konfliktami różnego rodzaju, ważnym zadaniem Kościoła jest budowanie jedności, zgody oraz budzenie nadwątlonej nadziei. Polacy muszą nauczyć się prowadzić z sobą dialog w prawdzie i z poszanowaniem godności własnej i partnera, różniąc się między sobą, a nie stając się przez to dla siebie wrogami”.

Niechaj od jasnogórskiego Tronu Królowej Polski popłynie dzisiaj znak pokoju, wielki znak pokoju do wszystkich Polek i Polaków. Spróbujmy odłożyć na bok te wszystkie egoistyczne antagonizmy, te podziały na ty i ja, spróbujmy poczuć się znowu polską rodziną, gdzie każdy ma miejsce, godność i własne zdanie respektujące drugiego. Czasem łączy nas piłka nożna, czasem siatkówka, skoki narciarskie i inne sporty, gdzie nasi odnoszą sukcesy, to czyż nie może i nie powinna nas połączyć Polska, jej dziś i jutro? Jak te warszawskie dzieci z Powstania, jak tych, co na Westerplatte i Monte Cassino i na tylu miejscach walczyli, jak tych co wierzyli w polską Solidarność …

Trudne, powiesz … trudne, odpowiem. Ale możliwe. I dlatego wołamy do Maryi, Wniebowziętej Matki Boga i naszej Matki: Z dawna Polski Tyś Królową, Maryjo. Ty za nami przemów słowo, Maryjo. Miej w opiece Naród cały, który żyje dla Twej chwały. Niech rozwija się wspaniały. Maryjo ! Amen.

BP KEP

Więcej pielgrzymów na Jasnej Górze

czw., 08/15/2019 - 11:28

Aż o ponad 4 tys. więcej pieszych pielgrzymów przybyło dotąd na Jasną Górę w tegorocznym „sezonie” pielgrzymkowym – wynika z pierwszych statystyk Biura Prasowego Jasnej Góry. W 182 pielgrzymkach pieszych wzięło udział 86 tysięcy osób. W ubiegłym roku w 156 pielgrzymkach na Jasną Górę przybyło 82 tysiące wiernych.

Tylko na uroczystość Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny 15 sierpnia, dotarły 64 grupy a w nich 70 tys. osób. Znacząco wzrosła też liczba pielgrzymek rowerowych, wzięło w nich udział o prawie dwa tysiące więcej pielgrzymów. W tym roku na Jasną Górę przybyła też rekordowa liczba rodzin z małymi dziećmi. W tegorocznym sezonie pielgrzymkowym, od 12 maja do 14 sierpnia, na Jasną Górę przybyły: 182 pielgrzymki piesze. Wędrowało w nich 86 tys. osób (w ubiegłym roku 156 pielgrzymek i 82 tys. osób); 133 pielgrzymki rowerowe, a w nich 9 tys. 100 osób (w ubiegłym roku 113 pielgrzymek rowerowych, a w nich 7 tys. 500 osób). W 12 pielgrzymkach biegowych przybiegło 330 osób. Przybyły też pielgrzymki: rolkowa, motorowa i konna. Wzrostem liczby pieszych pielgrzymów mogą pochwalić się m.in.: Pielgrzymka Krakowska, Radomska, Kaliska i Podlaska.

Przed uroczystością Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny, w dniach od 1 do 14 sierpnia, na Jasną Górę przybyły 64 piesze pielgrzymki, a w nich w sumie 70 tys. osób (w ubiegłym roku 52 piesze pielgrzymki, a w nich 66 tys. osób).

W ośmiu pieszych pielgrzymkach z samej tylko Warszawy przyszło na Jasną Górę w sumie 12 tys. 800 osób. Najliczniejsze – jak dotychczas – w tym roku piesze pielgrzymki to: – 39. Pielgrzymka Krakowska – 8 i pół tysiąca osób; 308. Warszawska Pielgrzymka Piesza – ponad 6 tys. osób – 41 Pielgrzymka Radomska – ponad 6 tys. osób. Najdłuższą trasę przeszły: 38. Pielgrzymka Kaszubska, wyruszająca z Helu – 638 km w 19 dni; 35. Pielgrzymka Szczecińsko-Kamieńska: grupy z Pustkowa – 615 km w 20 dni, i ze Świnoujścia – 625 km w 19 dni; 34. Pielgrzymka z Gdyni – 553 km w 18 dni. 27. Pielgrzymka Ełcka: grupa z Suwałk – 560 km w 17 dni.

Jasną Górę, każdego roku odwiedza ponad 4 miliony wiernych. W 200 ogólnopolskich pielgrzymkach pieszych bierze udział każdego roku ponad 800 tys. osób.

Foto: BP Jasna Góra

Spokesman of the Polish Episcopate: Assumption of the Blessed Virgin Mary is an opportunity to give thanks for Mary’s protection

czw., 08/15/2019 - 06:05

The Solemnity of the Assumption of the Blessed Virgin Mary celebrated on August 15 and the anniversary of the Miracle on the Vistula is an opportunity to thank God for Mary’s protection over our Homeland and apologize for what is bad on our part – said the spokesman of the Polish Bishops’ Conference, Fr. Paweł Rytel-Andrianik.

Fr. Rytel-Andrianik stressed that “the Assumption of Mary is the dogma of the Catholic Church. Mary with soul and body was taken to heaven, which was a confirmation of her holiness. The Solemnity of the Assumption makes us aware that we have a great Advocate in heaven to whom we can entrust our everyday life and future”.

“Blessed Virgin Mary has been with Poles and helped them in many historical experiences. That is why we owe her special gratitude, respect, and love, as well as defense of her image against all insults” – he added.

The spokesman of the Polish Episcopate reminded that on August 15 we also celebrate the 99th anniversary of the Battle of Warsaw called Miracle on the Vistula and the Polish Army Day. “This day combines a religious and patriotic dimension. This is very characteristic for Polish history and traditions, in which the most important values ​​have always been: God, honour and Homeland” – he said, inviting on behalf of the bishops to pray for Poland and soldiers who care about its security.

Press Office of the Polish Bishops’ Conference

Rzecznik Episkopatu: Wniebowzięcie NMP to okazja do dziękczynienia za opiekę Maryi

czw., 08/15/2019 - 06:00

Obchodzona 15 sierpnia Uroczystość Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny oraz rocznica Cudu nad Wisłą to okazja do szczególnego dziękczynienia Bogu za opiekę Matki Bożej nad naszą Ojczyzną i przepraszania za to co złe z naszej strony – powiedział rzecznik Konferencji Episkopatu Polski ks. Paweł Rytel-Andrianik. 

Rzecznik Episkopatu podkreślił, że Uroczystość Wniebowzięcia należy do tzw. świąt nakazanych, co oznacza, że katolicy na całym świecie mają obowiązek uczestniczenia w tym dniu we Mszy Świętej.  „Wniebowzięcie Maryi to dogmat Kościoła katolickiego. Maryja z duszą i ciałem została wzięta do nieba, co było potwierdzeniem Jej świętości. Uroczystość Wniebowzięcia uświadamia nam, że mamy w niebie wielką Orędowniczkę, której możemy powierzać naszą codzienność oraz przyszłość” – powiedział ks. Rytel-Andrianik. „Maryja w wielu dziejowych kolejach była z Polakami i im pomagała. Dlatego jesteśmy Jej winni naszą szczególną wdzięczność, szacunek i miłość, a także obronę Jej wizerunku przed wszelkimi znieważeniami” – dodał.

Rzecznik Episkopatu przypomniał, że 15 sierpnia obchodzimy też 99. rocznicę Bitwy Warszawskiej zwanej Cudem nad Wisłą oraz Święto Wojska Polskiego. „Ten dzień łączy w sobie wymiar religijny i patriotyczny. To bardzo charakterystyczne dla polskiej historii i tradycji, w których zawsze najważniejszymi wartościami były: +Bóg, honor i Ojczyzna+” – powiedział, zachęcając w imieniu biskupów do modlitwy w intencji naszego kraju oraz żołnierzy, którzy dbają o jego bezpieczeństwo.

Jak co roku, na Jasnej Górze 15 sierpnia mają miejsce uroczystości z udziałem tysięcy pielgrzymów. „Tym razem Sumie Pontyfikalnej o godz. 11.00  będzie przewodniczyć i wygłosi homilię abp Jan Pawłowski z Sekretariatu Stanu Stolicy Apostolskiej ze względu na trwające obchody 100-lecia przywrócenia relacji dyplomatycznych między Stolicą Apostolską a Polską” – powiedział Rzecznik Episkopatu.

Dogmat o Wniebowzięciu Maryi z duszą i ciałem do nieba został ogłoszony przez Papieża Piusa XII w 1950 r. w konstytucji apostolskiej Munificentissimus Deus (Najszczodrobliwszy Bóg). Dokonało się to na usilną prośbę biskupów i świeckich z całego świata, także z Polski. Uroczystość Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny nazywana jest tradycyjnie również dniem Matki Boskiej Zielnej. W tym dniu wierni przynoszą do kościołów zioła i kwiaty, które są tam święcone. To również okazja do dziękczynienia rolników za plony, które zebrali.

BP KEP

Rzecznik Episkopatu: podżeganie do nienawiści wobec jakiegokolwiek człowieka nie mieści się w kanonach europejskiej cywilizacji

śr., 08/14/2019 - 18:24

Chcielibyśmy jeszcze raz przypomnieć, że podżeganie do nienawiści i aktów przemocy wobec jakiegokolwiek człowieka, niezależnie od jego pozycji w społeczeństwie, nie mieści się w kanonach europejskiej cywilizacji. W każdym wrażliwym człowieku budzi jedynie niesmak i oburzenie – napisał ks. Paweł Rytel-Andrianik, rzecznik Konferencji Episkopatu Polski, odnosząc się do informacji o manifestacji nienawiści wobec abp. Marka Jędraszewskiego, jaka miała miejsce w jednym z poznańskich klubów.

Publikujemy pełny tekst oświadczenia:

Oświadczenie

Z przykrością przyjęliśmy informację o manifestacji nienawiści, jaka miała miejsce w jednym z poznańskich klubów. Niedawno przetoczyła się przez Polskę dyskusja o spaleniu kukły Judasza. Choć kukła Judasza nie przedstawia żywej osoby, a cały obrzęd jest jedynie symbolicznym napiętnowaniem cechy, jaką jest zdrada, bp Rafał Markowski wydał wówczas oświadczenie: „Kościół jednoznacznie wyraża dezaprobatę wobec praktyk, które godzą w godność człowieka. Kościół katolicki nigdy nie będzie tolerował objawów pogardy do członków jakiegokolwiek narodu, w tym do narodu żydowskiego”.

Dzisiaj chcielibyśmy jeszcze raz przypomnieć, że podżeganie do nienawiści i aktów przemocy wobec jakiegokolwiek człowieka, niezależnie od jego pozycji w społeczeństwie, nie mieści się w kanonach europejskiej cywilizacji. W każdym wrażliwym człowieku budzi jedynie niesmak i oburzenie.

Ks. dr Paweł Rytel-Andrianik
Rzecznik Konferencji Episkopatu Polski

Warszawa, 14 sierpnia 2019 r.

Posłuchaj:

Tens of thousands of pilgrims at Jasna Gora

śr., 08/14/2019 - 15:44

Tens of thousands of pilgrims have reached Jasna Gora in the walking pilgrimages from all over Poland. The biggest, oldest and longest pilgrimages are already in Czestochowa in order to celebrate the Solemnity of the Assumption of the Blessed Virgin Mary.

On the eve of the Solemnity, one of the oldest pilgrimages – the 308th Warsaw Walking Pilgrimage organized by Paulines – have reached the Sanctuary of Our Lady of Jasna Gora. During their pilgrimage, they prayed for the beatification of Card. Stefan Wyszynski. They were welcomed at  Jasna Gora by Cardinal Kazimierz Nycz, metropolitan of Warsaw.

Soldiers taking part in the 28th International Military Walking Pilgrimage and 200 firemen with their families have also reached Jasna Gora. 

Before noon, in the rain but very happy, pilgrims taking part in the 36th Walking Family Pilgrimage of the Diocese of Warszawa-Praga reached the Sanctuary. Throughout the whole way they were accompanied by Bishop Marek Solarczyk, the delegate of the Polish Bishops’ Conference for Vocations.

In the morning, the 39th Warsaw Academic Metropolitan Pilgrimage reached the Sanctuary of Our Lady of Czestochowa.

Pilgrims will participate in the evening in the Holy Mass celebrated by Cardinal Kazimierz Nycz, metropolitan of Warsaw.

Press Office of the Polish Bishops’ Conference

Photo: JasnaGoraNews

78. rocznica śmierci św. Maksymiliana Marii Kolbego

śr., 08/14/2019 - 15:20

Będąc świadkiem ofiarnej miłości, Ojciec Maksymilian Maria Kolbe był jednocześnie świadkiem fundamentu wszelkiej autentycznej miłości, jaką jest wolność – mówił abp Marek Jędraszewski podczas Mszy św. z okazji 78. rocznicy śmierci św. Maksymiliana M. Kolbego. Eucharystia była sprawowana przy ołtarzu polowym na Placu Apelowym przy Bloku 11 w Auschwitz z udziałem między innymi arcybiskupa Bambergu Ludwiga Schicka i bpa Jerzego Maculewicza OFM, administratora apostolskiego w Uzbekistanie. Wcześniej duchowni złożyli wiązanki kwiatów pod ścianą śmierci oraz modlili się w celi, w której śmiercią głodową zmarł św. o. Kolbe.

ebranych przywitał biskup Piotr Greger. Przypomniał, że do byłego nazistowskiego obozu koncentracyjnego KL Auschwitz przybyło trzech wielkich papieży: Jan Paweł II, Benedykt XVI i Franciszek.
– Wyjątkowość Oświęcimia mierzy się świętością tych, którzy na obozowym ołtarzu złożyli ofiarę ze swego życia. – powiedział bp Greger.

Na początku homilii metropolita krakowski zauważył, że Ojczyzna to groby i krzyże, które świadczą o pamięci, cierpieniu, ale niosą również nadzieję zmartwychwstania i zwycięstwo.
– Chcę mówić o Ojczyźnie wyznaczonej przez obecność chrześcijan, przez obecność męczenników.

Zaznaczył, że obóz koncentracyjny w Oświęcimiu był przestrzenią odmowy. Po pierwsze odmówiono w nim miejsca człowieczeństwu – więzień stawał się numerem. Zastępca komendanta Rudolfa Hoessa, Karl Fritzsch, mówił: „Dla nas wszyscy razem nie jesteście ludźmi, tylko kupą gnoju”. Auschwitz był również miejscem odmowy wspólnoty rodziny, narodu i Kościoła, nadziei na wolność i pamięci. W tym kontekście arcybiskup zacytował słowa Józefa Tischnera: „Czy można kierować odwet przeciwko zmarłym? Tak. Można im odmówić cmentarza. Nieprzyjaciołom, którzy padli ofiarą odwetu, odmawia się cmentarza. Nie chowa się ich ciał do grobów, lecz <<wrzuca do dołów>>, zasypuje się je, zaciera ślad, sadzi na mogiłach lasy. Nie ma już śladu po człowieku”.
– Na koniec, Konzentrazionslager Auschwitz był miejscem odmowy Boga: przekonanie wielu, że jeśli na ziemi zaistniało takie piekło jak Auschwitz, to Boga nie ma. Naprzeciw tej wielopłaszczyznowej odmowie, jaka składa się na rzeczywistość obozu, Ojciec Maksymilian Maria Kolbe pojawia się jako świadek.

Metropolita podkreślił, że św. Maksymilian świadczył przede wszystkim o człowieku. Przytoczył dramatyczną rozmowę, jaka dokonała się między franciszkaninem a Karlem Fritzschem, kiedy wbrew zakazowi, św. Maksymilian wystąpił z szeregu i poprosił, aby to on poszedł w miejsce innego więźnia na śmierć głodową. Zastępca komendanta pytał wtedy: „Kto ty jesteś?”. Ojciec Maksymilian, wskazując na swoją tożsamość i powołanie, odpowiedział: „Jestem księdzem katolickim”. Arcybiskup zaznaczył, że św. Maksymilian jest również świadkiem rodziny – broniąc wspólnoty rodzinnej Franciszka Gajowniczka, wolności ducha, pamięci Boga i Jego potęgi.
– Ojciec Maksymilian słuchał Chrystusa, był z prawdy Bożej, prawdy Chrystusowej. Dał świadectwo o swoim Mistrzu i Panu. Umierając, dał świadectwo o swojej wierze w Boga, który jest miłością i daje nadzieję życia wiecznego.

Arcybiskup zwrócił uwagę na przesłanie, które po 78. latach nadal przekazuje św. Maksymilian: choć nie ma grobu, krzyża i relikwii świętego, pozostaje pamięć, a Auschwitz jest miejscem w którym – mówiąc słowami Józefa Tischnera – „umarli mówią, stanowią jakieś mniej lub bardziej określone zobowiązania. To wiąże. Niekiedy umarli zobowiązują mocniej niż żywi. U grobu zmarłego człowiek uświadamia sobie, że jest dziedzicem. Co znaczy, że jest dziedzicem? Znaczy przede wszystkim: mieć udział w godności tych, którzy byli przed nami. Kontynuując, kontynuujemy przede wszystkim godność. Jesteśmy spadkobiercami dzięki przodkom”.

Jakie dziedzictwo przekazuje światu św. Maksymilian? – pytał metropolita. Jest to przede wszystkim zwycięstwo miłości nad nienawiścią. Arcybiskup zacytował słowa Jana Pawła II z czerwca 1979 roku: „W tym miejscu straszliwej kaźni, która przyniosła śmierć czterem milionom ludzi z różnych narodów, o. Maksymilian Kolbe odniósł duchowe zwycięstwo, podobne do zwycięstwa samego Chrystusa, oddając się dobrowolnie na śmierć w bunkrze głodu – za brata”. Dodał, że św. Maksymilian uczy szacunku dla wartości rodziny i autentycznej wolności, opartej na Dekalogu, wynikającej z godności istot stworzonych na obraz i podobieństwo Boga.
– Wolność autentyczna nie jest absolutną wolnością, sprowadzoną do hasła: „róbta, co chceta” (…) Wolność musi być rzeczywistością przenikniętą przez rozum, zgodnie z tym, o czym mówi nam w głębi naszych serc prawo naturalne – czyń dobro, a unikaj zła. Tylko taka wolność jest wolnością autentyczną.

Arcybiskup nawiązał do „Kliszy pamięci” Mariana Kołodzieja, który został przywieziony do Auschwitz w pierwszym transporcie. W obozie spotkał o. Maksymiliana i dzięki rozmowie z nim, zrozumiał, że Bóg również cierpiał w Auschwitz i nigdy nie opuścił swoich wiernych. Metropolita przywołał także papieskie słowa, wygłoszone na Błoniach w 1979 roku: „Człowiek jest wolny. Człowiek może powiedzieć Bogu: nie. Człowiek może powiedzieć Chrystusowi: nie. Ale – pytanie zasadnicze: czy wolno? I w imię czego <<wolno>>? Jaki argument rozumu, jaką wartość woli i serca można przedłożyć sobie samemu i bliźnim, i rodakom, i narodowi, ażeby odrzucić, ażeby powiedzieć <<nie>> temu, czym wszyscy żyliśmy przez tysiąc lat?! Temu, co stworzyło podstawę naszej tożsamości i zawsze ją stanowiło. Kiedyś Chrystus zapytał apostołów (było to po zapowiedzi ustanowienia Eucharystii, gdy różni odsuwali się od Niego): <<Czyż i wy chcecie odejść?>>. Pozwólcie, że następca Piotra powtórzy dzisiaj wobec was wszystkich tu zgromadzonych – i wobec całych naszych dziejów i całej współczesności… że powtórzy dziś słowa Piotra – słowa, które wówczas były jego odpowiedzią na pytanie Chrystusa: <<Panie, do kogóż pójdziemy? Ty masz słowa życia wiecznego>>”.

– Tu, w Auschwitz, dzięki św. Maksymilianowi Maria Kolbemu jawi się nam, Polakom, ale także przedstawicielom innych narodów, chrześcijanom i katolikom, Ojczyzna jako szczególnie zobowiązujące dziedzictwo. Kardynał Karol Wojtyła pisał w poemacie z 1974 roku „Myśląc Ojczyzna…”: „Ojczyzna – kiedy myślę – / wówczas wyrażam siebie i zakorzeniam, / mówi mi o tym serce, / jakby ukryta granica, / która ze mnie przebiega ku innym, / aby wszystkich ogarniać/ w przeszłość dawniejszą niż każdy z nas: / z niej się wyłaniam…/ gdy myślę Ojczyzna – / by zamknąć ją w sobie jak skarb”.

Kończąc homilię, arcybiskup zwrócił uwagę na konieczność świadomego wyłaniania się z Ojczyzny, którą dla wszystkich wierzących jest święty, apostolski i katolicki Kościół.

– Zamknąć w sobie chrześcijańską, a w tym także polską, kulturę. Zamknąć w sobie chrześcijańską, a w tym także polską, historię i tradycję. Zamknąć w sobie dzieje polskich męczenników – od św. Wojciecha i Stanisława Szczepanowskiego, przez św. Andrzeja Bobolę i św. Maksymiliana Marię Kolbego po bł. ks. Jerzego Popiełuszkę. Zamknąć w sobie ten wielki skarb – by go pomnażać i przekazywać kolejnym pokoleniom, które przyjdą po nas i będą myśleć: Ojczyzna.

Przed błogosławieństwem, w imieniu niemieckiego episkopatu, głos zabrał arcybiskup Ludwig Schick, który podziękował za możliwość uczestniczenia w obchodach 78. rocznicy śmierci św. Maksymiliana.

– Maksymilian Kolbe nie chciał pokłonić się przed nacjonalistyczną pychą nazistów. Rzeczywistym motywem ruchu oporu przeciwko Hitlerowi był on – Maksymilian Kolbe, który nie chciał uznać Hitlera za absolutnego przywódcę, lecz ogłaszał Boga jako absolutnego Pana i władcę narodów.

Prowincjał prowincji krakowskiej franciszkanów o. Maran Gołąb zauważył, że św. Maksymilian, wstępując do zgromadzenia, miał świadomość, że życie zakonne pomoże mu budować silną więź z Maryją.

– Cud miłości, który wygrał w życiu św. Maksymiliana dalej jest kontynuowany – w tym miejscu, które było zaprojektowane jako piekło na ziemi, przez kolejne lata sparowana jest Eucharystia – cud miłości.

Święty Maksymilian Maria Kolbe urodził się w Zduńskiej Woli 8 stycznia 1894 r. Tego samego dnia został ochrzczony w kościele Wniebowzięcia NMP w Zduńskiej Woli i otrzymał imię Rajmund. Jego rodzice, Juliusz i Marianna, byli tkaczami. Kiedy Rajmund miał około 10 lat, objawiła mu się Najświętsza Maryja Panna, która trzymała w rękach dwie korony: białą (symbol czystości) i czerwoną (symbol męczeństwa). W 1907 r. 13-letni Rajmund podjął naukę w Małym Seminarium Duchownym Ojców Franciszkanów we Lwowie. Po jego ukończeniu, zdecydował się wstąpić do zakonu franciszkanów konwentualnych (1910). Wraz z habitem otrzymał imię Maksymilian. W kwietniu 1918 r. przyjął święcenia kapłańskie. Wcześniej, w październiku 1917 r. założył stowarzyszenie Rycerstwo Niepokalanej. 17 lutego 1941 r. został aresztowany przez gestapo i przewieziony na Pawiak. Pod koniec lipca 1941 r. z obozu uciekł jeden z więźniów. W odwecie za tę ucieczkę, Niemcy wybrali dziesięciu ludzi na śmierć głodową. Jednym z nich był Franciszek Gajowniczek, w miejsce którego zgłosił się o. Maksymilian. Zmarł 14 sierpnia 1941 r. dobity zastrzykiem fenolu. Jego ciało zostało spalone w krematorium następnego dnia. Papież Jan Paweł II kanonizował go 10 października 1982 r. Ogłosił go również Męczennikiem z miłości.

Archidiecezjaa Krakowska
Fot. Joanna Adamik

22-26 sierpnia: Max Festiwal w Niepokalanowie

śr., 08/14/2019 - 06:00

W dniach 22-26 sierpnia odbędzie się w Niepokalanowie Max Festiwal – Rekolekcyjne Spotkanie Młodych pod hasłem: „Kierunek Niebo – najważniejsze jest niewidoczne dla oczu”.

Program:

22 sierpnia 2019, czwartek, NMP Królowej

14:00 – 17:00 – Przyjazd uczestników, zapraszamy do recepcji.
17:30 – Zawiązanie wspólnoty (Scena).
18:30 – Kolacja
19:30 – Msza św. (Bazylika).
20:45 – Koncert zespołu Pokój i Dobro – na dobry początek.
22:45 – Słowo na dobranoc. (Scena)

23 sierpnia 2019, piątek

7:00 – Pobudka.
7:30 – Modlitwy poranne i jutrznia. (Kaplica św. Maksymiliana).
8:00 – Śniadanie.
9:00 – Spotkanie przed sceną.
9:30 – Spotkanie z zaproszonym gościem: Artur Grzeskowiak
11:30 – Szkoła śpiewu (Sala św. Bonawentury).
12:15 – Msza św. (Bazylika).
13:15 – Obiad.
15:00 – Koronka do Bożego Miłosierdzia.
15:15 – Spotkanie z zaproszonym gościem: Grzegorz Kasjaniuk.
17:00 – Praca w grupach.
18:30 – Kolacja.
20:00 – „Najważniejsze jest niewidoczne dla oczu” – spektakl (Sala św. Bonawentury)
23:00 – Słowo na dobranoc. (Scena)

24 sierpnia 2019, sobota

7: 00 – Pobudka.
7:30 – Modlitwy poranne, Jutrznia (Kaplica św. Maksymiliana).
8:00 – Śniadanie.
9:00 – Spotkanie przed sceną.
9:30 – Spotkanie z zaproszonym gościem: O. Remigiusz Trocki
11:30 – Szkoła śpiewu (Sala św. Bonawentury).
12:15 – Msza św. (Bazylika. )
13:15 – Obiad.
15:00 – Koronka do Bożego Miłosierdzia.
15:15 – Spotkanie z zaproszonym gościem: br. Stefan Banaszczuk – OSP Niepokalanów
17: 00 – Praca w grupach.
18:30 – Kolacja.
19:30 – Koncert zespołu: Max Festiwal.
21:30 – „Twoja wiara cię uzdrowiła” – nabożeństwo uzdrowienia.(Bazylika)
23:00 – Słowo na dobranoc. (Scena)

25 sierpnia 2019, niedziela

7: 00 – Pobudka.
7:30 – Modlitwy poranne, Jutrznia (Kaplica św. Maksymiliana).
8:00 – Śniadanie.
9:00 – Spotkanie przed sceną.
9:30 – Spotkanie z zaproszonym gościem: Grzegorz Kiciński – Fundacja Aniołowie Miłosierdzia
11:30 – Szkoła śpiewu (Sala św. Bonawentury).
12:15 – Msza św.
13:15 – Obiad.
15:00 – Koronka do Bożego Miłosierdzia.
15:15 – Spotkanie z zaproszonym gościem: Agnieszka Beszłej – „Czas Maryi czas na czystość”.
17:00 – Praca w grupach
18:30 – Kolacja.
20:00 – Koncert zespołu Regau.
22:30 – Słowo na dobranoc. (Scena)

26 sierpnia 2019, poniedziałek, NMP Częstochowskiej

7:00 – Pobudka.
7:30 – Msza św. (Kaplica św. Maksymiliana).
9:00 – Śniadanie.
10:00 – Spotkanie w grupach: Godzina świadectwa.
– Rozjazd

Za: maxfestiwal.pl

Strony